Publicystyka
"Pan błogosławi dom sprawiedliwych". Między Stalinem a Dulkiewicz i wielu innych
Łukasza 11:21 – „Gdy silny, dobrze uzbrojony człowiek strzeże swojego domu, to jego mienie jest bezpieczne”.
Psalm 127:1 – „Jeśli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzą się ci, którzy go budują. Jeśli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie”.
Przysłów 3:33 – „Przekleństwo Pana jest na domu bezbożnego, lecz błogosławi On mieszkanie sprawiedliwych”.
I znowu nie wiem od czego zacząć, dzieje się tyle. ![]()
Spróbujmy tak: na stacji paliw w Waldenburgu (przepraszam: Wałbrzychu), w walce o tańszą benzynę pobili się policjanci po cywilnemu. Patrol który przyjechał na miejsce awantury nie zabezpieczył filmów z kamer i miał nakłaniać obecnych w trakcie zajścia, by nie składali doniesienia w tej sprawie. Generalnie zresztą to nic szczególnego bo ludzie biją się po pyskach także przy butelkomatach, nihil novi więc.
W Skarżysku Kamiennej podpalono zakład, który produkuje elementy do dronów. Kamery przemysłowe zarejestrowały sprawcę. Na głowie miał czapkę i to, jak donoszą media, spowodowało, że mimo szeroko zakrojonej akcji nie został ujęty – tajemniczy Don Pedro to przy tym facecie pikuś (mały). W Lublinie też coś się spaliło (czy zapaliło), tu brak precyzyjnych informacji ze strony struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. W Warszawie koło Hali Banacha (chyba się nie mylę) jakiś gość, twierdzą że migrant, zaczepiał dziewczynki i … się w miejscu publicznym, potem nie niepokojony przez nikogo odjechał sobie gdzieś Uberem. Jak donoszą (?) poinformowana o zboku policja zażądała najpierw jakichś filmów świadczących o tym co gość robił i dopiero po tym jak się podniósł medialny raban wysłała na miejsce funkcjonariuszy – póki co szukaj wiatru w polu. Jednak (3.09) „wiatr” się podobno znalazł. Kilka dni temu facet pełniący funkcje vce/ministra obrony narodowej zapodał, że Polska nie chce atomówek na swoim terytorium (miałem z tym odważnym gościem i swoje spotkania, był wtedy „pisiorem” i szefem Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, może kiedyś coś…). Jego szef zwany od czasu do czasu „Tygrysem” (niekiedy dla kamuflażu przybiera też postać Toma Cruisa) meldował z kolei coś dokładnie odwrotnego, a trzeci z wysokich funkcjonariuszy tego resortu nie miał jakiegokolwiek zdania na temat „nuclear sharing”, bo po co, na co i komu to w końcu potrzebne ? Zamknięto szefa PKOL (ani mi brat, ani swat, mam zresztą sporą awersję do zawodowych działaczy, ze szczególnym uwzględnieniem tych sportowych), bo pozbawiony prze władzę możliwości finansowania naszych olimpijczyków musiał robić jakieś deale z giełdą kryptowalut, która okazała się piramidą finansową, nazwy nie wymienię … . Jak mówią jego miejsce ma zająć przebierający nóżkami (nomen omen) chodziarz Robert Korzeniowski. Przy okazji chcą dowalić Panu Prezydentowi, TV Republika i szeroko rozumianej prawicy, niezrozumiałym faktem jest brak w tej grupie przedstawicieli Kościoła, byłoby jak znalazł . Jakoś dziwnie nie przeszkadza nikomu fakt, że „słońce Peru” pozował z koszulką klubu reklamującego tę firmę i wraz z „drogą Ursulą” uczestniczył w eventach sponsorowanych przez tych finansowych gangsterów, że telewizje komercyjne ściśle z tą władzą współpracujące, mocno reklamowały to przedsięwzięcie, że poważne instytucje państwowe były szkolone przez przysłanych przez … lektorów, że korzystał też z „usług” tej firmy „Juras”, a wiedza o finansowych wałach była znana rządzącym od dłuższego czasu. Mamy więc „Amber Gold 2.0”. Sprawa umiejącego w finanse Dawidka i Szpitala Południowego spadła w tym szumie informacyjnym „z wokandy” na pewno nieprzypadkowo. O zwierzątkach i dzieciach z Kłodzka też już mało kto pamięta. Trwa zabawa w „Berka”, zobaczymy ja się skończy. Wracając jeszcze do węglowodorów to uprzejmie informuję, że paliwko już prawie po 5.19, tyle że za pół litra (to i tak taniej niż flaszka – też półlitrowa, możemy czuć się zaspokojeni) . Argumentu o cenie baryłki i wartości złotówki do dolara nie będę powtarzał, bo już zgrany i nie chcę nudzić. Tak więc, jak widać państwo, na każdym kroku chroni nas przed wszelakimi niebezpieczeństwami, perfekcyjnie zdając egzamin ze swoich obowiązków. „W Nienadybach byczo jest” (jak ktoś chce niech sprawdzi o co biega z tymi „Nienadybami” znaczy się w Polsce.
