Publikacje
"...zrozumieć sens ofiary bł. ks. Jerzego Popiełuszki ...." świadectwo świadka
Zrozumieć księdza Jerzego.
Właściwie powinienem zacząć od - zrozumieć sens ofiary życia księdza Jerzego. Jednak nad tym można się zastanawiać, kiedy już zrozumiemy dlaczego stało się to, co się stało. Żeby zrozumieć księdza Jerzego i sens Jego ofiary trzeba koniecznie poznać jego historię, w tym i historię całego jego życia. Ale tu właśnie pojawia się problem. Do dziś nie ukazała się żadna w pełni wiarygodna biografia księdza. Owszem jest ich kilka, jedne bardziej uczone od drugiej, ale z żadnej nie dowiemy się jaka była prawdziwa historia posługi tego księdza, ani jego trudna droga do seminarium, w nim i po jego ukończeniu. Dane zamieszczone w tych biografiach oparte są głównie na oficjalnych zapisach, w tym i tych w kartotekach kościelnych. Tam wszystko jest też zapisane, jak trzeba… Najmniej dowiemy się z tych publikacji, o stosunku zwierzchników księdza do niego i jego działaności. Dziś oczywiście pojawia się już coraz więcej nieznanych świadectw i ktoś, kto się tym bliżej interesuje może sobie z grubsza poukładać fakty i jak to się mówi, połączyć kropki. 42 lata temu ja nie miałem takiego komfortu, musiałem sam przebijać się przez mur niewiedzy. Dla mnie pierwsze próby rozwikłania niejasności zaczęły się 20 października 1984 roku, a tak naprawdę w dniu ogłoszenia w dzienniku telewizyjnym, że z wód zalewu włocławskiego wydobyto zwłoki księdza Jerzego. Wtedy właśnie, chyba po raz pierwszy zadałem sobie pytanie - dlaczego. Dlaczego do tego doszło i komu zależało na tym, żeby ksiądz Jerzy zginął w tak dramatycznych okolicznościach. 20 października wszyscy myśleliśmy jeszcze, że doszło do porwania i wkrótce poznamy żądania porywaczy i wszystko będzie jasne. Stało się jednak inaczej i od 30 października trzeba było szukać jakiegoś logicznego uzasadnienia tego dramatu. Stało się to moim osobistym wyzwaniem.
19 października miałem pojechać z księdzem do Bydgoszczy. Późnym wieczorem w przeddzień wyjazdu zostałem powiadomiony telefonicznie, że na moje miejsce zgłosiły się dwie osoby, deklarując wolę towarzyszenia księdzu. Byli to znani działacze opozycyjni i księdzu zależało na ich obecności na spotkaniu. Niestety, żadna z tych osób nie stawiła się nazajutrz w umówionym miejscu, o ustalonej godzinie. Dalszy ciąg tej historii jest powszechnie już opisany w wielu, w tym i w moich opublikowanych tekstach. Przypomnę tylko, że do Bydgoszczy miało nas jechać kilka osób. Wszyscy podobnie jak ja, zostali przez księdza odwołani. W zasadzie na tym opisie tej historii można by zakończyć zainteresowanie sprawą. Tak postąpiło wielu z tych, którzy mieli towarzyszyć księdzu w tej podróży. Ja otrzymałem zapewnienie, że po powrocie z wyjazdu, ksiądz powie mi kto był powodem mojego odwołania i dlaczego ich towarzystwo było tak ważne. Stawiłem się więc rankiem 20 października i… Jak wiemy, ksiądz nie mógł już udzielić mi odpowiedzi. Ponieważ byłem bezpośrednio zainteresowany tym co i dlaczego się stało, rozpocząłem własne dochodzenie.
