Deklaracja członkowska

Na pożegnanie jedynego świadka porwania bł. ks. Jerzego Popiełuszki

sp.Waldemar Chrostowski portretOd wielu już lat, zwykle w okolicy rocznicowych uroczystości związanych z księdzem Jerzym, w mediach pojawiają się różne, mniej lub bardziej sensacyjne artykuły, czy też produkcje filmowe równie sensacyjnego zespołu śledczych redaktorów dotyczące tajemnicy zabójstwa bł. ks. Jerzego. W tym roku wyjątkowo wcześnie bo już w lutym, zaczęło się to wyemitowaniem w TVP Historia dziełka, zaprawionego w tej materii red. Litki. Możemy tam podziwiać peany na cześć świetnie strzelającego i zarazem bardzo pobożnego peerelowskiego prokuratora, który wytropił „Judasza” w otoczeniu ks. Jerzego. To sensacyjne odkrycie miało niegdyś zapewnić niedocenionemu śledczemu powrót do pracy i śledztwa, które miało być zwieńczone równie sensacyjnym oskarżeniem dwóch generałów pełniących najwyższe funkcje w strukturach władzy PRL.

Nie żyje już haniebnie pomówiony o zdradę „Judasz” nie żyją generałowie, ale do gry wraca, pomimo stanu spoczynku, wiecznie aktywny oszlifowany w PRL prokurator. O cóż może tym razem chodzić, temu dobrze zaopiekowanemu zespołowi? W filmiku red. Litki możemy posłuchać tych co zawsze wynurzeń dokooptowanych do pomocy prokuratorowi Witkowskiemu funkcjonariuszy dawnej Milicji, zgodnie zeznających że kierowca księdza zawsze wydawał się im podejrzany. Tyle i niewiele więcej - o co więc tym razem chodzi? 

Poproszono mnie, żebym napisał kilka słów, które mogą pomóc w rozwikłaniu tej zagadki. Odmówiłem, ale kiedy dowiedziałem się, że „śledcza ekipa” tym razem przy pomocy osławionego już prokuratora postanowiła rozwikłać hurtem jeszcze kilka innych tajemniczych zabójstw dokonanych na księżach, zanim w Magdalence zawarto układ nazwany później okrągłostołowym, zmieniłem zdanie. Ponieważ zaangażowano w sprawę naprawdę zacnego redaktora prowadzącego w TVP program „O co chodzi” - sprawa stała się warta uwagi. Wspomniany redaktor przystąpił już do realizacji kolejnego odcinka serialu o sławnym prokuratorze, tropicielu „Judasza” i nagrał pierwsze klipy w Muzeum bł. ks. Jerzego, wypada mi jedynie poczekać na finalny efekt tej realizacji.

Tymczasem postanowiłem przypomnieć mój napisany w 2016 r. tekst. Uważam, że pomimo upływu lat, nadal wiele z poruszonych tam kwestii warte jest refleksji. 

 

Nic z tego nie rozumiem…
(Warszawa, listopad 2016)

Niemal za każdym razem, kiedy wysyłam swój tekst komuś, o kim mam powody przypuszczać, że interesuje się głębiej sprawami związanymi z bł. Ks. Jerzym Popiełuszką, otrzymuję taki właśnie komentarz. Nieco rzadziej, po zapewnieniu mnie o starannej lekturze przesyłki, spotykam się z pytaniem „o co tu naprawdę chodzi?”. 

Napisałem już kiedyś, że i sił mi już brakuje i czasu szkoda na tłumaczenie spraw, o których już jaśniej pisać mi nie wolno. Od męczeńskiej śmierci księdza Jerzego minęły 32 lata i ten fakt jest jedną z przyczyn, że pokolenia młodsze niż moje, nie są już w stanie poukładać logicznie ówczesnych wydarzeń. Niestety, ta reguła dotyczy również ludzi o wiele ode mnie starszych. Przyczyn tego zjawiska jest oczywiście sporo - do kilku z nich spróbuję się odnieść ponownie, ale nie obiecuję sobie zbyt wiele.