Teraz rocznica 1 września 1939. Nie, nie świętujemy jej jak chciał jeden z tęgich europejskich mózgów. My ją obchodzimy w skupieniu, zadumie, szukając przy okazji odpowiedzi na pytanie dlaczego !? My ją tak właśnie obchodzimy, ale czy wszyscy !? Zacznijmy może od naszych zaprzyjaźnionych sąsiadów z zachodu, którzy zmyli już wszelki swoje winy wobec „nadwiślańskich Irokezów” rzucając w okolicy Bundestagu kamulec, o który już chyba wspominałem. Te kilkadziesiąt ton ekspiacji wystarcza. Więcej nie trzeba - „kein Geld fuer Polen und die Polen” i żadnego tam klękania i bicia się w piersi „das ist schon vorbei”. O ile mi wiadomo ważna telewizja ZDF nie wydusiła w rocznicę ani słowa na ten temat, podobnie zresztą jak Kanclerz Merz. Mają Nas w … głębokim poważaniu. A Nasza ofiara i straty materialne będąca skutkiem ich działań pozostają gdzieś tam na tylnych, mocno zakurzonych i zasnutych pajęczynami półkach w magazynach niemieckiej pamięci. Potwierdza to fakt, że złożona przez historyka Michaela Muellera propozycja przeprowadzenia uroczystej sesji Bundestagu w dniu 1 września została odrzucona przez szefową niemieckiego parlamentu Julię Kloeckner, która „…uznała co prawda historyczną winę Niemiec wobec Polski i wynikającą stąd odpowiedzialność do przepracowania w odpowiedni sposób niemieckich zbrodni. Nie stwierdziła jednak konieczności podjęcia przez stronę niemiecką dodatkowych działań…” (cyt. za Deutsche Welle). Wspomniany historyk też widzi luki w niemieckiej pamięci „…Większość Niemców ma świadomość winy za Holokaust, ale prawie nie ma pojęcia o ogromie wojny przeciwko Polakom i innym narodom regionu…Faktem jest jednak, że w porównaniu do innych punktów ciężkości niemieckiej polityki pamięci, sprawom niemieckich zbrodni w Polsce poświęca się mniej miejsca, niż należałoby…” (cyt. za Deutsche Welle). To jednak nadal niestety za mało jeśli chodzi o poważny dialog między społeczeństwami, na którym wszystkim powinno zależeć. Powtórzmy więc raz jeszcze klękanie przed pomnikami pomordowanych przez Niemców Polaków i przewożenie głazów to za mało. Potrzebna, jakby to banalnie nie zabrzmiało, prawda !
Tyle o sąsiadach, mogą robić co chcą wystawiając sobie takie lub inne świadectwa. Jest jeszcze jeden istotny element w tej dyskusji, który trzeba uwzględnić. My sami ! Znaczy się „My” ale bardziej „Oni”. O co mi chodzi ? Otóż po raz kolejny podczas porannych uroczystości na Westerplatte dochodzi do … nawet nie bardzo wiem jak to dobrze opisać, słowo skandal nie oddaje w pełni istoty kwestii. Kiedyś jakiś niemądry (eufemizm) urzędnik samorządowy bredził jak w gorączce o „…złym słowie Polaka…”, które wywołało wojnę (pisałem zresztą o tym, a gość mimo tej kompromitacji nadal sprawuje swoją funkcję). Teraz jego szefowa, jak po wypiciu całej „krówki”, opowiada o męczeństwie Leningradu (dla ułatwienia dodam , że kiedyś i dziś to St. Petersburg). Jaki był sens takiej narracji na Westerpaltte i tego wrześniowego dnia, trudno mi pojąć wątłym rozumem. Czy przypadkiem jednak nie jest to ściśle powiązane z tym o czym pisałem wyżej, fizycznym bałaganem w państwie, destruowaniem jego struktur, spychaniem prawdy (w tym przypadku szczególnie tej historycznej) na margines jako niepotrzebnego, w federalizowanej na siłę Europie, rekwizytu Polskości. W skład tejże wchodzą przecież budujące siłę państwa, a niewygodne dla „ultraliberałów” takie elementy jak szacunek dla Kościoła, wiara, chęć pracy dla kraju, uczciwość … . Kończąc zauważę jeszcze niewinnie, że dramat na St. Petersburg sprowadził sam Stalin wchodząc w alians z Hitlerem. Wart więc „Pac pałaca”, ale skąd pani Dulkiewicz ma niby o tym wiedzieć !?
Tradycyjnie zasugeruję, spróbujcie odpowiedzieć sobie Państwo sami na tak postawione pytanie
PIOTR ŁYSAKOWSKI
Gdzieś 4.09.26
============================================================================












