Strona główna
5 MARCA 1940 - ROZKAZ STALINA DLA MORDU POLSKICH OFICEROW I ZSYLEK ICH RODZIN
5 marca 1940 r. - rozkaz podpisany przez Stalina ! pamiętajmy !!!!
Czytaj więcej: 5 MARCA 1940 - ROZKAZ STALINA DLA MORDU POLSKICH OFICEROW I ZSYLEK ICH RODZIN
"Św. Kazimierz wzorem dla św. Jozafata Kuncewicza " - nowy tekst o św. Jozafacie autorstwa red. Renaty Kopeć
“Bliskość świętych rodzi świętych”*
Św. Kazimierz wzorem dla św. Jozafata Kuncewicza
czyli
Jak się dorobić świętości ?
Wilno, miasto o niezwykłej historii i duchowym dziedzictwie od wieków pozostaje domem świętych. To tutaj żyli i modlili się: św. męczennicy wileńscy: Antoni, Jan, Eustachy, św. Kazimierz, św. Jozafat Kuncewicz, św. Andrzej Bobola, św. Faustyna Kowalska, bł. ks. Michał Sopoćko.
Trzeba oddać hołd miastu, które było ich domem, które do dziś pielęgnuje pamięć o swojej wielkiej duchowej tradycji. Szczególnym wyrazem tej pamięci jest coroczne święto patrona miasta – świętego królewicza Kazimierza Jagiellończyka. Dziękuję Wilnu za wierność swojemu patronowi, św. Kazimierzowi za to, że z dumą oddaje mu należną cześć.
Wyrazy wdzięczności kieruję również za godne uczczenie rocznicy męczeńskiej śmierci patrona Litwy i Polski, św. Jozafata Kuncewicza. Ogłoszenie roku 2023 rokiem św. Jozafata, wydanie pamiątkowego znaczka przez pocztę litewską oraz piękna wystawa zorganizowana przez Muzeum Dziedzictwa Sakralnego w Wilnie są świadectwem żywej pamięci i szacunku wobec dziedzictwa wiary.
Bliskość świętych rodzi świętych (1)
Świętość Kazimierza królewicza, Wielkiego Kanclerza Litwy, który zmarł w ramionach ojca - króla Kazimierza IV Jagiellończyka w Grodnie, w 1484 r. w wieku zaledwie 26 lat, na gruźlicę (2), zrodziła kolejnego: św. Jozafata.
Jozafat, wówczas czternastoletni Jan Kuńczyc przybył do Wilna z Włodzimierza Wołyńskiego, oddalonego od Wilna dzisiaj o ok 550 km. około 1595 r. Został wysłany przez rodziców na naukę kupiectwa do wileńskiego domu handlowego kupca Jacka Popowicza (3). Terminował u niego 10 lat. Tyle wynosił wówczas koszt za naukę zawodu wraz z utrzymaniem opłacanym pracą. W każdym razie Jan był w Wilnie, gdy doszło do wydarzenia niespotykanego.
18 sierpnia 1602 r. otwarto trumnę św. Kazimierza, od którego śmierci minęło 112 lat. Oczom świadków ukazało się nie zepsute ciało pomimo, że cegły grobowca były przegniłe. Znaleziono także leżący w trumnie u wezgłowia królewicza hymn “Omni die dic Marie" (każdego dnia chwal Maryję), własnoręcznie przepisany przez św. Kazimierza. Wówczas sądzono, że to on jest autorem tekstu (4).
Na pewno wiele się mówiło o tym na mieście, a co dopiero, wyobrazmy sobie, w handlu. W tym zawodzie spotyka się ludzi wszystkich stanów, a przez uszy pracowników przechodzą informacje z wielu różnych źródeł. Jak to się odbiło na młodzianie dotkniętym iskrą bożą już we wczesnych latach dziecięcych?
Jan, przyszły Jozafat zapewne odwiedzał miejsce, które było nadal ziemskim domem jego ciała - katedrę w Wilnie. Zdumiewał się cudem nietkniętego rozkładem ciała św. Kazimierza. Zastanawiał się, jak w codziennym życiu osoba tak wysokiego stanu zrealizowała wezwanie z pisma świętego “Bądźcie świętymi bo i Ja Jestem Święty” (1 P 1, 14-16). Czy ktokolwiek wtedy mógł przypuszczać, że Bóg zatrzyma czas, aby nie dotknął zepsuciem również ciała Jozafata?
Jest niemal pewne, że Jan - Jozafat, poznając życie młodego królewicza, rozmyślając o nim, obrał go sobie za patrona i wzór. Do zakonu bazyliańskiego przy kościele św Trójcy wstąpił akurat w roku kanonizacji królewicza Kazimierza w 1604 r. (5). Było to wielkie wydarzenie, w kraju i za granicą, uświetnione na wiele sposobów, bowiem na ołtarze zostawał wyniesiony święty z panującej w Polsce dynastii, krewny króla Zygmunta III Wazy (6).
Jozafat wstępuje w ślady św. Kazimierza
Zestawiając biografie Kazimierza i Jozafata rzucają się w oczy wspólne dla obu charakterystyczne cechy ich świętości. Są to szukanie Boga przez modlitwę - często w nocy przed zamkniętymi drzwiami świątyni - oddanie się w opiekę Matce Bożej, asceza, miłosierdzie dla ubogich, pilność w nauce i wykonywaniu obowiązków, miłość do Kościoła i Ojczyzny: małej i dużej.
Źródła podają, że młody królewicz od lat wczesnych szukał bliskości z Bogiem poprzez modlitwę. Natomiast świadkowie w procesie beatyfikacyjnym zauważali, że Jan - Jozafat przebywając na nauce kupiectwa, każdą wolną chwilę wykorzystywał na modlitwę, czytania pisma świętego i traktatów religijnych. Ówcześni otwierając trumnę św Kazimierza, oprócz nietkniętego zepsuciem ciała znaleźli hymn wysławiający NMP oraz oddający się jej w opiekę.
Ten rys maryjny w życiu św Jozafata stał się bardzo ważny. Świadkowie w procesie beatyfikacyjnym opowiadali, że Jozafat, jako mnich często modlił się nocą, gdy kościoły były już zamknięte, przed wejściem do świątyni, na której był namalowany na zewnętrznych odrzwiach wizerunek NMP z Dzieciątkiem (7). Tak samo modlił się nocami św. Kazimierz, pragnąc być sam na sam z Bogiem (8). Św. Jozafat zapoczątkował także kult NMP w Żyrowicach, miejscu objawienia się słynnego obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem (9), dziś Częstochowie Białorusi.
Za modlitwą poszła asceza. Czytając życiorys św Kazimierza dowiadujemy się, że nosił włosiennicę. I na Jozafacie odkryto włosiennicę, gdy zdarto z niego odzież podczas jego męczeńskiej śmierci, dokonując na nim linczu. Także umartwianie się i posty były ich udziałem.
Uderzającym podobieństwem jest wybór życia całkowicie poświęconego Bogu. Św. Kazimierz zrezygnował z małżeństwa i pragnął żyć w czystości, choć w chwili śmierci miał już 26 lat – na ówczesne czasy był to wiek w pełni odpowiedni do zawarcia związku małżeńskiego. Odrzucił propozycję małżeństwa oraz złożył śluby czystości w 1471 r. przed cudownym obrazem Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie (10).
Tożsame wydarzenie odnajdujemy w życiu św. Jozafata. Z czasem dostrzeżono wyjątkowość charakteru Jana - Jozafata podczas wykonywania “stażu“ w domu Popowicza. Zaproponowano mu małżeństwo z córką właściciela oraz przekazanie w jego ręce całego handlu. Oznaczało to dostatnią przyszłość, karierę i uznanie społeczne. To spełnienie marzeń wielu młodych ludzi oraz ich rodziców. On jednak udzielił zdecydowanej odpowiedzi odmownej. Po dziesięciu latach praktyki kupieckiej, postanowił całkowicie poświęcić się Bogu i wstąpił do zakonu jako mnich unicki (11).
Jozafat w zakonie
Przyjął habit bazyliański z rąk metropolity unickiego Hipacego Pocieja, jednego z sygnatariuszy unii brzeskiej. Wielkie było zdziwienie znajomych, ponieważ zakon bazylianów był bardzo podupadły, ubogi i zaniedbany, praktycznie bez możliwości rozwoju (12).
Poprzez gorliwość w pełnieniu służby bożej, szczerego umiłowania Boga, co pokazywało się w nim całym oraz charakter pełen pokoju i życzliwości, ten ostatni z ostatnich zakon wileński zaczął rosnąć w powołania. Za powołaniami pokazał się wzrost materialny.
Taki opis jego sposobu bycia i podejścia do obowiązków znajdujemy w relacji Welamina Rutckiego: “To było u niego nadzwyczajne i godne podziwu: kiedy kto sposobny jest do jednego, to zwyczajnie nie jest do innych rzeczy, bo nie wszyscy wszystko możemy. A ten podziwu godny Mąż Boży sposobny był do wszystkiego. Jeśli wyglądało, że z usposobienia do czegoś jest niesposobny, łaską Bożą stawał się sposobny. Był człowiekiem myśli i modlitwy, miłośnikiem ksiąg, celi klasztornej i samotności, lecz nikt jak on nie umiał rozmawiać z ludźmi, jakby do tego właśnie się urodził i do tego był od Boga przeznaczony. Wszyscy przychodzili do niego i nikt nie odszedł bez pociechy. Katolicy i prawosławni, heretycy i wszyscy inni szanowali u niego tę iskrę Bożą. Mówca na kazalnicy, śpiewak w chórze, wszystko czynił z upodobaniem i miłością, czy to kazał, czy czytał, czy śpiewał. Doprawdy, nie spotkałem innego człowieka, w którym to wszystko byłoby razem zebrane” (13).
Cechą łączącą obu świętych jest skromność oraz specyficzne pokorne podejście do pełnionej funkcji. Św. Kazimierza chociaż był synem królewskim, używał splendoru królewskiego tylko w interesie korony, państwa jako instytucji, nie zaś dla siebie jako osoby.
Tę skromność odnajdujemy również w życiu Jozafata pełniącego obowiązki biskupa, a potem arcybiskupa. Zawsze używał dla siebie bardzo skromnych środków, jeśli chodzi o odzież, żywność, podróż. Otaczający go dwór biskupi i zwierzchnicy, jak przyjaciel metropolita Welamin Rudzki krytykowali go za tę przesadną skromność. Lecz on się tłumaczył wówczas, że przecież występując jako kapłan i biskup używa jak najokazalszych środków (14). Obaj pełnili również czyny miłosierdzia wobec ubogich, wdów i sierot (15).
Gimnastyka umysłu i ducha
Uderza gorliwość w podejściu do nauki, która łączyła zarówno św. Kazimierza, jak i św. Jozafata. Obaj wykazywali niezwykłą wytrwałość, nie unikali wysiłku intelektualnego i korzystali ze wszystkich dostępnych sposobów kształcenia.
Ojciec, Kazimierz IV Jagiellończyk, zadbał, aby jego syn, również Kazimierz oraz pięciu jego braci mieli najlepszych nauczycieli. Wyznaczył do tego Jana Długosza i Kallimacha – wymagających, ale pragnących przekazać młodym wszystko, co potrafili, wszystko, co było potrzebne, by ukształtować przyszłego króla wielkiego królestwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nauka szła w parze z wychowaniem – kształtowano charakter, wyrabiano cnoty, męstwo, roztropność i zdolność udzielania dobrej rady (16).
Podobne zacięcie i determinację obserwujemy w życiu św. Jozafata Kuncewicza. Już jako dziecko, kończąc szkołę przycerkiewną we Włodzimierzu, znał na pamięć psałterz, zwany w języku cerkiewnym czasosłowem. Przez własne studia, rozmyślania i uważną lekturę Pisma Świętego doszedł do przekonania o prymacie władzy papieskiej, mimo że żył w świecie, który otwarcie agresywnie za sprawą reformacji Lutra, sprzeciwiał się władzy papieża. Między innymi za głoszenie nadrzędnej roli papieża, za uznanie go za głowę Kościoła i namiestnika Chrystusa na ziemi, poniósł męczeńską śmierć (17).
