Publicystyka
wspomnienie dr Wojciecha Augustyna Bąkowskiego
Pożegnanie lekarza.
Adam Nowosad
Warszawa 1 lipca 2026 r.
Można by i tak zwyczajnie - lekarza, ale doktor Wojciech Augustyn Bąkowski nie był zwyczajnym lekarzem. Zaświadczą o tym setki jego pacjentów. Chociaż to też jest źle powiedziane. Ci których leczył byli dla niego, jak jego najbliżsi, jak rodzina. Był kawalerem, ale miał właśnie setki podopiecznych, których traktował jak rodzinę. Ci których leczył zgodnie opowiadają o lekarzu innym niż wielu im znanych. Każdy z zaopiekowanych ma swoją długą opowieść o doktorze Wojtku. Tak do niego zwracało się wielu spośród nas. Z ich wspomnień możemy się dowiedzieć, że kiedy badał pacjenta, robił to tak, jakby modlił się każdym słowem, spojrzeniem, gestem. Nie znał się na sprawnej obsłudze komputera. Patrzył w oczy, miał w sobie dużo uwagi dla drugiego człowieka. Na stronie portalu 4Łomża możemy przeczytać i takie opinie, że dr. Bąkowski poświęcił życie pomaganiu chorym, nie patrząc na własny czas, ponadnormatywny, poświęcony bliźnim - bez zapłaty. Mówiono też, że otaczała Go jakby aureola świętości, o której praktykowaniu za życia nieraz mówili znający Go pacjenci. Kultywował wyższość ducha nad materią, nie zabiegając o honory, nagrody ani apanaże. Mnie akurat nie dziwią te opinie - w pełni je potwierdzam. Doktora Wojtka poznałem wiosną 1982 roku. Należał do grona studentów medycyny, którymi opiekował się ksiądz Jerzy Popiełuszko. To właśnie ksiądz Jerzy polecił mi, bym swój sfatygowany kręgosłup leczył u doktora Bąkowskiego. Był wprawdzie reumatologiem i dopiero rozpoczynał swoją praktykę, ale ksiądz powiedział - zaufaj mu, bo to jest prawdziwy lekarz. Przez lata doradzał mi jak mam dbać o kręgosłup i nie tylko ten fizyczny. Bo właśnie długie godziny poświęcał też na sprawy ducha. Nie przyjmował mnie w gabinecie, bo akurat w Konstancinie go nie miał. Kiedy potrzebowałem porady, godzinami czekałem aż zaopiekuje wszystkich swoich pacjentów szpitalnych. Często bardzo już wyczerpany prosił mnie bym z nim jeszcze chwilę pobył. Rozmawialiśmy o księdzu Jerzym, o wszystkich tych z nim związanych kwestiach. Był, podobnie jak ja jedną z osób z Jego najbliższego grona. Był Jego bezcennym świadkiem. Niestety nie chciał się zgodzić na rejestracje swoich wspomnień. Udało się to dopiero po wielu latach i też nie o wszystkim chciał mówić do kamery. Wystąpiliśmy obaj w jednym z filmów o księdzu Jerzym i tak się złożyło, że jesteśmy świadkami w procesie beatyfikacyjnym tego męczennika. Mogę powiedzieć, że strata tego świadka dla sprawy kultu księdza Jerzego jest niepowetowana. Wiedzą o tym wszyscy, którzy mieli okazję słuchać Go podczas spotkań. Jedno z nich mogłem poprowadzić zeszłego roku w kościele akademickim św. Anny w którym ksiądz Jerzy prowadził konwersatoria dla studentów medycyny. Dziś wspominam tamto spotkanie ze łzami w oczach. Tych wspomnień jest oczywiście dużo więcej. Nie na taką jak ta okoliczność. Wedle wielu doktor Bąkowski odszedł w opinii świętości. „Pozbawionym nadziei na odzyskanie sprawności w kończynach przywracał sprawność; obolałym dawał ulgę w bólu; samotnym niósł pociechę. Wielka postać humanizmu najczystszej próby i działań charytatywnych nie na pokaz”. Warto zajrzeć na stronę muzeum bł. księdza Jerzego, żeby posłuchać notacji doktora Bąkowskiego. Zachęcam też wszystkich przyjaciół doktora, a miał ich setki, żeby zbierali wszystkie te wspomnienia - bo doktor Wojciech Augustyn, zwany też doktorem Judymem, to zaiste postać pomnikowa, warta takiego upamiętnienia.
Tych którzy będą mogli odprowadzić doktora Bąkowskiego na miejsce spoczynku zachęcam do ostatniego spotkania z nim w Łomży w dniu 2 lipca 2026 roku. O godzinie 10 odbędzie się Msza Święta Pogrzebowa w Sanktuarium pw. Miłosierdzia Bożego, po której nastąpi odprowadzenie na cmentarz parafialny przy ulicy mikołaja Kopernika w Łomży. R.I.P.
ADAM NOWOSAD
fot. myLomża.pl
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++