Muszę tu dodać, że od 1982 roku należałem do, tak naprawdę, nielicznego grona osób z najbliższego otoczenia księdza. Trafiłem do niego wiosną tamtego roku. Mój wyrzucony z pracy kolega, działacz Solidarności, potrzebował pomocy. Nie mialem nic wspólnego z polityką, a kościołem interesowałem się też tylko na tyle żeby wiedzieć, że trzeba czasem uczestniczyć w Eucharystii. Zajmowałem się wtedy zarabianiem pieniędzy we własnej firmie ogrodniczej, i swój czas poświęcałem rozwijaniu tej działalności. Jednak na prośbę kolegi pojechałem z nim na Żoliborz. Okazało się, że nie tylko on, ale i ksiądz też potrzebował pomocy. Konkretnie przy rozładunku i dystrybucji darów, które otrzymywał od europejskiej Polonii. Po krótkim wzajemnym zapoznaniu, natychmiast zajęliśmy się pomocą przy dystrybucji tych darów. Ksiądz Jerzy znalazł wkrótce pracę dla mojego kolegi i tak się stało, że został on jednym z najbliższych jego pomocników. Razem od tego czasu stanowiliśmy zespół wsparcia księdza i to do nas zwracał się on często, kiedy inni zawodzili. Od wiosny 1982 roku do października 1984 brałem udział we wszystkich ważniejszych wydarzeniach związanych z działalnością księdza Jerzego.
Jednak to dzień 19 października stał się datą graniczną od której dla mnie zaczęło się szukanie odpowiedzi na powyższe pytania - kto, dlaczego i jak to zrozumieć. Próby wyjaśnienia tych spraw zajęły mi kilka dziesięcioleci. Nie jest możliwe opisanie całej tej historii na kilku kartkach A 4. Oczywiście napisałem już kilkadziesiąt wielostronicowych tekstów o randze świadectwa, są one dostępne, ale dziś chodzi raczej o refleksję zawartą w tytule.
Już pierwszego dnia po porwaniu księdza, zacząłem spotykać się z ludźmi z jego otoczenia. Prowadziłem sporo rozmów, które pomagały mi rozpoznać wiele z istotnych problemów. Zebrałem dużo świadectw, w tym i takie, których nikt nigdy już nie odtworzy. Większość z moich rozmówców od dawna już nie żyje. Prawie nikt z nich nie zostawił zapisków, które dziś mogłyby pomóc badaczom tej sprawy. To między innymi dlatego czuję się w obowiązku podzielenia się tym co wiem o tej sprawie. Chcę wierzyć, że kiedyś przyda się to w dojściu do prawdy o przyczynach i samym akcie męczeńskiej śmierci, już dziś błogosławionego księdza.
Moja wiedza jest rozległa, ale mam problem z takim jej przedstawieniem, żebym i ja był zrozumiany. Zrozumieć sens ofiary księdza Jerzego, to jeden kłopot, a kolejnym jest zrozumienie świadka. Tu przywołam definicję papieża Franciszka:
„Świadek to ten, który widział, który pamięta i opowiada. Zobaczyć, pamiętać i opowiadać, to trzy czasowniki opisujące tożsamość i misję. Świadek to ten, który widział, ale nie obojętnym okiem; on zobaczył i zaangażował się w to wydarzenie. Dlatego pamięta, nie tylko dlatego, że potrafi dokładnie zrekonstruować wydarzenia, ale dlatego, że te fakty przemówiły do niego, a on zrozumiał ich głęboki sens.” ------ Ojciec św. Franciszek - Watykan, 19 kwietnia 2015 roku (Regina Coeli).
Tak - jestem przekonany, że fakty które poznałem przemówiły do mnie i zrozumiałem ich głęboki sens. Jednak ci, którzy zaplanowali przeprowadzenie operacji „Popiel” i ci, którzy przed październikiem 1984 r. przejeli jej realizację, zadbali też o to, żeby kogoś, kto zrozumie głęboki sens ich działaności pozbawić wiarygodności. Dokonano tego bardzo prostym zabiegiem. Najbliższego i zaufanego powiernika księdza Jerzego, który po porwaniu ich obu pod Górskiem, wyskokiem z samochodu przyczynił się do skomplikowania operacji porwania oraz dalszych planów jej zleceniodawców, oskarżono o współudział w zbrodni. Tak się składa, że był to ten sam od wielu dziesięcioleci mój bliski znajomy Waldemar Chrostowski, z którym wiosną 1982 roku pojechałem do księdza Jerzego, by pomóc w znalezieniu pracy dla niego.