Kościół pozwalał Jozafatowi zachować ukochaną przez niego tradycję ruską. Jozafat cenił język cerkiewny, śpiewy, liturgię i obrządek wschodni. Ale pragnął on też jedności Kościoła i przezwyciężenia rozłamów. Jego biskupim zawołaniem były słowa modlitwy Chrystusowej z wieczernika “Ut unum sint” J 17:21-23. To właśnie z głębokiej miłości do swojej małej ojczyzny i tradycji wschodniej, nie wahał się udac po wiedzę do jezuitów. Mimo, że w jego środowisku byli postrzegani jako drapieżni papieżnicy. Jego nauczycielami byli wybitni przedstawiciele zakonu św. Ignacego Loyoli: Walenty Fabrycy i Grzegorz Gróżewski oraz specjalnie przysłany przez papieża dla edukacji kapłanów ruskich: Grek Piotr Arkadiusz (18).
Św. Jozafat odważnie sięgał po pomoc kościoła rzymskiego, pomimo zdecydowanej niechęci, jaką żywiło wobec niego jego własne środowisko. Dzięki temu stał się reformatorem zakonu bazyliańskiego i cerkwi unickiej, łącząc miłość do tradycji ruskiej z wizją jedności i odnowy Kościoła unickiego (19).
Patroni Polski i Litwy
Zapomnieliśmy: my personalnie oraz jako naród, o tym, że św. Kazimierz to nie tylko odpust - kaziuki. To nie tylko piękne serca z piernika symbolizujące słodycz świętości. Św. Kazimierz to święty mężny i mocny, patron zakonu Kawalerów Maltańskich (20), soliter partie - obrońca ojczyzny (21), patron Polski i Litwy, patron unii brzeskiej (22). Święty, który został wysłany przez ojca po węgierską koronę i jako dwunastoletnie dziecko na progu młodości przeżył traumę wojny podczas nieudanej wyprawy zbrojnej (23).
Święty, który przeżył zamach szykowany na niego, na jego ojca i braci, za którym stała Moskwa. Święty, który dobrze rozumiał zagrożenie stamtąd płynące. Święty, przed narodzeniem którego o około 30 lat, doszła do skutku unia florencka. Unia ta zniosła schizmę między kościołem wschodnim i zachodnim lecz poprzez nieprzejednaną politykę Moskwy musiała zostać “Unią” na papierze.
,,Królewicz dobrze wiedział, jaką nienawiść ówczesna cerkiew prawosławna żywiła do katolicyzmu i do unii oraz z jaką zręcznością i perfidią okłamywała Rzym obietnicami pojednania, usypiając w ten sposób czujność katolickiego świata. Wyznanie zaś prawosławne książąt, poddanych litewskich, usiłowała wyzyskać dla celów politycznych i zaborczych. Toteż królewicz zdecydowanie był przeciwny zamiarom papieża obdarzenia cara Iwana III koroną
królewską, by w ten sposób zachęcić go do przystąpienia do jedności kościelnej i w konsekwencji do ligi antytureckiej.
Do spisku, uknutego przez kniaziów: ruskich i litewskich poddanych, przeciwko królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi i jego synom w 1481 r., tak czy inaczej była zamieszana i Moskwa. Spisek został wykryty i winni przykładnie ukarani, jednak ten zbrodniczy zamysł jeszcze bardziej zniechęcił królewicza Kazimierza do schizmatyckiej Moskwy i prawosławnych Rusinów.'' tak pisze o tym ks. Florian Niewierko (24).
Św. Kazimierz i św. Jozafat jako mężowie stanu
W tym kontekście należy zrewidować twierdzenia o św. Jozafacie jako o nie wyrobionym polityku, parweniuszu, który swoją nadgorliwością doprowadził do własnej śmierci. Poddać w wątpliwość teorie o neoficie, który całkowicie oddał się swojej “nowej” konfesji, w nowo powstałym wyznaniu grekokatolickim (25).
Należy tu raczej przyjąć, że Jozafat, podobnie jak św Kazimierz, będąc biskupem i arcybiskupem a także uczestnikiem obrad sejmowych, znając najnowszą wówczas historię Polski, Litwy i Kościoła. Publicznie demaskował hipokryzję cerkwi, czy raczej uwikłanie cerkwi prawosławnej w politykę carów. W konsekwentnym działaniu na rzecz Kościoła Unickiego, w listach i rozmowach odsłaniał rzeczywiste zamiary Moskwy. Odróżniał i ukazywał deklarowane zamiary carów od ukrytych, a rzeczywistych zamiarów Moskwy. Jak dobry pasterz umiał rozpoznać wilki pokryte owczą skórą, czyhające na dobro Kościoła i Ojczyzny (26).
Pamięć narodu
Odsłania się kolejna analogia, podobieństwo w losach kultu i obecność w pamięci narodowej. To właśnie tego niezwykłego Polaka i Litwina, świętego Jagiellona dotknęła reglamentacja pamięci. Po zaborach pamięć o nim wydzielana była jakby na talony. Kult został wyciszony, jego biografie nie mogły się ukazywać, w szkołach mówić o nim, kościołowi zakazywano przypominać.
Doskonale obrazuje ten fakt fragment artykułu prof. Janusza Kosteckiego, o tym jak miał być św Kazimierz zapomniany, a gdyby do końca nie został, to jak miał istnieć w świadomości Polaków.
“...cenzura czuwała, by tego typu treści nie pojawiły się w opisach jego życia oraz późniejszego oddziaływania. Zakwestionowała więc w Żywocie ś. Kazimierza królewicza polskiego, wyjętym z Kronik Polskich następujące fragmenty:
“Kościelną jedność i ludzkich dusz zbawienie jako miłował, po tem było znać, iż na cerkwie syzmatyckie takie prawo u ojca wyprawił: Aby nowych żadnych nie budowano a starych nie poprawiano, żeby wcale ustały, a tak za ich zgubą, aby ruskie odszczepieństwo ustało; a ludzie się do jedności Kościoła katolickiego, zbawienie swoje pozyskując, udawali; wiedząc, iż okrom jedności kościelnej, zbawienia nikt dostąpić nie może. Ten przywilej w kapitule Wileńskiej chowają. Jako jego wykonaniu kacerstwa przeszkodziły, w pamięci jest naszej….
Także w 1518 r. swoim Polakom i Litwie w małej liczbie wojska będącym, sławne zwycięztwo zjednał nad Moskwą pod Połockiem, gdzie w białym ubiorze był widziany ś. Kazimierz, przeprawę przez Dźwinę rzekę i bród wojsku ukazujący, temi słowy: Tędy za mną idźcie. Toż samo i drugiego roku wzywany do wojska uczynił, gdy także wielkie hufy Moskwy, poważną modlitwą swoją w ręce drobnego Litewskiego wojska podał i takie im serce uczynił, iż w 2,000 na 60,000 Moskali puścić się śmieli i z pomocy bożej wygrali.
Wiele innych cudownych dobrodziejstw z przyczyny tego ś. wychodziło, które król ojciec i bracia jego, którzy na królestwo następowali, uważając a Panu Bogu za takiego pomocnika domu i królestwa swego dziękując, posyłali posłów swoich do papieża te cuda oznajmując a o kanonizacyą prosząc, aby pomiędzy śś. poczytany był.
A tem więcej modlitwie jego za nas dufajmy, iż jest krew nasza, domownik nasz, królestwa tego syn i miłośnik ludu swego królom naszym i panom, przez które nas Pan Bóg rządzi, powinnym jest we krwi; wielkiego o nie starania przed Najwyższym, u którego w łasce jest nie zaniecha; i teraz w te wojny z Moskwą, z ludźmi od Kościoła ś. odszczepionemi, będzie ku pewnej pomocy, jako to już pierwej czynił, aby katolickiego królestwa nie psując, sami się do jedności wiary nawrócili i wespół z nami jednem sercem chwalili Boga w Trójcy jedynego, którego panowanie i królestwo trwa na wieki wieków Amen.” (27).
O wielkiej niechęci do św Kazimierza przez rosyjskie państwo zaborcze świadczy ustawienie pomnika carycy Katarzyny, na wprost kaplicy św. Kazimierza. Z tej przyczyny przeniesiono nawet odpust ku czci Kazimierza na plac na Łukiszkach. (28). A z kościoła pw. św. Kazimierza i klasztoru jezuitów, który do niego przylegał uczyniono koszary dla wojska carskiego.
Czyż nie podobnie ma się rzecz z pamięcią narodową o św. Jozafacie? Te samo zapomnienie, lecz ze strony Moskwy nieprzejednana niechęć, bardzo łagodnie mówiąc, jest w stosunku do św Jozafata po tysiąckroć zwielokrotniona. Czy dzisiaj w Polsce jest choćby znane jego imię? Konsekwentna i bezwzględna polityka Rosji wykorzeniła niezwykle żywy kult Jozafata ze świadomości Polaków.
Jozafat, tak jak św. Kazimierz jest patronem Polski i Litwy. Mało tego, jest poprzez świecę niepodległości patronem odzyskanej w 1918 r wolności.
Czy Naród który który nie pamięta o swoich świętych nie jest skazany na porażkę? Jak może osiągnąć wielkość?
”Z boleścią przyznać trzeba, że cześć św. Kazimierza, potężnego przyczyńcy Korony i Litwy, jeśli nie całkiem poszła w zapomnienie, to ostygła bardzo. Rodacy ledwo znają imię jego, bo sprawy wyrzucono z historii narodowej, nawet z dzieł przeznaczonych dla młodzieży szkolnej” (29). Tak pisze ks. A. Lipnicki o św. Kazimierzu pod koniec XIX w..
Jeśli naród przestaje pamiętać o swoich świętych, traci duchowy kompas. Traci punkt odniesienia. Święci są bowiem nie tylko bohaterami przeszłości, ale i nauczycielami przyszłości. Wzorami do naśladowania. Pokazują, że można być wiernym Bogu i odpowiedzialnym za ojczyznę, że można łączyć modlitwę z działaniem, ascezę z odwagą, miłość z prawdą.
Niezwykłym potwierdzeniem bliskości tych świętych jest ponowne otwarcie trumny św Kazimierza w 1838 r. Otwarcia dokonano we wspomnienie św. Jozafata w dniu 12 i 14 listopada (30). Pobrano wówczas relikwie dla nowych kościołów pod jego wezwaniem.
Ciało św. Jozafata również Opatrzność Boża zachowała od zepsucia - dla kościoła, dla narodu, jako potwierdzenie świętości, dla nadprzyrodzonej misji, którą jeszcze ma do wykonania.
“Dorobić się świętości''
“Otwarcie mówiąc, chodzi jeszcze o coś więcej niż o samego św. Kazimierza. Ma się on stać dla nas pewnym znakiem, jak znak na drodze. Lecz jeśli znak na tej drodze wskazuje na przyszłość i ma się
stać dla nas drogowskazem, to trzeba również bardzo starannie spojrzeć na przeszłość, na tę drogę, którą przebył św. Kazimierz.
Nawet więcej: na tę drogę, na której ukształtowało się to środowisko, które - po ludzku rzecz biorąc - dało nam św. Kazimierza, wreszcie - na tę glebę, która przyjęła posiew świętości.” (31). Jest to cytat z przemówienia kard. Franciszka Macharskiego na otwarcie konferencji z okazji 500 rocznicy urodzin św Kazimierza która odbyła się w pałacu arcybiskupim w Krakowie 16 i 17 listopada 1982 r.
Ten znak świętości - jak mówi ks. kardynał - nie jest pamiątką z przeszłości, lecz wezwaniem do przyszłości. Aby jednak znak wskazywał kierunek, trzeba na niego patrzeć, trzeba go rozumieć, wiedzieć dlaczego został postawiony w tym właśnie miejscu przez Boga i trzeba za nim iść.
Jeszcze jednego wyrażenia użył wtedy kard. Franciszek Macharski w odniesieniu do św Kazimierza: „dorobić się świętości” (32). W słowie tym pobrzmiewa wyrzeczenie, trud, praca duchowa i fizyczna. Tak, jak dorabiamy się majątku, domu czy wykształcenia – z wysiłkiem, wyrzeczeniem, konsekwencją – tak mamy dorabiać się świętości w czasach, w których zostaliśmy postawieni. Dorabiać się świętości w określonych obowiązkach stanu, w konkretnym czasie, pośród konkretnych ludzi, we współpracy z Bogiem.