Upływ czasu sam w sobie może nie jest tu najważniejszy, gdybyż to była jedyna determinanta, można by sobie z tym poradzić. O wiele ważniejsze jednak jest to co w tej sprawie robią, utrzymujący niezmiennie wpływ na rządy w Polsce, pomysłodawcy zbrodni na księdzu Jerzym. To właśnie oni pilnują skutecznie tego, żeby długo, bardzo długo nic w tej sprawie nie było jasne. Wszystko to, co działo się w kilku ostatnich miesiącach życia ks. Jerzego od czasu kiedy został on wybrany na ofiarę, było precyzyjnie zaplanowane i misternie wykonane według najlepszego scenariusza. „Mistrzowie” bo tak by trzeba ich nazywać - pomysłodawcy szatańskiego pomysłu by zabić księdza byli na tyle przezorni, że już na miesiąc przed porwaniem Go zadbali o to żeby wygenerować całe mnóstwo sprzecznych ze sobą faktów. Z odpowiednim wyprzedzeniem wyselekcjonowali spośród otaczających księdza ludzi, tych którzy z racji swoich cech osobowych nadawali się do odegrania przypisanych im ról. Chodzi oczywiście o takie role, których ci wytypowani nie byli i najczęściej po dziś dzień nie są świadomi. Nie chodzi tu o agenturę, ta choć oczywiście była ulokowana w bliskim otoczeniu księdza, była wykorzystywana jedynie do rutynowej inwigilacji - tak na wszelki wypadek. Jej rola miała zresztą marginalne znaczenie. Bezpieka dysponowała już wtedy wystarczającymi środkami technicznymi, żeby ściśle monitorować każdy krok księdza oraz Jego otoczenia. 

Jak był skonstruowany scenariusz napisany przez tych „mistrzów”? Żeby sobie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba prześledzić uważnie wydarzenia związane z działalnością księdza Jerzego w trzech ostatnich latach Jego życia. Pisałem o tym w kilku swoich poprzednich tekstach, i służę pomocą gdyby ktoś chciał się z nimi zapoznać. Chodzi głównie o to, że to w tym czasie ksiądz Jerzy zwrócił na siebie uwagę „strategów” którzy realizowali kolejny etap transformacji komunizmu - bo z tym zjawiskiem w istocie mamy tu do czynienia. Dziś już wiemy, że tymi przemianami sterowali ludzie działający we frakcjach ulokowanych zarówno po stronie władzy, jak i opozycji. Kiedy stało się jasne, że nie będzie możliwe pokojowe usunięcie betonowej ekipy starych aparatczyków, sternicy doszli do wniosku, że jedynym sposobem będzie wstrząs społeczny który taką zmianę wymusi. Na potrzeby takiego właśnie scenariusza sporządzono wówczas sławną dziś listę księży oraz działaczy politycznych, którzy swoją działalnością wywierali znaczący wpływ wpływ na postawy Polaków. Mniejsza o to, kto tak naprawdę konstruował tę listę. Chodziło o ustalenie stopnia przydatności, konkretnie o to, która z tych osób rokuje najlepszy efekt. Czyli wywoła odpowiednie poruszenie opinii publicznej. Niestety, to właśnie ksiądz Jerzy swoją działalnością udowodnił, że jest jedynym charyzmatykiem zdolnym poruszać tłumy i to z tego powodu, wbrew temu co czasem opowiadają inni, zajął w tym koszmarnym rankingu pierwszą pozycję. 

Trzeba tu wprowadzić i rozwinąć pierwsze z pozornie niejasnych pojęć, które zaburzają tok myślenia czytających moje teksty. Żeby były one nieco bardziej zrozumiałe, musimy sobie odpowiedzieć na ważne pytanie - czy faktycznie w roku 1989 doszło do likwidacji komuny? Aktorka zaproszona do studia telewizyjnego, łamiącym się ze wzruszenia głosem zapewniała nas, że tak się stało. Ci którzy widzieli tamto wystąpienie pamiętają też, jak bardzo nie udała się tej sympatycznej młodej aktorce ta rola. Podobnie było i z komuną, niby upadła, ale jakoś tak nie do końca. Twierdzę, że nie można tu nawet mówić o jakimkolwiek początku tego rzekomego upadku. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza już w tym miejscu, to dalej tym bardziej nie będziemy się rozumieli. Wyznającym tezę, że komunizm jednak naprawdę upadł podpowiadam, żeby dokonali krótkiej analizy dotyczącej losów dawnych, choćby tylko tych „wysoko postawionych towarzyszy”. Jeśli okaże się, że większość z nich siedzi jeszcze w więzieniach lub odsiedziała już kary za swoją antypolską działalność, to znaczy, że rzeczywiście zlikwidowano i rozliczono tamten system. Jeśli jednak jest tak jak ja uważam, że wskutek paktu zawartego w Magdalence nikomu z tych towarzyszy włos z głowy nie spadł, to niestety system ten w zmodyfikowanej formule, mniej lub bardziej jawnie nadal oddziałuje na kolejne rządy.

