Publikacje
Pan Jezus nie przestaje być obecny tam, gdzie zmieniają się przepisy
Felieton ks. Jarosława Tomaszewskiego „Panią i pana od religii wyrzucają ze szkoły” stawia katechetom pytania, których nie należy unikać. Czy rzeczywiście nie grozi nam sytuacja, w której dokumentacja, procedury, awans zawodowy, organizacja pracy i troska o formalny status przesłaniają tego, który jest najważniejszy – konkretnego młodego człowieka? Czy katecheza może być skuteczna bez żywej relacji, świadectwa wiary i gotowości do wejścia w realne pytania młodzieży? Oczywiście, że nie.
Jest jednak druga strona tego obrazu. Z przekonaniem można powtórzyć za autorem: „Bycie katechetą to powołanie, a nie zatrudnienie”. Nie oznacza to jednak, że powołanie jest alternatywą dla odpowiedzialności zawodowej, społecznej i obywatelskiej.
Warto pamiętać o całym człowieku. Katecheta może być człowiekiem powołanym do głoszenia Ewangelii, nauczycielem wykonującym konkretną pracę, obywatelem, ale także mężem i ojcem. Ma swoją rodzinę, za którą ponosi odpowiedzialność. Ma dzieci, które trzeba wychować, dom, o który trzeba się troszczyć, i zwyczajne zobowiązania, których nie można zawiesić w imię szlachetnego, ale oderwanego od rzeczywistości rozumienia powołania.
Troska o godne i stabilne warunki pracy nie jest więc automatycznie oznaką, że katecheta pomylił powołanie z zatrudnieniem. Może być również wyrazem odpowiedzialności za tych, którzy zostali mu powierzeni – także we własnej rodzinie.
Czy naprawdę należałoby powiedzieć świeckiemu katechecie, że troska o wymiar jego pracy, wynagrodzenie czy stabilność zatrudnienia jest mniej szlachetna dlatego, że jest on katechetą? Przecież ten sam człowiek ma obowiązek odpowiedzialnie utrzymywać rodzinę. Powołanie do katechezy nie znosi powołania do małżeństwa i rodzicielstwa.
Właśnie tutaj potrzebna jest Katolicka Nauka Społeczna. Przypomina ona, że troska o dobro wspólne jest jednym z wymiarów chrześcijańskiej odpowiedzialności. Nie kończy się ona na bezpośredniej pomocy konkretnemu człowiekowi. Obejmuje również troskę o instytucje, prawo i rozwiązania społeczne, które wpływają na życie całych wspólnot.
Chrześcijanin nie ma więc wybierać między osobistym świadectwem a odpowiedzialnością za rzeczywistość społeczną. Jedno powinno prowadzić do drugiego.
Dlatego zaangażowanie w debatę o miejscu religii i etyki w polskiej szkole nie musi oznaczać odejścia od misji katechety. Przeciwnie – może być jednym z przejawów odpowiedzialności za dobro wspólne.
Oczywiście istnieje zasadnicza granica: Kościół nie powinien utożsamiać swojej misji z konkretną partią polityczną ani podporządkowywać Ewangelii bieżącej walce politycznej. Katolicka Nauka Społeczna wyraźnie rozróżnia odpowiedzialność Kościoła i jego pasterzy od odpowiedzialności katolików świeckich, którzy działają jako obywatele – z własnej inicjatywy i na własną odpowiedzialność.
To rozróżnienie ma ogromne znaczenie w obecnym sporze o religię w szkole.
Obywatelski projekt ustawy „TAK dla religii i etyki w szkole” nie jest przecież projektem dotyczącym tego, jak ma wyglądać osobista relacja katechety z uczniem. Nie zastępuje Ewangelii ustawą ani misji nauczyciela przepisem. Dotyczy czegoś innego: ram instytucjonalnych, w których nauczanie religii i etyki może być realizowane.
Projekt zakłada m.in. dwie godziny tygodniowo religii lub etyki oraz wybór jednego z tych przedmiotów przez ucznia. Przewiduje także wliczanie oceny z religii lub etyki do średniej oraz ustawowe uregulowanie ich miejsca w systemie oświaty.
Można dyskutować nad każdym z tych rozwiązań. I właśnie na tym polega odpowiedzialność obywatelska. Nie można jednak uczciwie sprowadzać tej debaty do pytania, czy katechecie zależy bardziej na Chrystusie, czy na własnym stanowisku pracy.
To zbyt prosta alternatywa.
Bo co innego pytać, czy katecheta żyje swoim powołaniem, a co innego pytać, czy państwo tworzy warunki, w których to powołanie może być wykonywane.
Nauczyciel religii może mieć świetny kontakt z młodzieżą, znać Pismo Święte, umieć rozmawiać o wierze i być dla uczniów ważnym dorosłym. Ale jeżeli religia zostaje umieszczona na pierwszej albo ostatniej godzinie, ma jedną lekcję w tygodniu i funkcjonuje w szkolnej rzeczywistości jako przedmiot o mniejszym znaczeniu, są to bardzo trudne uwarunkowania jego pracy.
Można oczywiście powiedzieć, że dobry katecheta powinien przezwyciężyć wszystkie te trudności. Ale można też uczciwie zauważyć, że organizacja szkoły wpływa na odbiór każdego przedmiotu i na możliwości nauczyciela.