Podobnie uczynił św. Jozafat, stając się pierwszym męczennikiem kościoła unickiego, kościoła włączającego do Kościoła Powszechnego Rzymskiego wielką tradycję chrześcijaństwa Wschodu. Jego życie i śmierć nie były efektem politycznej naiwności ani nadgorliwości, lecz świadomym wyborem.
Pamięć o św. Kazimierzu i św. Jozafacie nie jest kwestią kościółkowej pobożności. Powinna być pamięcią narodową. Powinna pomagać narodowi w “dorabianiu się świętości” jako wspólnocie. Powinna stać się dla nas sprawą tożsamości. Powinna też być pamięcią osobistą, indywidualną. Ta pamięć o świętych bądź zapomnienie o nich określa nas samych. Pokazuje kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Czytajmy i rozważajmy biografie naszych świętych patronów! Niech nabożeństwo do nich podtrzymuje nas w pracy nad własnym “dorabianiem się świętości”.
red. Renata Kopeć,
dla Katolickiego Słowa Dziennikarzy
pisane w drodze, 4 marca 2026r.
FOTO AUTORKI :
Na znaczku na szarfie, która okala postać św. Jozafata Kuncewicza widnieje napis w języku polskim ,, Jozafat Kuncewicz Arcybiskup Połocki, Władyka Witebski i Mścisławski dla jedności Cerkwi od niepolitycznych owiec okrutnie zabity 1623 roku"
Przypisy:
1) Święci a przyszłość świata, Zdzisław J. Kijas OFMConv,
Kraków 2021, s. 1–276. str. 32
(BIBLIOTEKA EKUMENII I DIALOGU, 45).
DOI: http://dx.doi.org/10.15633/9788374389402
2) https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_(%C5%9Bwi%C4%99ty)
3) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921 str. 30-31
4) https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_(%C5%9Bwi%C4%99ty)
5) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986 str. 30-32
7) Święty Kazimierz - patron Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Szkic historyczno - ikonograficzny, Michał Rożek, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 122-125
8) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 129
9) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921,
10) Etniczno-kulturowe powiązania polskich i litewskich zwyczajów obrzędowych kultu św. Kazimierza, Alfonsas Motuzas Vytautas Steponas Vaiciünas, Analecta Cracoviensa XXXVIII-XXXIX 2006-2007, str 507
11) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 34
12) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str 36
13) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986, str. 79
14) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986, str. 135
15) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986 str. 132-133
16). Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str. 62-64 162
17) Missio s. Jozaphat in Ecclesia eiusque momentum, A.M.Welykyj OSBM, Miscellanea on Honorem s. Josaphat, Roma 1967, str XIV
18) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 33
19) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 105-106
20) Św. Kazimierz królewicz – patron czy wzór postępowania dla rycerzy Zakonu Maltańskiego? Marta Kowalczyk, Acta Inter Cltularia, vol (1) 1 2025, FASS Warsaw
21) św. Kazimierz, patron Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Michał Rożek, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 119
22) Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str 107
Święty Kazimierz w Polsce i na Litwie w czasie niewoli narodowej, ks. Marian Banaszak, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 20
23) Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str. 67
24) Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str 72
25) Święci a przyszłość świata, Zdzisław J. Kijas OFMConv,
Kraków 2021, s. 1–276. str. 91-92
26) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986 str. 176-184
27) Reglamentacja wiedzy o polskich świętych
przez carską cenzurę zagraniczną w latach 1865–1904, Janusz Kostecki, Z Badań nad Książką i Księgozbiorami Historycznymi 2025, t. 19, z. 3, str. 529-530
https://doi.org/10.33077/uw.25448730.zbkh.2025.940
28) Święty Kazimierz w Polsce i na Litwie w czasie niewoli narodowej, ks. Marian Banaszak, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 15-16
29) Życie, cuda i cześć św. Kazimierza, królewicza polskiego, Wielkiego Księcia Litewskiego, A. Lipnicki, Wilno 1907,
30) Święty Kazimierz w Polsce i na Litwie w czasie niewoli narodowej, ks. Marian Banaszak, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 13
31) Omówienie dyskusji z krakowskiego sympozjum o św Kazimierzu,Roman Zawadzki, Przemówienia J,Ek. ks. kard. Franciszka Macharskiego na rozpoczęcie i zakończenie sympozjum o św. Kazimierzu, Analecta Cracoviensis XVI 1984, str. 265
32) Omówienie dyskusji z krakowskiego sympozjum o św Kazimierzu, Analecta Cracoviensis XVI 1984, str. 266
*********************************************************************************************************************
"trzcina nadłamana...", czyli nt exposé p.ministra SZ Radosława S.
Nie ufaj Egiptowi - „trzcina nadłamana” – Iz 36,6; Ez 29
Nie ufaj Asyrii - „laska, na której się opierasz” – 2 Krl 18
Pwt 7,1–4 – nie zawierać przymierzy, nie brać córek ich dla synów swoich
Na marginesie wygłoszonego w Sejmie RP expose Radosława Sikorskiego pozwalam sobie na kilka uwag - najpierw didaskalia.
Pan minister nie rozumie pojęcia „choreografia” nie odróżniając jej od „scenografii”, a trzeba brutalnie zauważyć, że różnica jest fundamentalna. Na dodatek znając perfekcyjnie język Szekspira nie wie , że w języku Mickiewicza mówi się „wreszcie”, a nie „wreście”. Pan minister nie umie czytać (chciałoby się napisać, ze zrozumieniem), a jeśli już czyta to robi to z musu jak bardzo źle wyuczony i jeszcze gorzej przygotowany (niech będzie) trzecioklasista. Okrasza przy tym swoje „występy” sztucznym i artykułowanym niekoniecznie, tam gdzie trzeba, jeśli w ogóle trzeba, rechotem z własnych bonmotów takich jak „…Krzyżacy Sienkiewicza…”, jakbyście Państwo nie wiedzieli kto „to” napisał. O „frajerstwie” przetłumaczonym rozszerzająco (i chyba celowo złośliwie) przez zachodnie agencje jako „sucker” nie wspominam, bo to proste chamstwo rujnujące polsko amerykańskie kontakty. Podobnie zresztą jak wdzięcznie artykułowane kiedyś „robienie łaski” i „murzyńskość”.
Dziś w trakcie trwania wojny USA i Izraela z Iranem okazuje się jaką siłę przebicia i chęć do wytężonej pracy (oprócz tej prezentowanej na internetowych forach i podczas konferencji prasowych) ma kierowany przez pana ministra resort spraw zagranicznych, gdzie telefony w ambasadach i konsulatach są dostępne dla rodaków szukających pomocy przez cztery dni w tygodniu. Inaczej mówiąc (a mam w tej kwestii pewne i raczej fatalne doświadczenia) są to „głuche telefony”. Ci zaś którzy znaleźli się, nie zawsze ze swojej winy, w złym miejscu muszą poczekać na pomoc „…aż walki ustaną…” no bo przecież nie będziemy wysyłać samolotów, by „…latały między pociskami…”, a turystyczna swołocz gdyby się „tam” nie pchała nie miałaby kłopotów. Teraz „ruki po szwam” i czekać aż się skończy, potem będziecie mogli „se” wrócić „na łono” rzecze rzecznik Wewiór znany wcześniej z rzetelności jako przedstawiciel Grada Aleksandra (tego co to wybudował za nasze $ elektrownię atomową razem z panem Gawlikiem – przepraszam żartowałem). Logika wręcz druzgocąca, prawda ? Przypomnijmy tu rok 2020, 2021 i 2023 ewakuacja z Afganistanu, ta w czasie C19 i ataku Hezbollachu na Izrael. Jaki był wrzask, że w wojskowych Casach nie ma kibli, a kanapki nie były zbyt dobre. Teraz nie przyleciały Casy (nic zresztą, pókico, nie przyleciało) nie istnieje więc problem toalet i kanapek i mamy spokój, znaczy się oni mają spokój. Tak trzymać.
Osiągnięcia jak na „absolwenta” Oxfordu słabiutkie. Artykułuję te uwagi jako ubogi intelektualnie (może być „zakuty łeb”, jeśli komuś to odpowiada) absolwent Uniwersytetu Warszawskiego.
Dobra ale zanim do meritum to zgrubna statystyka z zasłyszanego i wspomnianego wystąpienia Sikorskiego, który wymienił w nim:
UE 33 razy, Polskę 29, USA 21, Ukrainę 19, NATO 18, Rosję 15, Niemcy 9, Chiny 5 i jeszcze parę innych państw (Wielką Brytanię, Francję, Mołdawię, Litwę, Białoruś, Indie, Danię, chyba Turcję i Izrael …o Iranie i możliwym konflikcie chyba nic nie słyszałem, ale to może moja wina i czepialstwo, bo słabo słyszę, a i wojny w chwili wygłaszania tego ważnego przecież expose jeszcze nie było i nikt nie mógł się jej spodziewać – prawda ?).
Teraz o czym nie było w tym wiekopomnym wystąpieniu. O „Trójmorzu” usłyszeliśmy, że „pozostajemy otwarci” co oznacza tyle co nic, a wręz zgruzowanie projektu. O reparacjach czy odszkodowaniach od Niemiec (nawet o tej topniejącej grupie ofiar III Rzeszy niemieckiej, o których wspominał w Berlinie sam Donald Tusk, który jak to zwykle w takich razach bywa w chwili napięć i komplikacji nagle znika) też nic, to nie przeszło „w żadna rubryka” bo i po co ? Nasze ambicje, suwerenne plany na przyszłość, pomysły na budowanie silnej Polski i zakotwiczenie Jej w realnie bezpiecznym środowisku politycznym, stosunek do dramatycznych zmian zachodzących na świecie i tym jaką postawę mamy wobec tych procesów zająć, konstruowanie sojuszy regionalnych wzmacniających pozycję Naszego Kraju, kogo to interesuje – bo przecież na pewno nikogo ? Ba takie pomysły wzięta nie wiadomo skąd mogą Nam wręcz zaszkodzić, „nie nada” więc tracić czasu na głupoty – są kwestie o wiele ważniejsze. Jakie ? To się jeszcze okaże, nie interesujcie się, bo to nie Wasza sprawa.