Transformację tzw. komunizmu, warto prześledzić zaczynając choćby od rewolucji francuskiej i kolejno następujących po niej innych zbrodniczych aktach tego swoistego światowego związku. To co powinno nas dziś najbardziej interesować, dotyczy doktryny tzw. Szkoły frankfurckiej (Google). Wdrażanie w życie idei sformułowanych przez Adorno, Marcuse i podobnych im działaczy tej „organizacji” mogliśmy obserwować w roku 1968 i później. W Polsce apogeum tych zjawisk miało miejsce w latach 80, a rok 1989 należy uznać za wieńczący dzieło etapu. Sam proces wdrażania zmian jest oczywiście bardzo skomplikowany i ma charakter dynamiczny. Warto poszukać niezbędnych informacji i poświęcić temu więcej uwagi. Dostrzeżemy wówczas, że przystąpiono już do wdrażania kolejnej fazy modyfikacji, czyli instalowania tzw. „Genderyzmu”. To z czym mamy obecnie do czynienia oznacza, że od początku lat 80, ktoś (jakaś grupa „mędrców”?) ulokowany na europejskim szczeblu, troskliwie dbał oto żeby można było realizować scenariusz zaplanowany we wspomnianej „szkole”. W warunkach polskich, ale i ogólnoeuropejskich, takimi „realizatorami” były i pozostają, działające na specjalnych, ponadnarodowych licencjach służby zwane (nomen omen) specjalnymi. 

W czasach kiedy miałem ten dar, że mogłem wspierać księdza Jerzego informowano nas, że interesuje się nami kilka „wywiadowni”. Przypomnę: chodziło o służby Kiszczaka, wywiad niemiecki, wywiad radziecki i Mossad. Dziś mówi się w kontekście zbrodni na księdzu Jerzym, wyłącznie o służbach post peerelowskich i post radzieckich. Czy słusznie? Wszak idea inspirowanej przez frankfurtczyków, nowej lewicy jest skutecznie wdrażana w niemal całym tzw. zachodnim świecie. Można więc chyba bez ryzyka błędu przyjąć, że ośrodki decydenckie i kontrolne ulokowane są daleko poza Polską, a nawet poza Europą… 

Wróćmy teraz do pierwszego śledztwa wdrożonego na ogromną skalę przez gen Kiszczaka tuż po tym jak Chrostowski, jedyny świadek porwania księdza Jerzego zawiadomił o wszystkim władze kościelne. Twierdzę, że głównym celem tego śledztwa było jedynie wykazanie, że układające się z częścią opozycji władze PRL nie miały nic wspólnego z porwaniem i jak się później okazało z zamordowaniem księdza Jerzego. Nadspodziewanie szybko wskazano na sprawców porwania, a nawet uzyskano od nich przyznanie się do zabójstwa. Ówcześni śledczy, przynajmniej oficjalnie nie wyszli poza te ramy. Podobnie rzecz się miała ze śledztwem prokuratora Witkowskiego. Interesował się on niemal wyłącznie podważaniem niektórych wątków pierwszego śledztwa, koncentrując swoje wysiłki jedynie na przypisaniu sprawstwa kierowniczego dawnemu aparatowi władzy PRL. Apologeci takiej idei, inspirowani przez tego śledczego jak jeden mąż głoszą, że zbrodnia na księdzu Jerzym jest zbrodnią założycielską III RP. Nie sposób się nie zgodzić z tym słusznym stwierdzeniem, tylko dlaczego prokurator Witkowski przynajmniej oficjalnie, interesował się tylko niektórymi założycielami tejże RP. Przecież łatwo zlokalizować ich wszystkich pośród gości willi MSW w Magdalence. Równie łatwo można wielu z nich odnaleźć, w bliższym i dalszym otoczeniu księdza Jerzego! To jak to jest? To nie można było ich wypytać, co im wiadomo w sprawie i co robili tu, czy tam w konkretnym czasie? Chyba dla każdego jest jasne, że ktoś tu czegoś lub kogoś, chroni… 