Dlatego pytanie o rozwiązania prawne nie jest wyłącznie pytaniem o „wygodę katechetów”. Jest pytaniem o to, jakie miejsce w publicznym systemie edukacji ma mieć religia i etyka oraz jak państwo rozumie wychowanie młodego człowieka.
Katolicka Nauka Społeczna nie zachęca katolików do wycofania się z takich kwestii. Przeciwnie – przypomina o odpowiedzialności świeckich za rzeczywistość doczesną. Państwo, szkoła, prawo czy polityka edukacyjna nie są obszarami, z których chrześcijanin powinien z definicji rezygnować. Są częścią świata, za który również ponosimy odpowiedzialność.
Jednocześnie ta odpowiedzialność nie oznacza klerykalizacji polityki. Kościół nie potrzebuje „swojej partii”, a katolicy nie muszą mieć jednego politycznego wyboru. Mogą natomiast – kierując się Ewangelią, rozumem i zasadami nauki społecznej Kościoła – angażować się w życie publiczne i oceniać proponowane rozwiązania z perspektywy dobra wspólnego.
To ważne również dla samych katechetów świeckich.
Nie jesteśmy wyłącznie wykonawcami decyzji podejmowanych gdzie indziej. Jesteśmy nauczycielami, obywatelami, członkami społeczeństwa, a często również mężami, żonami, ojcami i matkami. Mamy prawo zabierać głos w sprawach, które bezpośrednio dotyczą naszych uczniów, naszej pracy, naszych rodzin i kształtu edukacji.
Nie dlatego, że bronimy „swoich etatów”, ale dlatego, że mamy coś do powiedzenia o tym, jak powinno wyglądać wychowanie młodego człowieka i jakie warunki powinny mieć osoby, które się tego zadania podejmują.
W tym sensie troska o szkołę i jej rozwiązania prawne nie musi być przeciwieństwem troski o misję.
Jedno nie powinno zastępować drugiego.
Możemy – i powinniśmy – pytać, czy katecheza jest rzeczywiście żywym spotkaniem z człowiekiem. Czy katecheta potrafi słuchać młodych. Czy zna ich pytania, lęki i wątpliwości. Czy jego lekcja prowadzi do spotkania z Chrystusem, a nie tylko do realizacji programu.
Ale równocześnie możemy pytać, czy państwo właściwie organizuje przestrzeń dla religii i etyki. Czy szanuje prawa rodziców i uczniów. Czy przyjęte rozwiązania rzeczywiście służą edukacji i wychowaniu.
Jedno pytanie nie unieważnia drugiego.
Dlatego z jednym zdaniem felietonu ks. Tomaszewskiego można zgodzić się bez zastrzeżeń: szkoła jest jednym z terenów misji Kościoła, a nie całym światem tej misji.
Ale z tego, że szkoła nie jest jedynym miejscem ewangelizacji, nie wynika, że jej kształt nie ma znaczenia.
Jezus nie przestaje być obecny tam, gdzie zmieniają się przepisy. Ale chrześcijanie pozostają odpowiedzialni za to, jak urządzone są rzeczywistości, w których żyją.
Dlatego potrzebujemy dwóch rzeczy jednocześnie.
Potrzebujemy katechetów, którzy rzeczywiście traktują swoją pracę jak powołanie, a nie jedynie zawód. Potrzebujemy ludzi, dla których najważniejszy nie jest dziennik, dokumentacja czy status przedmiotu, lecz człowiek stojący przed nimi.
Ale potrzebujemy również katolików świeckich, którzy rozumieją, że odpowiedzialność za człowieka obejmuje także szkołę, prawo, politykę edukacyjną, dobro wspólne – i odpowiedzialność za własne rodziny.
Nie zamiast Ewangelii, lecz właśnie jako konsekwencję chrześcijańskiej odpowiedzialności za świat.
Być może właśnie tego rozróżnienia najbardziej potrzeba nam dzisiaj w rozmowie o religii w szkole.
Tomasz Sypniewski, nauczyciel religii, mąż i ojciec
Przy opracowaniu części dotyczącej odpowiedzialności katolików świeckich za życie społeczne korzystałem z wykładu biskupa Piotra Jareckiego pt. „Polityczne powołanie katolików świeckich a publiczna misja Kościoła”, KAI, 2023 – o odpowiedzialności chrześcijan za dobro wspólne i szczególnej roli katolików świeckich w życiu społecznym. TS
Tekst powyższej polemiki odnosi się do pierwszej wersji felietonu ks. Tomaszewskiego, która została pierwotnie opublikowana na łamach „Opoki”. Po interwencji Stowarzyszenia Katechetów Świeckich redakcja portalu Opoka zmieniła jego treść, usuwając m.in. część fragmentów dotyczących tożsamości katechety, jego powołania oraz relacji między misją katechetyczną a zawodowym i instytucjonalnym wymiarem pracy.
Niektóre z krytycznych sformułowań dotyczących katechetów pozostały jednak w opublikowanej wersji. Dla środowiska katechetów są one nadal kontrowersyjne i deprecjonujące, dlatego uznaliśmy, że przedstawienie odpowiedzi SKŚ pozostaje zasadne.
Publikowana polemika nie jest więc komentarzem do obecnej wersji felietonu słowo w słowo, lecz odpowiedzią na jego pierwotne brzmienie i zawarte w nim tezy.
redakcja