Co więc z powyższego i niepełnego katalogu „braków” wynika ? Jeśli przyjmiemy za częściową odpowiedź na powyższe pytanie przytoczoną statystykę to możemy stwierdzić co następuje – Polska w wydaniu pana Sikorskiego & przyjaciół (bo przecież minister spraw zagranicznych jest wykonawcą woli premiera rządu RP) powinna, w zasadzie, całkowicie zdać się na współpracę z Unią Europejską. Ta zapewni nam dobrobyt, dostęp do wszystkich możliwych dóbr, bezpieczeństwo militarne i polityczne, a także ochronę Naszej podmiotowości. Mimo deklaracji współpracy i lojalności trzeba olać jednoznacznie Amerykę, by nie być wspominanym „frajerem” (przepraszam za kolokwializmy), bo ta … no właśnie bo co i jak „ta Ameryka” chce Nam zabrać i jak chce Nam zaszkodzić ? Patrząc na te kwestie z perspektywy historycznej nie bardzo wiadomo „co i jak”, ale co tam szkodzi trochę nakłamać i wygadywać dyrdymały. „Thank You USA” można by rzec, a w Moskwie i Mińsku wypiją stakana „Stolicznej”, a może nawet dwa stakany. Wszystkie kłopoty jakie zaistniały w stosunkach między Brukselą a Waszyngtonem to wina przeklętych Jankesów tak więc Amerykę musi zastąpić Unia, na pewno da radę ogłaszając strategiczną suwerenność i kryjąc się pod „atomowym parasolem” Paryża, pod którym i My chcemy się znaleźć nie biorąc pod uwagę głównych wytycznych francuskiej doktryny obronnej. Nie ma tu też szczególnego znaczenia, że Europa jest słaba i niesprawna, a opowieści o wspólnej armii, która będzie Nas bronić (przed kim ?) to zwykłe brednie. Dlaczego ? Ano dlatego, że są w Europie „…rachunki krzywd…” - nie przepraszam już nie będę ! Spróbujmy inaczej - są w Europie kompletnie rozbieżne interesy (i taktyczne i strategiczne) inne ma Polska, Litwa, Estonia, Finlandia … inne Francja, Hiszpania, Portugalia … . Myślicie Państwo, że Hiszpanie i Francuzi będą umierać za „Gdańsk” i naparzać się z Iwanem o jakiś Przemyśl czy może jeszcze na dodatek Białystok ? Naprawdę tak myślicie ? Sikorski niby to wszystko rozumie ale w słowie „niby” kryje się istota problemu, bo z całego expose wynika nie mniej ni więcej, że jednak nie rozumie albo nie może zrozumieć, bo coś mu przeszkadza, możliwości „niezrozumienia” jest tu zresztą dużo więcej, nie będę jednak Państwa nimi zamęczał. ![]()
Tak wiemy, że Rosja Nam grozi. Tak to prawda i trudno o tym dyskutować. Powstaje jednak pytanie na ile są wiarygodne takie opinie jeśli artykułuje ja człowiek, który popalał szlugi z Łagrowem (nie lubię żartów z nazwisk ale ten akurat jest – niestety – w pełni adekwatny) i otwierał mały ruch bezwizowy z okręgiem Królewieckim, o zapraszaniu Rosji do NATO i wspólnych z „Drogim Siergiejem” meetingach z polskimi dyplomatami nie będę już wspominał. Dziś Sikorski mówi, że za „wszelką cenę” musimy utrzymać niepodległość Ukrainy. Ma rację w 100 %, ma tylko kto zagwarantuje, że wzywane, przez Sikorskiego, do wzięcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy Niemcy nie wymyślą sobie za chwilę ponownego resetu z „CCCP bis”. Zagwarantuje ktoś, że tak się nie stanie ? Ukraina w Unii, proszę bardzo i to jak najszybciej ale dopiero po spełnieniu takich samych warunków jakie musiały spełnić pozostałe kraje wspólnoty inaczej ta wspólnota nie ma jakiegokolwiek sensu, bo faktycznie przestaje istnieć. Sikorski widzi to jednak inaczej. Miejsce Polski jest w Unii i tylko w Unii bo „…Bruksela realizuje nasze postulaty…” – śmiać się czy płakać, nie wiem ! Niemcy w Unii są potrzebne, Polska też, tego zresztą nikt rozsądny nie kwestionuje, więc nie bardzo wiadomo z kim pan minister toczy heurystyczne boje i kogo straszy Polską poza Unią i „uzbrojonymi po zęby Niemcami”, które są rządzone przez „skrajną prawicę ? Czyżby niebezpieczeństwo czyhało nie tylko ze wschodu ? Nie wiemy o czymś ? Jak ma się do tego apologia programu SAFE, który zmusza Nas do porzucenia, lub poważnego ograniczenia, atrakcyjnej i nieograniczanej ideologicznie oferty z Ameryki i Korei, na rzecz sprzętu produkowanego w Europie i który dostaniemy w przeciwieństwie do wspomnianego amerykańskiego i koreańskiego, kiedyś ? Unia to wspólnota ! Jako Europejczycy zdobyliśmy w trakcie ostatnich Igrzysk w Mediolanie 164 medale, jest wspólnota, „…brawo panie Kacprze…”. Tak więc nasz głos (z 4 medalami – cóż za sukces niebywały wręcz) brzmi w tym europejskim chórze mocno i wyraźnie ! Rozumiecie, gdyby nie Unia, Kacper nie zdobyłby ani jednego krążka. Ani jednego !!! Szczerze mówią większych głupot na temat sportu dawno nie czytałem. Dziwne to bo przecież na angielskich uczelniach przywiązuje się do wychowania fizycznego i jego rozumienia właśnie sporą wagę. No ale co ja mogę wiedzieć, „zakuty łeb” jestem przecież, to zresztą już wiemy.
I to by było na tyle Szanowni Państwo
Piotr Łysakowski
4 marca 2026 r.
fot. z FB [publiczne]
___________________________________________________________________________________
"Wołodia". Czyli - czy Polska w ogóle będzie ?!
„[...] Teraz dusza moja wylewa się we mnie, dni utrapienia mnie ogarnęły” (Hi 3,11 + Hi 30,16–17).
„Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą […] Ja cię umocnię, Ja cię wspomogę” (Iz 41,10)
„Nie bój się, bo wykupiłem cię, wezwałem cię po imieniu – moim jesteś!” (Iz 43,1)
„Czyja będzie Polska ?”, pytał przed laty dramatycznie Jan Olszewski. Dziś zapytałbym, patrząc na to co się dzieje w kraju, „czy Polska w ogóle będzie ?”.
Co skłania do zadania tak przerażającego pytania ?
Spójrzmy na otaczający Nas świat i na Polskę. Europa, Bliski Wschód (Daleki zresztą też), Afryka wszędzie się „gotuje”. Bezpośrednio za Naszą wschodnią granicą szleje największa od zakończenia II wojny światowej zawierucha wywołana przez rosyjskiego szowinistę, byłego oficera komunistycznego KGB. Czy Putin się zatrzyma, czy może zgodnie z proroczymi słowami ŚP. Lecha Kaczyńskiego wypowiedzianymi w Tibilisi „…a potem mój kraj Polska…”, co będzie dalej ?
To, że do tej pory nie mamy w Białymstoku, Rzeszowie czy Lublinie kacapskich tanków to niewątpliwie efekt takiej, a nie innej postawy Amerykanów i ich obecności jako jednego z głównych filarów NATO w Polsce i na kontynencie. W tym kontekście mogą dziwić nieustające wysiłki i „naszych Europejczyków”, a także ich europejskich braci zmierzające, w sposób wyraźny, do wypędzenia Yankee z Europy – innymi słowy :…go Home…”. Dodajmy do tego, że jest pewne, iż Europa sama się przed Rosją dzisiaj nie obroni. Wręcz przeciwnie, pozbawiona amerykańskiego wsparcia, przegra z kretesem taką konfrontację. Dlaczego ? Myślę, że większość z Nas wie.
Jeśli popatrzymy na Polskę to widzimy niebywałą wręcz ocierającą się o sabotaż polskiej państwowości indolencję rządzących. Można powiedzieć, że przy tym poziomie intelektualnym kadr rządu Tuska i sugestiach (rozkazach ?) jakie niewątpliwie płyną do Warszawy nie jest to dziwne, ale tak czy owak brak instynktu samozachowawczego jest zadziwiający. Powstaje tylko pytanie czy to „robota” celowa czy wynik, wspomnianych wyżej, słabości umysłowych. Czy może i jedno i drugie ? Spróbujmy znaleźć odpowiedź na to pytanie.
Nie ma w kraju obszaru, który by nie „leżał”.
Oświata pod kierownictwem tej co to nie wie kto budował obozy koncentracyjne na terenie okupowanej Polski w latach 1939 – 1945 w agonii. Przygotowanie kadr do ustawienia się w kolejce na wyjazdy do zbioru szparagów na pełnej. Budowa infrastruktury drogowej - tu kończą (ślamazarnie) to co zaczął PiS i nic nowego nie robią bo nie ma kasy i trzeba by się było napracować, a oni nie od tego. Budownictwo w agonii. CPK (PCK i inne, na nowo wymyślane, nazwy) niepotrzebne bo „…w Berlinie…”. Elektrownia atomowa, będzie. Kiedy ? A tam kiedyś się zbuduje, nie interesujcie się zbytnio. Rolnictwo zaorane, bo ministrowi nie chciało się przeczytać umowy z MERCOSUR, za długa (ponad 3000 stron, czy jakoś tak, kto by się tam napinał i czytał to przecież nudne i męczące być musiało, a za lektury wieczorne nie płacą przecież). Nie zrobiono nic, by tę umowę zablokować i mimo odgrażania się i obietnic nie będzie oprotestowana przed TSUE. Finanse – tu będziemy spłacać przez dziesiątki lat zadłużenie w jakie Nas wpędzili i wpędzają w zawrotnym tempie każdego dnia. Zbrojenia, chwalą się programem SAFE zapominając (?) za każdym razem, że to kolejna pożyczka, którą będzie można wydać na to na co w Brukseli (czytaj w Berlinie) pozwolą, a nie na to co Nam jest akurat potrzebne. Do tego ambasador zaprzyjaźnionego kraju z zachodu w Sejmie RP kontrolujący czy prace nad zasileniem niemieckiej gospodarki przez przyjęcie ustawy idą w dobrym kierunku. Przypomina się jak to przed setkami lat w polskim Sejmie Stackelberg i Repnin…a potem „finis Poloniae”. Przy okazji abstrahujemy tu od jakości francuskich „nielotów” i możliwości „dostawczych” niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Ten jest teraz w stanie wyprodukować rocznie około 30 / 40 czołgów „górką”. Porównajmy to z możliwościami wytwórczymi Rosji (i na nic zda się drętwa gadka o Naszej przewadze technologicznej – bo w razie ewentualnego konfliktu będzie liczyć „nadwyżka”, która zostanie). Nie wspominam przy tym, że po raz pierwszy „Bruksela” (Berlin ?) zyskała możliwość ingerencji w tak wrażliwą sferę życia państwowego Polski jak obronność – tego jeszcze nie było ! Kościół, systematycznie „opiłowywany”. Zamknie się jakiegoś „klechę” pod byle pretekstem, nagłośni sprawę w mediach. Potem jeszcze, na deser, napomkniemy coś o pedofilii wśród księży, nienależnych Kościołowi pieniądzach „z Funduszu Kościelnego” i sprawa będzie załatwiona. Katole to złodzieje, do kruchty i „morda w kubeł mohery”. Nie mieszać się do poważnych spraw i nie opowiadać, że są jakieś dwie płcie i jakaś tam rodzina. Przecież wszyscy wiemy, że tych płci jest ich duuuużo więcej, a rodzina to piesek (alternatywnie kotek) i …. O polityce historycznej już kiedyś wspominałem, piszą ją Nam obcy, nawet wtedy gdy noszą polskie nazwiska i mają polskie paszporty, a skoro piszą to po co rząd ma się „tym” zajmować – strata czasu, a jakieś tam „faszystowskie” symbole takie jak „Polska Walcząca” należy wywalać z miejsc publicznych (budynek ministerstwa klimatu – czy jak to się tam nazywa), bo przecież Polacy w czasie wojny urządzali „polowania na Żydów” ręka w rękę z Niemcami. Tu przy okazji przypomniało mi się jak to jakiś czas temu podczas jednego z pierwszych spotkań na temat powstającego wspólnego polsko – niemieckiego podręcznika historii prowadzący spotkanie (profesor !!!) na dużym luziku stwierdził, że polscy historycy uczestniczący w tym przedsięwzięciu nie muszą znać niemieckiego, a w książce rojącej się od błędów i kłamstw inny fachowiec od wspólnej historii wspominał coś bez żenady o prawdzie jako podstawie do duyskusji, która ma Nas łączyć. Policja i służby. Ostatnio nie ma dnia, by nie wypłynęło coś obrzydliwego. A to gwałt na policjantce, a to sąd nad oficerem który postrzelił bandziora, który przedarł się bezprawnie przez polską granicę, awaria goni awarię i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności politycznej, a to policjant na służbie pod wpływem dragów lub dla odmiany swojsko „napruty jak Messerchmidt” za pomocą produktów „Polskiego Monopolu Spirytusowego”. Ba, pan od „pogłosu” jeszcze się odgraża tym, którzy zwracają uwagę na to, że kiedyś dał fatalny przykład. Ryba bowiem „…psuje się od góry…” jak zauważył kiedyś kolejny Tytan intelektu i członek europejskich „elit” pretendujący kiedyś do stanowiska premiera RP. O balonach „przemytniczych” regularnie przekraczających naszą granicę na wschodzie nie będę wspominał. O wysadzonych torach i ucieczce sabotażystów też nie. To przy braku jakiekolwiek sensownej reakcji z Naszej strony jest już, po prostu, nudne. Wymiar sprawiedliwości ułaskawia jak leci, oczywistych złodziei nie bacząc przy okazji na jednoznaczne dowody ich winy. Zajmuje się za to sprawnie księdzem Olszewskim, dziennikarzami, urzędniczkami. Dziś w sądach potrafią wszystko, są nawet w stanie przeczytać kilkanaście tysięcy (jeśli nie więcej) stron akt procesowych w ciągu doby. Nie to co w ministerstwie rolnictwa, o którym było wyżej. Można więc ławników z Warszawy zatrudnić w resorcie, pomogą opanować niechęć do analizy dokumentów. Jest więc pomysł do opatentowania, ławnicy do czytania ! Atak na demokratycznie wybranego Prezydenta RP, w dalszym ciągu, na pełnej. Nie ma wiadra pomyj i nieczystości innego rodzaju przemieszanych z pospolitym chamstwem, których by na Pana Karola Nawrockiego nie wylano. Kto wyleje więcej ten „gieroj”, a „wylewają” szczególnie ci którzy sami są ubabrani po łokcie w różnych szwindlach i machlojkach i permanentnym (nie „permamentnym” jak raczył się wyrazić jeden ze światłych Europejczyków usiłując mnie przygwoździć czymś tam podczas dyskusji na „X”) kłamstwie.