To zupełnie bezpodstawne oskarżenie miało właśnie taki cel, żeby zapobiec jakimkolwiek próbom innej interpretacji tego co było zaprojektowane przez spiskowców. Chodziło konkretnie o blokadę powstania takich interpretacji w środowisku księdza Jerzego. Sprawiło ono, że podejrzeniem o współpracę z agenturą zostanie objęty każdy, kto podejmie się podważenia tych zarzutów. Od czasu publicznego oskarżenia Chrostowskiego o zdradę, wyrosło całe pokolenie entuzjastów tej sensacyjnej teorii. Na nic zda się więc logiczne obalanie irracjonalnych pomówień. Często pytam - cóż to za agent, który wskazując na swoich wspólników, wysyła ich na wieloletnie więzienie, a oni go o współpracę nie oskarżają? Ale to - jak grochem o ścianę.
Proces toruński powszechnie już uznany za komunistyczną manipulację wykazał, że zabójcami są trzej porywacze księdza. Jednak efekt dochodzenia prokuratora Andrzeja Witkowskiego, choć nie potwierdzony jeszcze procesowo w wiarygodny sposób dowodzi, że męczeństwo księdza trwało wiele dni. Coraz więcej osób w tym i tych z grona Rady Naukowej przy żoliborskim Muzeum ks. Jerzego jest przekonanych o tym, że w tej sprawie prokurator ma absolutną rację. W mojej opinii wiarygodność dochodzeń tego prokuratora, osłabia jednak właśnie bezpodstawne oskarżenie Chrostowskiego.
Nie wiem oczywiście z jakiego powodu, z czyjej inspiracji ten śledczy IPN zdecydował się na takie posunięcie. Najpewniej podsunął mu to zleceniodawca śledztwa. Chodzi o Gurgula, wysokiej rangi urzędnika ongiś prlowskiego ministerstwa sprawiedliwości. Ten były urzędnik, jeśli jeszcze żyje powinien mieć około 100 lat. Można się tylko domyślać, że miał on związek z pomysłami „minionego” systemu.
To wszystko ma o tyle znaczenie, że pokazuje uwarunkowania w jakich przyszło księdzu Jerzemu realizować swoją misję Bożego posłańca za życia, jak i teraz.
Jan Paweł II powiedział w czerwcu 1979 roku w Warszawie, że nie możemy zrozumieć tego miasta bez Chrystusa: „Kościół przyniósł Polsce Chrystusa - to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa”. Dalej JP II mówił: „ Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi. Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski - Tę regułę trzeba właśnie dziś zastosować i do zrozumienia księdza Jerzego. Trzeba zgłębić Ewangelię, żeby zrozumieć co stało się z nim, kiedy szatan wepchnął go w sidła machiny zła. Kiedy owej październikowej nocy 1984 roku zawleczono go przed sąd ludzi, którzy uzurpują sobie prawo do zmiany oblicza świata wedle ich bezbożnej wizji. Los Jezusa Chrystusa opisany w Ewangelii, jasno pokazuje kto i dlaczego ongiś zdecydował o skazaniu Go na śmierć. Podobnie było i z księdzem Jerzym. Różnica jest tylko taka, że nie poznaliśmy jeszcze składu sądu który wydał ten wyrok. Nie wiemy, kto był Annaszem, a kto Kajfaszem. Wtedy w Jerozolimie był Cezar i Sanhedryn i podjudzony lud. Dziś mieliśmy do czynienia z ludźmi władzy różnych ugrupowań i z masonerią, która tu i teraz pełni rolę starszych. Jak podzielono role, kto ostatecznie zdecydował o losie pojmanego - niestety jeszcze długo będzie okryte tajemnicą spiskowców.
