Publikacje

Grzegorz Fels: Niepotrzebna POMOC

Wielu ludzi myśli, że aniołowie 
występują tylko na kartach Pisma Świętego czy w życiorysach świętych. Prawdę mówiąc, sam tak myślałem. Przynajmniej do czasu, kiedy osobiście doświadczyłem realnej, niezwykłej pomocy jednego z nich. Był początek sierpnia 1994 roku…


tekstGrzegorz Fels


Niepotrzebna POMOC

 

 

Mimo iż na plaży było ciepło, woda w Bałtyku miała jakoś wyjątkowo niską temperaturę. Skutecznie odstraszyło to innych amatorów morskiej kąpieli; ja jednak, mając w perspektywie rychły wyjazd, zacisnąłem zęby, postanawiając zamienić się w „morsa”. Skoro ludzie kąpią się nawet zimą, to dlaczego ja nie mogę tego zrobić w zimnej wodzie latem?

Po kilku dłużących się niemiłosiernie minutach organizm przyzwyczaił się do niskiej temperatury i mogłem bez przeszkód poddać się przyjemnemu niesieniu przez fale. Nie jestem jakimś rewelacyjnym pływakiem, więc starałem się nie wypływać za daleko w morze – ot, żeby woda sięgała do piersi. Miało być bezpiecznie. Rzucałem się z całą energią na grzbiet fali, poddając się jej łagodnemu niesieniu w stronę plaży. Potem znów wracałem na głębsze miejsce, trochę popływałem wzdłuż brzegu i znowu skok.

Trwało to wszystko może 40–50 minut. Powoli zaczynałem odczuwać zimno i lekkie zmęczenie. Czas było kończyć zabawę, morskie fale dały mi się już wystarczająco we znaki. Postanowiłem ostatni raz skoczyć na falę, nie zauważyłem jednak, że zmienił się prąd i fala zamiast do brzegu, wyniosła mnie w przeciwnym kierunku. Nie czułem już gruntu pod nogami. Nie było jeszcze tragedii, wystarczyło przecież popłynąć w kierunku plaży, jeszcze niedalekiej. Szybko się jednak przekonałem, iż jestem już na tyle zmęczony i zziębnięty, że nie potrafię pokonać przeszkody, jaką stanowiły załamujące się wysokie fale.

Położyłem się na wodzie, by dać odpocząć rękom i spróbować za chwilę ponownie. To był jednak błąd. Kiedy spokojnie leżałem, patrząc w niebo, prąd niepostrzeżenie znosił mnie coraz dalej i dalej w głąb morza. Gdy w końcu spostrzegłem, co się dzieje, byłem już tak oddalony od brzegu, że nie rozróżniałem twarzy odpoczywających tam ludzi.

Chciałem wołać o pomoc, ale odrzuciłem tę myśl, uznając, że nie warto, bo i tak nikt mego wołania z tej odległości i przy takich falach nie usłyszy. Pomysł machania w kierunku brzegu również, po chwili zastanowienia, wydał mi się pozbawiony sensu, stwierdziłem bowiem, że nawet jeśli ktoś to zobaczy – co i tak uważałem za wątpliwe – to pomyśli, że pozdrawiam jakiegoś znajomego na plaży. Ratowników nie było, bo plaża była niestrzeżona.

Kilka razy zanurzając się pod wodę, czułem w ustach jej słonawy smak. Z największym już wysiłkiem utrzymywałem się na powierzchni, pokonując zmęczenie i coraz bardziej nasilający się ból w rękach. Czy była jeszcze jakaś realna szansa na ratunek? Patrząc po ludzku – nie!

 

Żegnam się z życiem

Przyjąłem tę myśl ze spokojem. Leżąc na powierzchni wody, na wznak, czułem, że nieuchronnie zbliża się mój koniec. O dziwo, nawet szybko się z tą myślą pogodziłem (bo cóż innego mogłem wtedy zrobić?). Nie czułem lęku przed śmiercią, lecz co najwyżej złość na siebie, połączoną z żalem, że to już koniec. Miałem wtedy dopiero 31 lat, kto w tym wieku chce umierać? Ale co zrobiç, jeÊli trzeba… – westchnąłem w duchu.