No i na koniec (choć to niestety nie jest faktyczny koniec kogokolwiek i czegokolwiek) sprawa Wołodii Cz., który został zrządzeniem losu i wyborem koalicji (nie „Narodu” jak chcą nasi „demokraci”) „drugą osobą” w państwie. Gość nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa bo, jak sam stwierdził, nie chciał, bo za dużo pisania (i znowu ta niechęć do czytania !!!) i odwalcie się od niego ! Nie, bo nie i koniec. Przy okazji wyszło, że ma szemrane powiązania towarzyskie i biznesowe z panią, która z kolei ma „łącza” z Kremlem, a jak z Kremlem to i z jego mackami, czyli FSB (albo czymś „w podobie”). Wowy, jak wyżej napisałem, to nie rusza. Ma nas i bezpieczeństwo Polski w … głębokim poważaniu, liczy się interes własny albo… . Na marginesie refleksji nad panią związaną biznesowo i zaprzyjaźnioną z małżeństwem „marszałkowskim” chciałbym zwrócić uwagę na powtarzający się algorytm rosyjskiego działania. Są tam zaszyte każdorazowo: hotel, rodzina komunistycznego prominenta, Rosjanie w tymże hotelu. Otóż podczas swojej „kariery biznesowej” właśnie taki „case” miałem okazję zaobserwować w pewnym pięciogwiazdkowym przybytku na Pomorzu, gdzie istotną osobą, w zarządzie tego hotelu, była żona byłego premiera i (też) marszałka Sejmu RP (i też posądzanego o współpracę z Rosjanami). Obiekt zaś był często nawiedzany przez dziwnych gości ze wschodu, którzy na jakiś czas potrafili zająć całe piętro wyłączając je z „ruchu” i chroniąc przed intruzami. Przypadek – nie sądzę ! Wróćmy jednak do naszego bohatera, który korzystając z okazji zaczepia po chamsku i Prezydenta Karola Nawrockiego, Prezydenta USA i Ambasadora tego państwa Toma Rose narażając stosunki polsko – amerykańskie. Być może o to właśnie chodzi, robi to czego nie chcą w sposób otwarty zrobić Niemcy, Francuzi … i obiektywnie działa przeciwko suwerenności Polski, wrzeszcząc przy okazji na tych, którzy tej suwerenności chcą bronić, że to oni ją sprzedają, są zdrajcami i „kacapskimi” pachołkami. Czy komuś coś to przypomina ? Bo mnie tak !
Boję się o Polskę, boję się o Nas !
Ktoś musi coś zrobić !
I co tu więcej napisać ? gdy aż słów brakuje.
PIOTR ŁYSAKOWSKI,
15.02.2026
***************************************************************************************************************************
Międzynarodowy Komitet Peregrynacji „Od Oceanu do Oceanu”
Ewa H. Kowalewska Gdańsk, 25 stycznia 2026 r.
Międzynarodowy Komitet Peregrynacji
„Od Oceanu do Oceanu”
Ikona Matki Bożej Częstochowskiej, wędrująca przez świat „Od Oceanu do Oceanu” w intencji ochrony cywilizacji życia i miłości, wraca do Gdańska!
W święto Ofiarowania Pańskiego – Matki Bożej Gromnicznej oraz Dzień Życia Konsekrowanego – 2 lutego br. w kościele św. Kazimierza Królewicza na Gdańskiej Zaspie podczas Mszy św. o godz. 18.00 nastąpi uroczyste powitanie i przyjęcie Matki Bożej w sławnej Ikonie Częstochowskiej, która od 14. lat peregrynuje. przez świat w obronie życia.
Przejechała 32 kraje na trasie ok 220 tys. km na 5. kontynentach. Modliły się przed Nią miliony ludzi. Przyłożona do Jasnogórskiego Wizerunku 28 stycznia 2012 roku, wyjechała na Wschód. Swoją wędrówkę rozpoczęła od Władywostoku przez całą Azję i Europę aż do Fatimy w Portugalii. II etap objął USA, Kanadę i Meksyk, a kolejny Kraje Ameryki Środkowej i Południowej.
Była goszczona w wielu sławnych sanktuariach maryjnych jak: Częstochowa, Walsingham (Anglia), Knock (Irlandia), Lourdes (Francja), Saragossa (Hiszpania), Fatima (Portugalia), Guadalupe (Meksyk), Aparecida (Brazylia) i wiele innych.
Szla w Marszu Życia w Waszyngtonie 22 stycznia 2014 roku, gdzie stanęła z modlitwą pod Sądem Najwyższym, co rozpoczęło pozytywne zmiany w obronie życia w USA. Są świadectwa o uratowaniu wielu dzieci w łonach matek.
Międzynarodowy Komitet Peregrynacji „Od Oceanu do Oceanu”, którzy tworzą liderzy ruchów obrony życia, mając świadomość, że sami nie są w stanie wygrać z wielkim atakiem cywilizacji śmierci, zainicjowali szczególną modlitwę „Powierzenia ochrony cywilizacji życia i miłości w ręce Najświętszej Maryi Panny”. Jest ona odmawiana podczas wizyt Matki Bożej w Ikonie Częstochowskiej w kolejnych parafiach i sanktuariach. Jest dostępna na stronie www.odoceanudooceanu.pl, gdzie także można znaleźć sprawozdania z tej wyjątkowej podróży Królowej Polski w 6. językach.
Obecnie Matka Boża w Częstochowskiej Ikonie wróciła do Europy i po wizycie we Włoszech i spotkaniu z młodymi podczas Światowych Dni Młodzieży w Rzymie wróciła do Polski.
Po krótkiej wizycie w Częstochowie w Domu Pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego przyjeżdża do Gdańska. W kościele św. Kazimierza na Zaspie zatrzyma się na kilka tygodni, otoczona adoracją i gorącą modlitwą.
W tym czasie w tej parafii w dniu 15 lutego zostanie zapoczątkowana szczególna Modlitwa Różańcowa w intencji obrony życia i rodziny pod patronatem śp. prof. Włodzimierza Fijałkowskiego – w 23. rocznicę jego śmierci. Modlitwa ta będzie kontynuowana 15 dnia każdego miesiąca. Będzie można w niej uczestniczyć także zdalnie za pośrednictwem Internetu. (szczegółowy komunikat na ten temat prześlemy już po powitaniu Ikony w Gdańsku).
Już wiadomo, że wędrująca Ikona Matki Bożej Częstochowskiej „Od Oceanu do Oceanu” weźmie udział w Narodowym Marszu Życia w Warszawie w dniu 19 kwietnia br. w asyście Rycerzy Kolumba.
Organizatorzy tej wyjątkowej peregrynacji serdecznie zapraszają i podkreślają, że powrót wędrującej przez świat Ikony Matki Bożej Częstochowskiej do Polski nie jest przypadkowy. Ona jest nam teraz szczególnie potrzebna!
Zapraszamy!
Więcej zdjęć I INFORMACJI
na stronie www.odoceanudooceanu.pl
________________________________________________________
"Krew męczenników zasiewem..." - z cyklu poświęconego św. Jozafatowi- red. Renata Kopeć
„Krew męczenników zasiewem….” –
o Powstaniu Styczniowym, św. Jozafacie i wolności ofiary
„Krew męczenników jest zasiewem” ? – to zdanie powraca w historii Kościoła i narodów z uporem, który bywa dla nas trudny do przyjęcia. Bo kim są ci, którzy oddali życie? Bohaterami czy szaleńcami? Czym jest ojczyzna, dla której umierali? Tworem politycznym czy więzią międzypokoleniową złączoną pokrewieństwem, tradycją i podobnym oglądem świata? Jak traktować krew przelaną na polach bitew, na placach egzekucji, w lasach i na zesłaniach? Jak dar czy stratę?
Coraz częściej odbiera się wartość ofierze złożonej z własnego życia przez ludzi, dla których obowiązek wobec Ojczyzny był droższy niż samo istnienie. Mówi się, że była to ofiara bezsensowna, niepotrzebna, że przyniosła jedynie cierpienie, żałobę i traumę, że wybiła najlepsze jednostki narodu. W tej dyskusji zapomina się jednak o najważniejszym: ci ludzie sami podjęli decyzję. Odbiera się im wolność wyboru, a tym samym odbiera się godność ich życia – życia, które świadomie ofiarowali, abyśmy my mogli żyć dzisiaj w rzeczywistości przez nich współtworzonej.
Być może problem tkwi w nas. Śmiem twierdzić, że wynika to z bólu utraty, płaczu nad cierpieniem ich życia, żałobą po ich śmierci, często nie pogrzebanych ciał. Wciąż nosimy w sobie traumę utraconych pokoleń: niespełnionych miłości, niepoczętych dzieci, niezbudowanych domów, niewypowiedzianych słów i nienapisanych wierszy. Czujemy się winni ich śmierci. Tymczasem oni pragnęli swojego i naszego życia – w obecnym kształcie, jako życia Polaków w wolnej Ojczyźnie. Ich decyzja była samodzielna, przemyślana, dojrzała.
Jesteśmy z nimi związani nierozerwalnym węzłem krwi. Ten węzeł tak boli, bo my nie mogliśmy tej decyzji podjąć – zostaliśmy zmuszeni do przyjęcia jej skutków. Ale sztafeta trwa. My zostaliśmy zobowiązani do jej przekazywania: pamięcią, odpowiedzialnością, prawdą, przykładem.
Ziarno, które musi obumrzeć
Chrześcijaństwo nie zna sensu życia bez ofiary. Przyjęcie ofiary Chrystusa jest przyjęciem tajemnicy ziarna, które – jeśli nie obumrze – nie wyda plonu. Dlatego szacunek dla ofiary ludzkiego życia nie polega na jej estetyzowaniu, ani na prostym heroizowaniu, lecz na uznaniu jej realnej, sprawczej mocy.
Symbolem tej pamięci jest sosna w Puszczy Kampinoskiej, na której generał – gubernator Michaił Murawiow Wileński – „wieszatiel” – dokonywał egzekucji powstańców styczniowych. Ciał nie wolno było zdejmować. Miały zgnić i rozpaść się na tym drzewie, siejąc strach i przerażenie. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku drzewo przewróciło się. Z jego drewna wykonano krzyże, które rozeszły się po świecie, jako relikwie narodowe. To nie są relikwie sentymentalne – to akt pamięci i szacunku. Ile było takich sosen? Ile miejsc kaźni, których już nie potrafimy wskazać?
Święty Jozafat – ta sama krew, ta sama nienawiść
W tej historii powraca postać św. Jozafata Kuncewicza. Św. Jozafat Kuncewicz stał się patronem powstania styczniowego.