Jan Paweł drugi przypominał jeszcze: „Chrystus nie przestaje być wciąż otwartą księgą nauki o człowieku, o jego godności i jego prawach. A zarazem nauki o godności i prawach narodu”. To właśnie o te prawa upominał się dziś już błogosławiony męczennik, ksiądz Jerzy Popiełuszko. Dla jego oprawców to właśnie było problemem -jednym z problemów…
Tak - dziś jestem pewny, że ksiądz Jerzy przeszedł przez życie śladami Chrystusa. Dlatego bez Chrystusa nie zdołamy zrozumieć sensu jego męczeńskiej ofiary. Z takim zrozumieniem mamy problem my zwykli ludzie, ale jak zrozumieć to, co po 41 latach od tej zbrodni dzieje się z się z hierarchią Kościoła. Kilka tygodni temu odbyła się w siedzibie Archidiecezji warszawskiej konferencja na której uczeni z tzw. Rady Naukowej przy Muzeum bł. księdza Jerzego dowodzili na podstawie analizy kopii filmowej z sekcji zwłok, że ksiądz Jerzy chyba nie był męczennikiem. Według uczonego z Krakowa, Jego męczeństwo w najlepszym wypadku miało trwać ledwie kilkadziesiąt minut, bo ksiądz zginął w wyniku uduszenia się kneblem w ustach.
Jestem świadkiem w procesie beatyfikacyjnym księdza Jerzego. Jestem też świadkiem w trwającym od dziesięcioleci śledztwie w sprawie o ustalenie inspiratorów tej, nazwanej przez wielu, zbrodni założycielskiej III RP. Poznałem życie księdza rok po roku, od dzieciństwa po tragiczną męczeńską śmierć i w żadnym razie nie zgodzę się z powyższą opinią, lansowaną przez taką, czy inną naukową radę. Zmontowany przez esbeckich specjalistów zapis, wykonanej w specjalnym miejscu sekcji zwłok, nie jest godny wiary.
Tak jak wspomniałem, znam odpowiedzi na wiele pytań w tej sprawie. Tym, którzy nie do końca zrozumieli to odniesienie do Ewangelii, podpowiem jeszcze - jest też kilka innych sposobów na rozwianie istniejących wątpliwości.
Prokurator Witkowski bez trudu wykazał, że ksiądz był wrzucony do wody 25, a nie tak jak to ogłoszono w Toruniu 19 października. Wynika z tego, że przez kilka dni od porwania był on męczony, najprawdopodobniej w bunkrze pod Kazuniem. To akurat można jednoznacznie wyjaśnić. Wystarczy zdecydować o poddaniu wnikliwym badaniom na okoliczność obecności pyłków ziemi i roślin, w zachowanej w doskonałym stanie sutannie księdza Jerzego. Można po 2 tysiącach lat zbadać całun turyński, to dlaczego nie sutannę? Tym którzy twierdzą, że nie jest to oryginał podpowiadam - są też dobrze zachowane i zabezpieczone pozostałe części garderoby. W czym problem? A raczej, kto ma problem z podjęciem stosownej decyzji....?
W jednym z białostockich kościołów przechowywane są jako relikwie, cudem ocalone przed utylizacją części ciała księdza pobrane do badań histopatologicznych. Są tam zakonserwowane próbki z serca oraz wątroby i wielu innych tkanek miękkich. Można je też poddać różnym analizom pomocnym w ustaleniu prawdy, zanim ostatecznie zostaną podzielone na cząstki do relikwiarzy. Do kogo należą w tych sprawach decyzje? Dysponentem tych szczątków jest Kościół. Czy nie lepiej polegać na wynikach takich badań, zamiast wzbudzać emocje, publiczną dyskusją nad wątpliwej jakości filmowym zapisem z, jak wiele na to wskazuje, tendencyjnie przeprowadzonej sekcji zwłok. Wyniki takich badań trzeba następnie upublicznić i zakończy się dyskusja, czy miejscem męczeństwa jest, czy nie jest Kazuń. W końcu trzeba jeszcze odnieść się do starej rzymskiej zasady - kto odniósł korzyść, ten winien. W tym przypadku oczywiście powinniśmy mówić - kto chciał odnieść korzyść, bo stara betonowa komuna, skutecznie zablokowała pomysł spiskowców na wywołanie ulicznych zamieszek.