Pomyślałem o żonie: Jak ona sobie teraz sama poradzi z maymi dzieçmi? Co zrobi, kiedy nie doczeka si´ na mój powrót? Co za pech, przed samym powrotem do domu tak si´ urzàdziç!

Patrząc ze spokojem w niebo, pomyślałem: Ciekawe jak tam jest, po drugiej stronie ˝ycia? Niedugo si´ o tym przekonam; mo˝e ju˝ za jakieÊ 2–3 minuty? R´ce ju˝ mam takie sabe, ˝e du˝ej nie wytrzymam, zresztà i tak nie ma sensu walczyç z tym, co nieuchronne. Po co jeszcze dodatkowo si´ m´czyç?

Jako osoba wierząca – a byłem wówczas początkującym katechetą – zrobiłem rachunek sumienia i wyraziłem żal za grzechy. Musiałem się przecież przygotować na spotkanie z Panem, miałem na to tylko chwilę!

No, teraz ju˝ chyba jestem gotowy – pomyślałem. – Nikt nie wie, ˝e ton´, wi´c nie ma co czekaç na ratunek. Jak jeszcze raz pràd wciàgnie mnie pod wod´, to si´ nie broni´. Niech ju˝ szybko b´dzie to, co i tak ma byç!

 

Nieoczekiwana pomoc

Kiedy już tylko czekałem na chwilę, aż ostatecznie wciągnie mnie morska toń, przez głowę przemknęły mi słowa, które do dziś pamiętam bardzo wyraźnie: Panie Bo˝e, jeÊli mnie do czegoÊ potrzebujesz, to mnie uratujesz! Mnie samego one zaskoczyły, ale jednocześnie wyrwały z apatii i wlały w serce jakąś nieokreśloną bliżej, wydawałoby się bezpodstawną, nadzieję. Nadzieję, że coś się może zdarzyć, że to jeszcze nie koniec.

Dobra – powiedziałem sam do siebie, bez większego przekonania – zbior´ jakoÊ resztki si i ostatni raz spróbuj´ popynàç w kierunku brzegu. Gdy podjąłem tę decyzję, zauważyłem, że ktoś do mnie podpływa. Pomyślałem z przekąsem, że to jeszcze jeden amator zimnej kąpieli. Do głowy mi nawet nie przyszło, aby go prosić o ratunek. Gorzej! Kiedy samotny pływak zrównał się ze mną i zapytał, czy mi pomóc, ja zamiast natychmiast przytaknąć, odpowiedziałem grzecznie: Nie, dzi´ki, dam rad´. Posłałem mu wymuszony uśmiech i chciałem płynąć dalej. Młodzieniec uśmiechnął się i odrzekł spokojnie, ale dość stanowczo: Ja panu pomog´. Prosz´ si´ mnie zapaç i wspólnymi siami dopyniemy do brzegu. Już nie protestowałem. Posłusznie objąłem mego wybawcę ramieniem i ze zwiększoną mocą ruszyliśmy razem wpław w kierunku plaży.

 

Powrót na brzeg

Nie wiem, jak to się stało, ale dziwnie szybko pokonaliśmy dosyć znaczną, dzielącą nas od brzegu, odległość. Wtedy się jednak nad tym nie zastanawiałem. Miałem wrażenie, że minęła krótka chwila, kiedy mój młody ratownik zapytał: Czuje pan ju˝ dno pod stopami? Prosz´ sprawdzić. Czułem! O Matko! Jestem uratowany! – przemknęło mi przez głowę. Jak niesamowite było to uczucie! Jak przyjemnie było czuć piasek pod nogami! Zdałem sobie sprawę, że do brzegu jest już bardzo blisko.