Jest on figurą tej samej prawdy. Tak samo znienawidzony, jak kochany. Tak samo odzierany z dobrego imienia. Tak samo zamordowany w imię „porządku”, „jedności” i „spokoju publicznego”. W 1861 roku Henryk Siemiradzki (Simmler) namalował obraz św. Jozafata dla kościoła w Białej, dzisiejszej Białej Podlaskiej. Tam spoczywało otoczone kultem wiernych tradycji greckiej i rzymskiej nie rozkładające się ciało świętego męczennika. Moment powstania obrazu, przedstawiajacego męczeństwo św. Jozafata to nie jest przypadek – to moment narastającego napięcia w podbitym narodzie, spowodowany zaciskającą się pętlą zaborcy przed wybuchem Powstania Styczniowego. Po upadku powstania ciało Jozafata zostało ukryte na polecenie carskich służb, w podziemiach kościoła w Białej. Zasypane gruzem i śmieciami. Carskie pragnienie, by zatrzeć pamięć o męczenniku, jest czytelną analogią do pragnienia pogrzebania Polski. Ale tak jak nie da się na zawsze ukryć ciała świętego, tak nie da się pogrzebać narodu.
Romuald Traugutt, dowódca powstania styczniowego, w sprawie którego toczy się proces beatyfikacyjny, mieszkał przez pewien czas w Białej. Doskonale znał postać św. Jozafata Kuncewicza. Pisał do papieża prośby w sprawie kanonizacji św. Jozafata. Rafał Kalinowski, który nawrócił się podczas powstania – przyszły święty – nie został skazany na śmierć tylko dlatego, że napisał do Michaiła Murawiowa list o nawrócenie Rosji. Uznano go wówczas za wariata i zesłano na Sybir. Powstanie wybuchło również, o czym zapominamy, w Kijowie. Ale na powstańców ukraińskich spadły kary najokrutniejsze, oni nie mogli liczyć na zsyłki ani więzienia. Na nich czekał tylko wyrok śmierci. Po klęsce powstania papież Pius IX ogłosił Jozafata świętym w 1867 r. i wezwał wszystkich biskupów świata do modlitwy za Polskę. Papież Pius IX nakazał specjalną modlitwę za Polskę 31 sierpnia 1863 roku w czasie Powstania Styczniowego, która zaczynała się od słów "Boże! który uciekającym się do Twojego miłosierdzia z ufnością, nic odmówić nie możesz, zmiłuj się nad nami". Przyzywała także pomocy Matki Bożej, błagając o wsparcie dla opuszczonego narodu polskiego. Modlitwa ta była odpowiedzią na dramatyczną sytuację Polski pod zaborami, a papież odmówił jej odwołania pomimo nacisków zaborców.
Klęska powstania spowodowała kontynuację okrutnego prześladowania unitów. Stefan Żeromski opisuje w swoich opowiadaniach przejmujące losy wiernych greckokatolickich. Na całą Polskę spadły straszliwe represje, kasata zakonów, odbieranie praw miejskich, wywłaszczenia z majątków, nakaz stosowania cyrylicy w piśmie, rugujący alfabet łacinski z życia narodu. Trzeba tu zaznaczyć, że represje te nie były tylko konsekwencją upadku powstania, lecz raczej kontynuacją carskiej polityki wobec podbitego narodu. Warszawa, Wilno, Lwów były na ciągłym podsłuchu donosicieli i zdrajców. Cyprian Kamil Norwid naszkicował drastyczny wizerunek św. Jozafata zabijanego toporem – wizerunek nie do zniesienia, bo prawdziwy. Bo krew znów płynie.
Dziedzictwo, którego nie wolno odrzucić
Krew męczenników powstańców nie jest oskarżeniem wobec żyjących tylko zobowiązaniem. Ona nie jest do gloryfikowania śmierci, lecz do zachowania sensu ich decyzji. Odrzucenie tej ofiary – jako „niepotrzebnej” – jest w istocie odmową przyjęcia daru, który nas ukształtował.
Ziarno obumarło. Wydało plon, którym my jesteśmy.
Renata Kopeć
FOT. AUTORKI
_______________________________________________________________
SĄSIEDZI PO NIEMIECKU czyli rok 2026
Pwt 20, Joz 6–12, 1 Sm 15
Walczysz z nimi, nie zawierasz sojuszu, nie litujesz się (często całkowite zniszczenie)
Sojusz z wrogami Boga
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół”
Prz 25:21-22; Rz 12:17-21
„Jeśli nieprzyjaciel twój jest głodny – daj mu jeść… węgle rozżarzone zgromadzisz na jego głowie”
* * *
„Rosja jest krajem europejskim. Niemieckim największym sąsiadem…” powiedział ostatnio Kanclerz Friedrich Merz.
Mówiła to także, wcześniej, Angela Merkel twierdząc, że gdyby nie sąsiedztwo z Rosją to „…Japonia nie byłaby aż tak bardzo oddalona od Niemiec…” (cytat nie jest wierny).
Nihil novi więc.
Szybciutko i z ogromną radością i nieukrywaną satysfakcją podchwyciła tę wypowiedź Merza agencja TASS, zwracając dodatkowo uwagę na fragment , w którym Kanclerz wspominał o „przywracaniu równowagi” między Berlinem, a morderczym imperium ze wschodu.
Wszystko to prawie w kolejną rocznicę rozpoczęcia przez Putina wojny z Ukrainą.
Czy był to niezamierzony błąd niemieckiego polityka, czy sugestia, że należy się, w przewidywalnym czasie, liczyć z powrotem do idei Rapallo, paktu Ribbentrop Mołotow, resetu z Moskwą i odbudową Nord Streamów ?
Co się takiego stało, że ważny gracz europejski wraca do przeszłych wydawałoby się pomysłów mogących wzmocnić kacapski imperializm i niemiecki „rausch”.
Pytam bo w rzeczywistości w niemieckiej polityce (raczej) nic nie dzieje się przypadkowo, a takie wpadki jakie zaliczają od ponad 2/ch lat „nasi Europejczycy” generalnie się nie zdarzają, wręcz przeciwnie.
Do tego należy zapytać (także w kontekście ostatniej wizyty w Berlinie towarzysza Marszałka Czarzastego) - jakie to wszystko ma (może mieć) znaczenie dla Polski tracącej pod dzisiejszymi rządami krok po kroku swoją podmiotowość i suwerenność, a w przyszłości może i części terytorium ?
Starając się częściowo odpowiedzieć na postawione wyżej pytania muszę przed Państwem poczynić pewnego rodzaju „wyznanie” - pracowałem z Niemcami dobre kilkanaście lat, a sprawami niemieckimi zajmuję się od studiów (czyli będzie ponad pięćdziesiąt wiosen) i deklaruję tu się jako zwolennik współpracy Warszawy z Berlinem, przy równoczesnym utrwalaniu siły „Europy suwerennych narodów” i więzi atlantyckich z USA, które dziś są jedynym gwarantem naszej niepodległości i europejskiego bezpieczeństwa.
Czy to w ogóle jest możliwe ?
Jakie warunki muszą być spełnione, by do takiej skutecznej dla Europy kooperacji polsko – niemieckiej doszło (a powiedzmy sobie otwarcie – to co robi dziś i w latach 2007 – 2015 robił Tusk ze swoimi kolesiami to nie było kształtowanie dobrych stosunków i równoprawnych stosunków polsko - niemieckich tylko destruowanie polskiej niepodległości w imię kolonialnych interesów Berlina) spróbujmy się nad tym zastanowić.
Zacznijmy logicznie od Niemiec, te muszą zaakceptować polską podmiotowość i odrębność i wreszcie zrozumieć, że „bajer dla frajerów” czyli deklarowanie jednego, a robienie czegoś zupełnie innego już dawno powinno się skończyć.
Polska ze swoim bagażem historycznym, będącym równocześnie niemieckim zobowiązaniem, to nie zbędny dodatek do Unii Europejskiej, tylko jej pełnoprawny członek (i nie ma tu znaczenia czas przystąpienia do struktur europejskich), nie ma więc potrzeby narzucania jej czegokolwiek łącznie z definiowaniem tego kto ma w Warszawie tworzyć rząd i jakie ten rząd ma mieć oblicze ideologiczne i jaką politykę (na przykład ekonomiczną) powinien prowadzić.
Polska dynamika, chęć poprawy swojego położenia ekonomicznego, nadrobienia czasu straconego przez lata 1945 - 1989 i współpracy na określonych i przestrzeganych warunkach współzawodnictwa (nie mówię to o latach 2007 – 2015 i 2023 do dziś) to dobro samo w sobie służące Europie, nad Szprewą i Renem powinni to zrozumieć. Nie jest tym „dobrem” narodowy egoizm i samolubne przerzucanie na innych skutków swoich błędów (czy będzie to nielegalna imigracja, czy błędy gospodarcze).
Polska to nie „Taka Tuka Land”, gdzie białe niedźwiedzie grasują po ulicach tylko, w domach nie ma toalet i lodówek (bo jest zimno), tylko duże europejskie państwo mające swoje interesy dające się spokojnie, przy dobrej woli i uczciwej grze interesów, pogodzić z interesami „starej Unii”.
Polska ma swoje ponure i dramatyczne doświadczenia historyczne i oczekuje, że będą one rozumiane przez sąsiadów mających w tych doświadczeniach wielki i dramatyczny udział.
Trudno więc przyjąć nad Wisłą próby dzielenia się odpowiedzialnością historyczną za popełnione przez Niemców zbrodnie za wyciągniętą do dialogu rękę. W tę krytyczną ocenę niemieckiej postawy wpisuje się na przykład idea „Domu Polskiego” (nieistniejącego zresztą mimo zapowiedzi do dziś), w którego „kuratorium” zasiadają historycy mający z historią Polski ostatnich lat niewiele wspólnego, a symboliczny kamień przed Bundestagiem jest kamieniem rzuconym mocno i celnie w ideę polsko niemieckiej współpracy i pojednania, choć udaje się, że tak nie jest.
Polska jest krajem katolickim i będzie jej trudno zaakceptować narzucanie „pseudopostępowych norm” zachowań społecznych i ekologicznych mających dziś z faktycznym postępem tyle wspólnego co Maduro miał wspólnego z demokracją.
Można tak jeszcze długo – przyjmijmy jednak, że to początek katalogu „polskich oczekiwań” wobec zachodniego sąsiada, zaproszenie do dyskusji.
Teraz może parę słów o tym co „po naszej stronie”.
Musimy nauczyć się odważnie artykułować wobec Niemców swoje oczekiwania i żądania.
I od razu zaznaczę, że nie chodzi to o ordynarną nawalankę tylko mądry dialog (pamiętajmy przy tym, że „do tanga trzeba dwojga”), w którym będziemy przedstawiali swoje racje i oczekiwania, proponując przy okazji służące nam i partnerom rozwiązania, a wszystko to ma być oparte na prawdzie.
Nie mieszczą się w tak rozumianych kategoriach ostatnie berlińskie „występy” pana premiera Tuska i towarzysza marszałka Czarzastego. Można powiedzieć, że teraz obaj panowie są „Pflegeleicht”, w tłumaczeniu na narzecze nadwiślańskich Irokezów znaczy to, że są „łatwi w prowadzeniu / pielęgnacji”.
O czym piszę wiecie Państwo doskonale, nie muszę wyjaśniać.
Swojej historii nie musimy się wstydzić i niekoniecznie „musimy ją przepracowywać” jakby chcieli niektórzy niemieccy publicyści.
Przy okazji stawiam po raz kolejny pytanie, jak Wy nasi niemieccy przyjaciele przepracowaliście swoją skoro chcecie się dzielić z Nami swoimi przewinami.
Stawiam tę kwestię nie licząc specjalnie na jej wyjaśnienie i jakąkolwiek odpowiedź.
Idąc dalej, musimy mieć i kadry i pomysł na stałą długoterminową i niezależną od tego kto sprawuje władzę politykę „niemiecką”.
Z tym (szczególnie z tą drugą kwestią) bywa różnie (a to i tak eufemistyczne określenie). Co do „kadr”, to czas postawić na ludzi niezależnie myślących mających odważne i racjonalne podejście do kwestii współpracy polsko – niemieckiej.
Tych wypierają inni stawiający na pierwszym miejscu swój prywatny interes niekoniecznie związany z interesem Państwa Polskiego, często niestety inspirowani z zewnątrz. Aż się prosi, by w tym miejscu przytoczyć fragment , no proszę zgadnijcie Państwo, kto to napisał (dla zwycięzcy nagród nie przewiduję) „…Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników i pięścią sługi…. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem…”.