Zastanówmy się czy to normalne, że kiedy ginie człowiek, nikt nie przychodzi do jego domu, nie pyta mieszkańców i sąsiadów o to czy może coś słyszeli, coś widzieli? A tak w istocie było zarówno w przypadku pierwszego, jak i drugiego śledztwa - tego zleconego „sprawdzonemu fachowcowi”. Wiem co piszę. Pomimo, że należałem do ścisłego otoczenia księdza Jerzego, mimo że byłem świadkiem w Jego procesie beatyfikacyjnym, nikt przez te minione już ponad 32 lata nawet nie zapytał mnie, czy coś może pamiętam z tamtych czasów. A byłem na tyle blisko księdza, że to właśnie mi powierzył On na przechowanie całe swoje archiwum. Trzeba wiedzieć, że w tym zbiorze oprócz bezcennych rękopisów, były takie łakome dla SB kąski jak np. opasły notes z nazwiskami i adresami wszystkich ludzi z którymi ksiądz się kontaktował. Uczestniczyłem też w bardzo wielu spektakularnych wydarzeniach związanych z księdzem oraz byłem jedną z osób, które miały jechać z Nim do Bydgoszczy. Miałem jechać, ale jednak z jakiegoś powodu nie pojechałem! Po raz drugi spytam, czy to normalne, że nikt się nie zainteresował dlaczego ksiądz został pozbawiony ochrony?! Otóż jest to nienormalne, ale w tej sprawie jest dużo więcej takich anomalii. Dlaczego? Bo gdyby było normalnie, to właśnie w najbliższym otoczeniu księdza Jerzego normalni śledczy szukaliby odpowiedzi na zasadnicze pytania dotyczące podłoża tej zbrodni. Wprawdzie panowie śledczy z zespołu Witkowskiego upatrzyli sobie jedną osobę z otoczenia księdza, przypisując jej nieoficjalnie, rzekomy współudział w porwaniu, ale na tym koniec…

Chodzi oczywiście o Waldemara Chrostowskiego, obronie którego poświęciłem już kilka swoich tekstów o randze świadectwa (zachęcam do lektury). Dotychczasowi śledczy zajmowali się wyłącznie tym, co się działo od momentu porwania księdza do jego męczeńskiej śmierci. Jest to jednak tylko wyjaśnianie strony organizacyjnej związanej z wykonawstwem, najkrócej mówiąc z tym co miał do zrobienia kat i jego pomocnicy. Nikt nie zajął się na potrzeby tych śledztw, tym co działo się w otoczeniu księdza w ostatnich dwóch latach, a zwłaszcza w ostatnich kilku miesiącach Jego życia. Nikt też nie interesował się tym, co działo się w kilku dniach i tygodniach po Jego zamordowaniu, tymczasem jest to równie ważne jak i wcześniejsze przygotowania do zbrodni.

Komuniści zdecydowali w 1984 roku, że sprawę porwania oraz następującego po nim zamordowania księdza, ma wieńczyć po wsze czasy tzw. toruński proces. Dziś jednak wyraźnie widać, że miał on wiele słabych punktów których nie da się już obronić. Strategom przemian strzegącym układu okrągłostołowego chodzi teraz o to, żeby sprawę tej zbrodni domknąć raz na zawsze na etapie odpowiedzialności ograniczonej jedynie do „starego” wymarłego już partyjnego betonu. Żeby tego dokonać zainspirowano, by nie powiedzieć powołano, całe zastępy tzw. dociekliwych ludzi, którzy podążając wskazaną przez „specjalistów” drogą, mniej, czy bardziej świadomie, przyczyniają się do zatarcia śladów mogących prowadzić do prawdy. 

Wielu słusznie uważa, że proces toruński od początku do końca był inscenizowaną manipulacją. Tylko, jeśli tak jest, to czemu mamy wierzyć, że ta inscenizacja dotyczyła wyłącznie jednej ze stron tego „spektaklu”? Czy przypadkiem nie jest tak, że swoje role do odegrania mieli tu, wyłączając świadka porwania, niemal wszyscy aktywni uczestnicy tego przedstawienia? Nie twierdzę, że wszyscy byli tego do końca świadomi, ale kilka przypadków zastraszania oskarżycieli posiłkowych świadczy chyba o tym, że próbowano ich „uświadomić”. Czy skutecznie? Nie wiadomo, ale też nikt nigdy nawet nie próbował zainteresować się tą sprawą. Zwykle, kiedy dotykam tego wątku, spotykam się z zarzutem, że obrażam i posądzam wielu zacnych obywateli i staję tym samym po stronie ubecji. Otóż nie - ja nie oskarżam, ja tylko pytam, piszę i mówię to, o czym wiem i o czym jestem zobowiązany świadczyć. Od sądów i ocen są ci którzy kiedyś jeszcze, w co chcę wierzyć, zajmą się rzetelnym wyjaśnieniem wszystkich okoliczności tej zbrodni. Wiem, że w obecnym układzie politycznym są jeszcze zastępy porządnych w Boga wierzących ludzi, którzy kiedyś podejmą się tego dzieła.