Jezus powiedział do apostołów: „Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówią wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach”. Dlaczego nie wolno nam dziś głośno mówić o roli masonerii w spisku, którego celem jak wielu twierdzi, była budowa na bazie tej zbrodni, nowej, trzeciej już RP. Nie wolno - czy dlatego, że boimy się tak modnego dziś posądzenia o faszyzm, czy jak było w przypadku św. Maksymiliana Kolbe antysemityzm??? W tej samej cytowanej powyżej Ewangelii Jezus powiedział - „nie bójcie się ludzi…”.
Nikomu nie wolno umniejszać okrucieństwa męczeństwa, jakiemu został poddany bł. ks. Jerzy. Negacji jego męczeństwa usiłowała dokonać junta wojskowych generałów. Według prok. Witkowskiego ciało księdza wydobyto z wód zalewu, związano sznurami w uzgodniony z porywaczami sposób i usiłowano jakąś substancją zamaskować efekt zmasakrowanej twarzy i rąk. To co usiłowała ukryć junta jest zrozumiałe, ale dlaczego dziś próbują to robić ludzie Kościoła? To naprawdę trudno zrozumieć.
Optymizmem nastraja zachowanie błogosławionego księdza Jerzego. On podobnie jak św. Andrzej Bobola sam upomina się o prawdę. Robi to skutecznie poprzez szerzenie kultu. Wielu pyta - jak to jest możliwe, że na wszystkich kontynentach świata jest już sporo ponad dwa tysiące kaplic z jego relikwiami. A no - możliwe. Do nas jego świadków, wierzących w świętych obcowanie, należy wspieranie go w tym dziele. Wzrost tego kultu w takiej skali wyraźnie dowodzi, że jego ofiara ma znaczenie dla porządku całego świata. Świata, który coraz wyraźniej ulega presji antykościoła. W którym nachalnie promowana jest ideologia rzekomej wolności, równości i braterstwa, a konsekwentnie niszczona jest łacińska cywilizacja. Dlatego właśnie należy, jak najszerzej promować przesłanie tego Męczennika. Zapisał je w swoich ostatnich publicznie wygłoszonych słowach. „ Módlmy się byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. To jest testament i w tym jednym zdaniu zawiera się niemal cała jego ewangeliczna nauka. Do dziś jednak nie ma oficjalnego opracowania teologicznej wykładni tego przesłania. Nie ma też mowy o atrybutach tego męczennika. Wprawdzie wedle prawa, jest on czczony tylko lokalnie, ale czy te dwa tysiące kaplic na wszystkich kontynentach świata, nie zobowiązują uczonych teologów.
Dla nas dziś zobowiązaniem powinno być - Zrozumieć księdza Jerzego. Tylko jak to zrobić, skoro tak trudno zrozumieć świadka. Kiedy publikuję swoje świadectwa, często jestem pytany, czy nie powinienem pisać jaśniej i czy mam twarde dowody. I tu już zaczyna się problem. Zwykle to świadek jest dowodem. Oczywiście takie świadectwo można przyjąć, albo odrzucić. Tak przecież po wielu latach powstała Ewangelia…
Adam Nowosad - Warszawa, lipiec 2026 r.
--------------
Na fot. arch. red. , na transparencie widnieje napis: - "NIGDY NIE MOŻNA ZREZYGNOWAC Z WALKI O PRAWDĘ" słowa bł. ks. Jerzego Popiełuszki - przypis od red.: NIECH te słowa STANĄ SIĘ DROGĄ DLA NAS, WIERNYCH KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO - W SUMIENIU POSZUKUJMY PRAWDY O OFIERZE KS. JERZEGO, KIERUJMY SIĘ NAUKĄ, POSŁANIEM JAKIE NAM WSZYSTKIM POZOSTAWIŁ.
Amen.
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++