Idąc dalej, rządzący powinni słuchać fachowców, ludzi znających i rozumiejących Niemcy – ileż to razy słyszałem „…my wszystko wiemy !…”.
Jak to „…wszystko wiemy…” wyglądało przekonywałem się (i nie tylko ja zresztą) niestety na ogół zwykle najdalej po kilku dniach, kiedy trzeba było gasić kolejny pożar zamiast mu wcześniej zapobiegać.
Szanujmy siebie samych i swoją historię i osiągnięcia, starajmy się też zrozumieć racje innych. Nie pozwólmy wmawiać sobie, że jesteśmy gorsi i mniej wartościowi jako Europejczycy bo … no właśnie bo co ?.
Przestańmy myśleć życzeniowo i „kochać bez opamiętania”, twórzmy instytucje i programy „soft Power” na wzór tych niemieckich funkcjonujących w Polsce, które mogłyby tłumaczyć w Niemczech, że polski wkład w dorobek Europy to nie tylko „Cepelia” i targi żywności (to zresztą po wprowadzeniu umowy „Mercosur” może odejść w przeszłość).
Inwestujmy w Niemczech w ludzi, którzy chcą rzeczywiście porozumienia z Polską.
Zacznijmy być racjonalni i pragmatyczni, co w jakimkolwiek wymiarze nie wyklucza konieczności i umiejętności prowadzenia dialogu i wszystkiego co napisałem wyżej.
Pamiętajmy o swoich istotnych interesach (to przy trudnym dziś założeniu, że polski rząd będzie je prawidłowo definiował).
Brońmy swoich racji odważnie z godnością i mądrze tam gdzie jest to potrzebne.
Tam gdzie można odrobinę ustąpić, róbmy to po to, by zyskać w przyszłości.
Żyjemy w ciekawych i bardzo trudnych czasach – wymaga to od Nas (i rządzących krajem) rozsądku i umiejętności przewidywania, a także ostrożności, bo przede wszystkim „Polska i Polacy”.
Czy to wszystko (biorąc pod uwagę to co powiedział Merz o stosunkach z Rosją) jest możliwe, nie wie. Chciałbym jednak, by było !
Piotr Łysakowski
21 stycznia 2026 r. 
-------------------------------------------
Błagania za królów .... otwieramy Nowy Rok 2026 !
„Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością.” (1 Tm 2, 1-2)
„Starajcie się o dobro kraju, do którego was przesadziłem. Módlcie się do Pana za niego, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność.” (Jr 29, 7)
Skończył się rok 2025.
Wchodzimy w nowy 2026, z jakim bagażem, z jakim nadziejami, możliwościami ?
Czy Polska może spodziewać się czegoś dobrego co zmieni sytuację wewnątrz i na zewnątrz kraju ?
Czy nasza suwerenność i niepodległość nie są zagrożone ?
Jakie są i jakie mogą być źródła tych zagrożeń ?
Czy rządzący dziś krajem robią wszystko dla Naszego i Polski dobra ?
To są pytania, pozornie oczywiste - wręcz retoryczne, które każdy myślący Polak powinien sobie dziś postawić. Odpowiedzi też wydawałyby się też banalne.
Tak wiec nikt rozsądny nie powinien w pierwszych dniach nowego roku, zawracać sobie nimi głowy.
Patrząc na osiągnięcia i skład rządu koalicji „13 grudnia” można mieć jednak daleko idące wątpliwości we wszystkich obszarach, o które pytamy, a odpowiedzi, gdyby udzielić ich uczciwie (nie wyobrażam sobie zreszta, by mogło być inaczej) mogą budzić przerażenie każdego myślącego racjonalnie mieszkańca Rzeczpospolitej.
Po kolei wiec:
Rząd i jego zaplecze - złożony z nieudaczników, fachowców od brania, pełnymi garściami, Naszych pieniędzy i nicnierobienia.
Kwalifikacje to nieumiejętność zabezpieczenia kraju (jego części) przed jakakolwiek klęska wynikająca z opadów czegokolwiek (można sobie wybrać deszcz, śnieg albo kacapskie drony) ostatnie dni przynoszą dramatyczne potwierdzenie tej tezy.
Na marginesie wspomnę tylko, ze gdy w okolicach końca listopada pozwoliłem sobie (po przejechaniu 150 kilometrów nieodśnieżoną S7 w kierunku Krakowa) na facebookową uwagę, że w przypadku większych opadów czeka Nas Armageddon usłyszałem, że jestem „ruską onucą i defetystą” albowiem rządzący premiero to najlepszy jaki mógł się Polsce trafić, a przecież za PiS/u… .
Nie minął miesiąc i będąc wspomnianą „onucą” przeżywam swój sukces i gorzka satysfakcję wynikające z umiejętności przewidywania i właściwej oceny fachowości rządzenia tych co to nie wiedzą kim był Chełmoński, kto jest twórcą słów do hymnu Polski i twierdzących , ze w 1939 roku „…Polska szukała sobie wrogów…”.
Dodajmy do tego jeszcze i to, że za obecna sytuacje na drogach obwiniono użytkowników dróg i nie wzięto pod uwagę prognoz, z których jasno wynikało jaka będzie za chwilę sytuacja. Kwalifikacje mają więc rządzący wyjątkowe co udowadniają zainteresowanej publiczności nad wyraz skutecznie w zasadzie codziennie, nie po raz pierwszy pokazując aktywne odśnieżanie zasypanych śniegiem dróg ilustrowane zdjęciami robionymi podczas rządów „faszystow” z PiS.
Tak potrafią tylko najwyższej klasy fachowcy.
O poszukiwaniu „przemytniczych” balonów z Białorusi, niekontrolowanym wjeździe i wyjeździe z Polski sabotażystów / bandytów, którzy wysadzili tory i innych tego typu numerach nie będę z litości wspominał.
Zapaść służby zdrowia, likwidacja „porodówek”, wysyłanie Pań na SOR/y gdzie będą rodzić z poranionymi menelami kilometry od swoich domów to szczególna dbałość o Kobiety. Przenoszenie terminów operacji, bo kasy brak, to już codzienność.
I tylko poseł wysyłający tych, którzy nie mogą się dostać do jednego szpitala onkologicznego, by poszukali sobie innego, pozostaje niezmiennie z siebie zadowolony. Wszyscy rozkładają ręce, nic nie da się zrobić „piniendzy ni ma i nie będzie…”. Oczywiście jak dla kogo „…ni ma i nie będzie…”. Dla swingersow i miłośników żeglugi jachtowej będą. Reszta włosów staje mi dęba na głowie.
Polityka zagraniczna w „rozkwicie”. „Kierownik” jest dopuszczany (od czasu do czasu), by odebrać ograniczoną informacje o stanie spraw. Czasami też wożą go w „wagonie drugiej klasy”, albo w brankardzie, opędzając się potem jak od uprzykrzonej muchy i pokazując miejsce w szeregu. Jest jednak heroiczny i pełen poświęcenia. Podczas wizyty w zaprzyjaźnionej stolicy stosuje rzadką, do tej pory, taktykę dyplomatyczna mającą wspomóc polskie starania odszkodowawcze (zrozumiałą tylko dla „inteligientnych” jak to trafnie ujął nowy Marszałek Sejmu towarzysz Czarzasty), taktykę szantażu emocjonalnego. Będziemy, więc sami płacić za szkody wyrządzone Nam przez Niemców w czasie ostatniej wojny. Niech się wstydzą, ale im dołożyliśmy !
Kanclerz, gospodarz, w sposób wyraźny wstrząśnięty tym oświadczeniem złożył zdecydowanym ruchem swoje notatki i zakończył konferencję. Potem długo płakał w swoim gabinecie. Mamy wreszcie sukces, chociaż, jako się rzekło „.piniendzy ni ma…”. Jest jeszcze kolejny „wytrysk” intelektualny wybitnego dyplomaty, dziennikarza a dziś zastępcy Sikorskiego dotyczący geopolityki. To, że odkrył iż Islandia leży w basenie Morza Bałtyckiego nikogo w gruncie rzeczy to nie zdziwiło, wybitna postać przecież, prawdziwy „Europejczyk” - a z wdzięcznego przejęzyczenia „San Escobar” śmiano się przez lata.
Wizyta Prezydenta Zełeńskiego w Polsce, która odbyła się dzięki i z inicjatywy Pana Prezydenta RP Karola Nawrockiego miast wytworzyć wspólny front jest wykorzystywana przeciwko polskiej głowie państwa. Wzmianka o „wdzięczności” jaką winni Nam Ukraińcy za pomoc w chwili, gdy nikt nie pomagał i nawet nie mial zamiaru nadstawiać głowy za Kijów, traktowana jest jako wstydliwa, a uzasadnione wykorzystanie w politycznej grze „Jasionki” całkowicie odrzucone przez środowiska rządowe, bo nie wypada. Pokażcie mi Państwo takich graczy, którzy przy stoliku pokerowym sami pozbawiają się atutów w grze. Znacie takich ? Bo ja nie znam !
Tymczasem we Lwowie odbywa się parada, przypominająca hitlerowskie „Fackelzugi”, z okazji urodzin Stefana Bandery, a mer tego miasta opowiada, że kto nie z Banderą ten wróg.
Polska polityka historyczna leży i kwiczy i to co wyżej, to tego skutki.
Obrażanie wybranego glosami większości Polaków Karola Nawrockiego na pełnej, „alfons”, „kibol”, „snusiarz”, „oszust wyborczy” wrzeszczą ci , którzy sami chcieli dokonać puczu konstytucyjnego nie dopuszczając do zaprzysiężenia Prezydenta i na codzień lamia bezczelnie obowiązujące prawo. Przypomina się kampania nienawiści wobec ŚP. Lecha Kaczyńskiego, która skończyła się smoleńskim dramatem.
Rozlega się klangor „Batyr” szuka wroga wszędzie, i o zgrozo także na zachodzie, a poza tym głupi i nieobyty. Ato, że polskiego premiera (a tym samym Polski) nikt nie traktuje poważnie jakoś się nie przebija w mediach głównego nurtu (alternatywnie „ścieku” w likwidacji).
Plany rozwojowe dla Polski leżą. Głośno krzycząc o „repolonizacji” polskiej gospodarki pozbawia się polskie firmy szans na udział w przetargach decydujących o przyszłości polskich kolei (i nie tylko zresztą). Spółki skarbu państwa ledwo przędą, najprawdopodobniej dąży się do obniżenia ich wartości po to, by za kilka miesięcy (tygodni ?) sprzedać je za bezcen, ktoś znowu się obłowi i na pewno nie będą to Polacy. Tu powtarza się historia z czasu poprzednich rządów Tuska (mialem to, niestety, okazję obserwować prawie 20 lat temu jako aktywny uczestnik - opiszę to kiedyś). „PCK i CPK, a także inne nazwy” bad za kilka lat (albo i nie będą), elektrownia atomów podobnie. Póki co latające sobie z Berlina i ogrzewajcie się przy braku elektryczności backupami , które można uruchomić także przy pomocy elektryczności (tak, elektryczności tej której nie będzie) jak to barwnie i ekstrawagancko ujął mister Motyk (też opłacany z Naszych podatków). Jak widać powodów do radości mamy, w nadchodzącym roku, aż nadto. Perspektywy rysują się wspaniale, ubiegłoroczny koszyk świąteczny był o 150 mln tańszy , ba wręcz jeszcze dopłacali. To już nie „zielona wyspa” to po prostu cały archipelag „zieloności’.
Wzmacnianie i obrona suwerenności Polski to oczywiście jej oczekiwana sekularyzacja. Dlatego wrzucenie do kosza krucyfiksu przez … no właśnie kto to bo waham się przed użyciem pojęcia „nauczycielka” jakoś nie przebiło się ode razu do mediów. Po co zreszta o tym wspominać, mamy się do siebie uśmiechać, a „księża na księżyc”.
Kończąc już - wyglada generalnie na to, że oczywisty plan anihilacji Polski jako niezależnego bytu państwowego póki co (choć go nie zaniechano) nieco zwolnił. W trakcie jego realizacji naszym rodzimym „Europejczykom” przytrafił się „niefart” w osobie obecnego Prezydenta Karola Nawrockiego twardego gościa otoczonego niezłą ekipą. W tym nadzieja dla Nas i dla Polski.