Jest jeszcze i ta jedna sprawa, której nie rozumieją czytający moje teksty. Chodzi o postawę hierarchów Kościoła.Przyznaję, że też niewiele jestem w stanie tu zrozumieć. Bo gdybyż to dotyczyło tylko podejścia do świadectw takich ludzi jak ja, to jeszcze można przejść nad tym do porządku. Niestety, strategia zamilczenia, bo o to w istocie chodzi, dotyczy też i samego błogosławionego. Na pozór nic szczególnego się nie dzieje. Mamy przecież kolejne rocznice 19 października, zwane od czasu beatyfikacji wspomnieniem, mamy też uroczystości imieninowe, więc w czym problem? Dla ogółu wiernych wszystko chyba się zgadza. Mamy nawet Sanktuarium Księdza Jerzego, w kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki. Tylko, że w kwietniu tego roku przesunięto uroczystości imieninowe o jeden dzień, bo kolidowały one ze wspomnieniem św. Wojciecha! Niby nic! Biedny Jerzy, nie dość, że kazano mu przed święceniami zmienić imię, bo podobno źle się kojarzyło, to jeszcze teraz musi konkurować w „swoim” sanktuarium z Wojciechem. 

To jednak, jest zaledwie cząstką moich rozterek i trosk. Tych jest tak dużo, że trzeba by je spisać na wielu kolejnych stronach. Rzecz w tym, że znów chyba niewiele osób byłoby w stanie zrozumieć o czym piszę i pewnie usłyszałbym „nie martw się człowieku, to nie twoja sprawa - są starsi i mądrzejsi, oni zadbają. - Pewnie, że zadbają! Chcę jednak wierzyć, że jest tak jak to jest napisane w Księdze Mądrości, że wszystko ma swój czas… Z pokorą trzeba mi, tak jak uczył nas tego bł. Ks. Jerzy, przejść nad sprawą postaw niektórych hierarchów Kościoła do porządku. Mam tu tylko jedną uwagę: jako świadek świadom swoich obowiązków, będę jednak uparcie spisywał swoje świadectwa, Mądrości zawierzając czas, kiedy zostaną one dostrzeżone -  że taki czas nadejdzie, nie mam wątpliwości… 

I jeszcze to jedno - czy ktoś rozumie jak to jest możliwe, że otoczony obecnie nimbem bohatera, częściowo już chyba suspendowany katolicki ksiądz bezceremonialnie, bez jakichkolwiek dowodów publicznie i całkowicie bezkarnie oskarża o współudział w zbrodni na księdzu Jerzym jednego z nas. Tego, który bez wahania zaryzykował życiem żeby ratować księdza z rąk porywaczy - a dziś sam jest już całkowicie bezbronny.

Proszę, nie piszcie mi już że czegoś nie ogarniacie, że nie rozumiecie tego czy tamtego, że może kiedyś prawda wyjdzie na jaw, bo coś tam przecież w ubeckich teczkach zapisano. Albo ufacie świadkom, albo współczesnym manipulatorom, innego wyboru nie ma! Przypomnę nieskromnie, gdyby nie było świadków, nie byłoby dziś Ewangelii !!! 

Jeśli ktoś chce więcej wiedzieć i rozumieć, proszę pisaćksalek@tlen. Pl

Przeczytać więcej można też na stronie:www.misjonarzeksjerzego.pl

Warszawa, Luty 2021 r. 

 

ADAM NOWOSAD
wolontariusz i przyjaciel bł.ks. Jerzego Popiełuszki, świadek w procesie jego beatyfikacyjnym, wieloletni przyjaciel śp. Waldemara Chrostowskiego (na zdjęciu) 

 

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

Krzysztof Nagrodzki-Podniecenie winnych?…

Oglądałem w niedzielę kolejne starcie politycznych osobistości w TVP – tym razem akurat mowa jest o tragedii smoleńskiej, w której zginęła elita polityków polskich-i kolejny raz żadnych, niestety, zaskoczeń.

14-04-2021 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Na trakcie. W trakci…

Póki czas… Ostatnie odejścia-te bezpowrotne-dwu moich imienników Krzysztofów K-jednego o głośnym nazwisku, drugiego-również o znanym, ale jeno w środowisku i uroczej okolicy nad Wisłą-ponownie zmuszają do wspomnień i refleksji… ….Życie…...

10-04-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Porozmawiajmy o obco…

I dla jasności- o obcowaniu wywodzącym się od …obcości. …Obcości od naszej łacińskiej cywilizacji; obcości od naszej polskiej historii, od niezwiedzionej duszy…

06-04-2021 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki- Ciemne Średniowiecz…

Musiałem dodać to złośliwe-przyznaję-dotytułowanie, ponieważ jeszcze tu i ówdzie spotyka się to swoiście „standardowe” - dla-właśnie-niedokształtów-określenia. Wyrazy buńczucznej pogardy człowieka „nowoczesnego”… i jakby właśnie–niedouczonego.

27-03-2021 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

kondolencje dla Prezesa KSD i jego Blisk…

Koledze red. Markowi Gizmajerowi składamy wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci Ojca, Andrzeja Gizmajera.  Drogi Marku, to wielka i wyjątkowo trudna do uniesienia strata, w ciągu kilku dni odejście do Pana...

24-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Ulepieni z…postępu

Jak wiemy z Mądrej Księgi jesteśmy stworzeni z Zamysły i Woli Boga. Wystarczyła jednak chwila na dywersję-wiadomo skąd pochodzącą-no i zgoda Stwórcy na taką próbę-aby Raj został czymś do osiągania...

20-03-2021 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Pożegnanie śp red. Bożeny Walewskiej, dz…

Śp. Bożena Walewska, z wykształcenia pedagog, od 1975 r. dziennikarka, publicystka, wydawca programów Telewizji Polskiej, od 1977 r. członkini SDP. Autorka programów wychowawczych, dziecięcych. Najbardziej rozpoznawalna jako Autorka programów „Ziarno”, utożsamiana...

16-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Kondolencje

Wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci Matki naszego kolegi Marka Gizmajera, prezesa ZG KSD,  z zapewnieniem o modlitwie za Jej duszę -  skladają  członkowie KSD 15.03.2021r.

15-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki: Prymitywiści wszyst…

"Prymitywiści” - był ongiś taki trynd w sztuce (wystarczy wejść tu - https://www.google.com/search?client=firefox-b-e&q=Prymitywi%C5%9Bci - aby doznać dokształtu  :-)  ) Było ( a może i jest) również nad wyraz ongiś postępowe...

13-03-2021 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

żegnamy śp. Bożenę Walewską, dziennikark…

Z wielkim smutkiem zawiadamiamy, że w niedzielę, 7 marca odeszła do Pana nasza Koleżanka redaktor Bożena Walewska. W swojej karierze zawodowej pracowała w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu, była autorką wielu...

11-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Chwyty „polityczne” …

Ciekawe…ciekawe co jeszcze umysły – niektóre „polityczne” umysły - wykombinują w walce o wpływy…- Przeżywaliśmy już (starsi pamiętają) „chwyt” na wrogów ludu, a w istocie –„wadzy ludowej”; bywało bardzo śmiertelny-...

10-03-2021 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Pożegnanie Kolegi z TVP 3 Gdańsk, red. P…

Tragiczna śmierć red. Piotra Świąca, świetnego dziennikarza, dobrego Kolegi, to wstrząsająca i wielka strata.        W imieniu swoim i Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy składam Bliskim red. Piotra Świąca, jak i Redakcji naszej Gdańskiej Telewizji, szczere wyrazy...

07-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Żołnierze Wyklęci powracają jak żywi

Po 1945 roku walkę z komunistami w Polsce podjęło ponad 200.000 konspiratorów, w tym ok. 20.000 z bronią w ręce. Był to zryw porównywalny z Powstaniem Styczniowym i coraz częściej...

05-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Wdzięczność - uczucie tak potrzebne w pa…

Historia przekazana KSD przez bliskich p. Waldemara skłania do przypomnienia, jak ważne jest uczucie wdzięczności, jakim źródłem mocy może ono być. Uczucie tak rzadko okazywane ostatnio, a może wstydliwie już...

03-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej

Na pożegnanie jedynego świadka porwania …

Od wielu już lat, zwykle w okolicy rocznicowych uroczystości związanych z księdzem Jerzym, w mediach pojawiają się różne, mniej lub bardziej sensacyjne artykuły, czy też produkcje filmowe równie sensacyjnego zespołu...

03-03-2021 Aktualności

Czytaj więcej