Piotr Łysakowski
Londyn, 6.stycznia.2026 r.

STANOWISKO REKTORA UKSW, KS. RYSZARDA CZEKALSKIEGO
[od KSD dla przypomnienia: krzywdy zadawane przez tzw. dziennikarzy odrzucają sens takiego uprawiania zawodu, choć powinien on być POWOŁANIEM]
STANOWISKO REKTORA UKSW, KS. RYSZARDA CZEKALSKIEGO
Szanowni Państwo, wobec rozpowszechniania i powielania nieprawdziwych, zniesławiających informacji pragnę przedstawić Państwu stanowisko, mając nadzieję, że wpłynie ono na rzetelne postrzeganie tematu, któremu w sposób całkowicie nieuprawniony nadano ton sensacji.
Z olbrzymim ubolewaniem i zażenowaniem odebrałem materiał telewizji TVN, który traktuję jako nieuprawniony, niezgodny z prawdą, nieetyczny i co najgorsze – nastawiony na bezrefleksyjne niszczenie człowieka. Tym bardziej, że motywacją – opartego o pomówienia i nieuprawnione insynuacje – medialnego ataku na mnie są względy materialne. Jest nim mieszkanie, o którym – podobnie jak o jego właścicielce – nagle przypomnieli sobie krewni. Krewni, którzy przez lata nie wykazywali najmniejszego zainteresowania rzekomo bliską im osobą. Takie współdziałanie dwóch zaangażowanych stron (osób ubiegających się o majątek i dziennikarza telewizji TVN) doprowadziły do powstania reportażu, w którym wiele jest niedomówień i chwytliwych emocji. Te ostatnie wywołano poprzez działania nieuczciwe, a co gorsza postępując w sposób niehumanitarny i urągający prawom człowieka. Bo jak inaczej określić najście osoby chorej w centrum opiekuńczo-leczniczym? Jak inaczej określić wykorzystanie jej złego stanu fizycznego i psychicznego? Tym bardziej jest to bulwersujące!
Wykorzystanie kłamstwa i podstępu by dostać się do placówki opiekuńczo-leczniczej by za wszelką cenę mieć materiał nie można uzasadniać interesem społecznym. Jest wiele metod zbierania materiału dziennikarskiego, które pozwalają dotrzeć do prawdy nie łamiąc przy tym prawa i nie czyniąc tego w sposób urągający drugiemu człowiekowi. Pod pozorem chęci ukazania prawdy (niestety tylko tej medialnej) zdeptano godność ludzką i posłużono się kłamstwem dla osiągnięcia celu jakim jest sensacyjność. Ta zaś przekłada się na oglądalność czy klikalność materiału.
A prawda? Gdzie ona jest i ile znaczy? Cóż – tę potraktowano niezmiernie instrumentalnie, albo zupełnie pominięto. Tak jak pominięto moje stanowisko i fakty w nim zawarte. Gdyby autor reportażu zechciał je przybliżyć jego materiał nie byłby wówczas tak emocjonujący i sensacyjny. Rzetelność i obiektywizm będące filarami dziennikarstwa legły w gruzach.
W materiale TVN nie odnajdziemy kluczowych informacji. Choćby o tym, że od prawie 30. lat pozostaję w bliskich, przyjacielskich relacjach z panią Emilią. Przez te kilkadziesiąt lat byłem z nią i jej najbliższym przyjacielem w dobrych i złych momentach ich życia. Razem z nimi dzieliłem radości i smutki, wspierałem i pomagałem w sytuacjach trudnych – kryzysowych. Także wtedy, gdy opuścili ją najbliżsi, gdy potrzebowała szczególnej opieki, którą otrzymała ode mnie i od członków mojej rodziny. Krewnych występujących w materiale telewizyjnym niestety z nami w tym trudnym czasie nie było.
Do pełnej, dożywotniej opieki nad panią Emilią – jestem zobowiązany przede wszystkim przez wzgląd na naszą długoletnią – wręcz rodzinną relację. W ostatnich latach było to najpierw wspieranie w codziennych obowiązkach osoby samodzielnej, mieszkającej w swoim mieszkaniu. Niestety wraz z wiekiem przyszła choroba a jej charakter sprawił, że niezbędna stała się całodobowa opieka medyczna połączona z naszym wsparciem. Dziś oprócz lekarzy i opiekunów opiekę sprawuję zarówno ja sam, jak i moja siostra. Z pełnym oddaniem i sercem dbamy o to, by z godnością i w jak najlepszych warunkach mogła znosić trud walki z chorobą. Oboje mamy nadzieję, że Emilia wróci jeszcze do swojego mieszkania. Ono czeka na nią.
Wiele lat temu pani Emilia, będąc w pełni świadomą swoich czynów jasno wyraziła swoją wolę. Ta została w pełni zabezpieczona i przeze mnie zostanie do końca wykonana.
Chcę by wybrzmiało to wyraźnie: nie jest i nigdy nie było mi potrzebne czyjekolwiek mieszkanie, czy czyjekolwiek dobra materialne. Przyszło mi wykonać wolę drugiego – bliskiego mi człowieka i tę wolę wykonam, bo do tego się zobowiązałem. A pomoc niesiona kiedyś zdrowej, pełnej radości, dystyngowanej – a dziś schorowanej, wymagającej nieustannej pomocy i niestety upokorzonej wspomnianym materiałem kobiecie jest moim obowiązkiem. Obowiązkiem prawdziwego przyjaciela.
Dziś przychodzi mi się zmagać z fałszywymi oskarżeniami chociażby o brak odpowiedzi na korespondencję od krewnych, która to nigdy do mnie nie dotarła, o działanie z chęci zysku czy też z insynuacjami relacji osobistych mających rzekomo łączyć mnie z panią Emilią. Są to pozbawione prawdy zarzuty i trudno tłumaczyć się z takowych.
Całe moje życie – to prywatne, to związane z posługą Kościołowi i to zawodowe – związane ze światem nauki i edukacji, oparte było i jest o wartości leżące u podstaw wiary katolickiej. Do nich zalicza się miłość, prawda, poświęcenie i poszanowanie drugiego człowieka. Z Panią Emilią byłem i będę nadal – niosąc jej pomoc, której tak bardzo potrzebuje.
Informuję także, że wobec rozpowszechniania informacji nieprawdziwych, szkalujących i naruszających dobra osobiste: moje, Pani Emilii i Uniwersytetu – podjąłem zdecydowane kroki prawne.
Ks. Ryszard Czekalski
APEL DO DZIENNIKARZY WS MUZEUM "PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ" !
MEC. K. PRAWDA WS. MUZEUM „PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ”: APELUJĘ DO DZIENNIKARZY, KTÓRZY SZYKUJĄ JAKIEŚ MATERIAŁY NA TEN TEMAT, ABY WYSTĄPILI O DOSTĘP DO AKT SPRAWY CYWILNEJ I ZAPOZNALI SIĘ Z NASZYM STANOWISKIEM, PONIEWAŻ DOTYCHCZASOWO MAMY JEDEN WIELKI KRZYK O FAKTACH, KTÓRYCH NIE MA
W tej sprawie jest wielki krzyk medialny, a każda rozsądnie myśląca osoba zdaje sobie sprawę z tego, że najgłośniej krzyczy ten, który nie ma argumentów. Apeluję do dziennikarzy, którzy szykują jakieś materiały na ten temat, aby wystąpili o dostęp do akt sprawy cywilnej i zapoznali się z naszym stanowiskiem, ponieważ dotychczasowo mamy jeden wielki krzyk o faktach, których nie ma – mówił mec. Karol Prawda, adwokat, pełnomocnik Fundacji „Lux Veritatis”, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego złożyło pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie, który dotyczy unieważnienia umów zawartych przez ministerstwo z Fundacją „Lux Veritatis” w związku z budową Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. Jana Pawła II w Toruniu. Resort domaga się też zwrotu 210 mln zł z odsetkami na rzecz Skarbu Państwa. [czytaj więcej]
– 7 listopada br. do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął pozew o unieważnienie umowy na utworzenie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” oraz o zapłatę. Ten pozew już znamy, ponieważ podobny pozew został złożony do Sądu Okręgowego w Warszawie w grudniu ubiegłego roku. Jednak został zwrócony ze względu na braki formalne i merytoryczne, dlatego tamta sprawa nie zaistniała. Natomiast schemat tego nowego postępowania jest taki sam, czyli powtórzenie tamtych argumentów, gdyż pozwanymi są dwa podmioty – nie tylko Fundacja Lux Veritatis, którą ja reprezentuję, ale także Muzeum „Pamięć Tożsamość”. Więc po stronie pozwanej występują dwa podmioty i żądania są identyczne. To znaczy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego domaga się unieważnienia umowy na utworzenie muzeum oraz zapłaty zwrotu całości dotacji, jakie wydatkowane zostały na organizację muzeum. Gdyby te żądania miały się potwierdzić i miałyby zostać uwzględnione przez sąd, to doprowadziłaby do likwidacji, tj. do zaprzestania działalności tej jednostki kultury – tłumaczył mec. Karol Prawda.
Pełnomocnik Fundacji „Lux Veritatis” wskazał, że w tej sprawie jest wielki krzyk medialny, a każda rozsądnie myśląca osoba zdaje sobie sprawę z tego, że najgłośniej krzyczy ten, który nie ma argumentów.
– Kolejnego dnia po złożeniu wniosku o akta sprawy, Sąd Okręgowy w Warszawie zezwolił na dostęp i wydał akta sprawy. Co ważne, 17 listopada br., a zatem 10 dni po złożeniu pozwu do sądu, złożyliśmy własne pismo jako Fundacja „Lux Veritatis”. I w związku ze złożeniem tego pisma, które już jest w sądzie, apeluję do dziennikarzy, którzy szykują jakieś materiały na ten temat, aby wystąpili o dostęp do akt sprawy cywilnej i zapoznali się z naszym stanowiskiem, ponieważ dotychczasowo mamy jeden wielki krzyk o faktach, których nie ma – akcentował adwokat.
Mec. Karol Prawda zaznaczył, że w złożonym pozwie – zarówno tym z grudnia ub.r., jaki i obecnym – pojawia się hasło „zmowa”, która ma polegać na tym, że rzekomo poprzedni minister kultury wraz z przedstawicielami Fundacji „Lux Veritatis” podpisali w zmowie umowę, której celem było wyciągnięcie środków z dotacji do zabudowania swojego gruntu, a następnie prowadzenia działalności hotelowo-konferencyjnej.
– W odpowiedzi na wniosek o zabezpieczenie, podajemy przykład, że umowa podpisana na utworzenie Muzeum „Pamięć i Tożsamość”, którą się unieważnia, została oparta na wzorze instytucji, która powstała ponad dwa lata wcześniej. Co najważniejsze, zapisy kwestionowane w pozwie, istnieją właśnie w tej pierwszej umowie, czyli na przykład terminowość umowy. Zarzuca się też to, że, że Muzeum powstało na gruncie fundacji „Lux Veritatis”, co jest prawdą, ale na podobnym schemacie, funkcjonuje na przykład Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, który jest utworzone na gruncie innej fundacji. W obu tych przypadkach schematy są w zasadzie identyczne i nie naruszono prawa – tłumaczył pełnomocnik Fundacji „Lux Veritatis”.
Wezwanie do prokuratury dostał również o. Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja, który na przesłuchanie ma stawić się 8 grudnia w Rzeszowie. W specjalnym komunikacie do słuchaczy przekazał, że działania obecnej władzy mają doprowadzić do zamknięcia Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu. [czytaj więcej]
W związku z działaniami rządu Donalda Tuska o. Tadeusz Rydzyk CSsR zachęca do zapoznania się z raportem Zespołu Wspierania Radia Maryja o bezzasadności działań w sprawie zlikwidowania Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II. Zachęca też do obrony toruńskiego muzeum poprzez wysyłanie protestów do ministerstwa kultury. Jest ich już ponad pół miliona.
Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem mec. Karola Prawdy dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl
