Tam zaś widoczne było wyraźne zamieszanie. JakaÊ akcja ratunkowa czy co? – pomyślałem, przyglądając się dwóm ratownikom, z których jeden zakładał na siebie w pośpiechu pas z przymocowaną liną, po czym wbiegł do morza, a drugi asekurował go z brzegu, popuszczając stopniowo linę. Ludzie powstawali ze swoich grajdołków i z wyraźnym zaciekawieniem przyglądali się całej akcji. Przyszło mi na myśl, że to ja jestem powodem całego zamieszania. Poczułem się nieswojo, bo wszyscy się na mnie gapili. Zawstydzony sytuacją, spuściłem głowę. Pomoc ratowników z plaży okazała się zbyteczna, o własnych siłach wychodziłem już bowiem z wody. Żona podbiegła, pytając, jak się czuję. Któryś z plażowiczów podał mi kubek kawy z termosu.

Po krótkiej chwili odpoczynku, kiedy doszedłem do siebie, szybko wstałem, żeby podziękować mojemu wybawcy. Zawdzięczałem mu przecież życie. Zacząłem się rozglądać wokół siebie, lecz nigdzie go nie było. Pytałem żonę, przyjaciół – nikt nie mógł go znaleźć. Zniknął! Zresztą jeszcze wcześniej niż ja chciała mu podziękować moja żona, ale i ona nie mogła go już znaleźć. A przecież przynajmniej przez chwilę powinien gdzieś tu w pobliżu być, choćby tylko po to, żeby się wytrzeć i ubrać! Dziwne…

Kto to mógł być? Ratownik z kolonii? Tylko że żadnej kolonii na plaży w tym czasie nie było. Samotny, przypadkowy amator morskiej kąpieli? Pytania te pozostawiłem wówczas bez odpowiedzi.

 

Jak to wyglądało?

A skąd na niestrzeżonej plaży wzięli się dwaj ratownicy – ci, którzy podjęli spóźnioną nieco akcję ratunkową?

Otóż gdy jeszcze spokojnie kąpałem się w morzu, ciesząc się wysoką falą, na plaży pojawili się nasi przyjaciele, sąsiedzi z Rudy Śląskiej, Basia i Czesław. Kiedy fala zniosła mnie na większą odległość, żona zaczęła się niepokoić. Czuła, że dzieje się coś niedobrego, bo nigdy tak daleko nie wypływałem. Swoimi obawami podzieliła się z przyjaciółmi, którzy ulokowali się obok naszego koca. Czesiek, patrząc w moim kierunku, starał się ją uspokoić, jednak moja żona obstawała przy swoim. Nakłoniła nawet jakiegoś plażowicza z żółtą dmuchaną łódeczką, by wypłynął mi na ratunek. Biedak, zaciskając z zimna zęby, wszedł do morza i starał się tym czymś do mnie dopłynąć. Podobno kilka razy ponawiał próbę, lecz za każdym razem znosiło jego łódeczkę w stronę brzegu. Ostatecznie skapitulował.

W tym czasie moja żona zdołała przekonać Cześka, żeby pobiegł po pomoc do najbliższego miejsca, gdzie mogliby znajdować się ratownicy. Sama z niepokojem obserwowała, jak w oddali walczyłem z żywiołem, czasami znikając z pola widzenia, to znów pojawiając się na wodzie. Czując narastającą bezradność, zaczęła się modlić, żebym wytrzymał, aż nadciągnie pomoc.

Wówczas zauważyła młodego mężczyznę, który niespiesznie wchodził na plażę. Spokojnie podszedł do brzegu, zdjął koszulkę i spodnie, po czym od razu wszedł do morza. Szybko popłynął prosto w moim kierunku. Co było dalej – już wiecie. Mój ratownik odholował mnie na brzeg, gdzie krzątali się tamci dwaj, sprowadzeni przez Cześka.

 

To musiał być anioł!

Po południu poszedłem na dworzec PKP, żeby kupić bilety do domu. Wstąpiłem też do kościoła, aby podziękować za podarowane „drugie życie”. Po drodze odwiedziłem znajomego księdza, któremu przy herbatce opowiedziałem całą historię. Wysłuchał mnie z uwagą, stwierdzając, że miałem wyjątkowe szczęście, bo lokalne media podały, iż tego dnia w wodach Bałtyku utonęło kilka osób. I pomyśleć, jak niewiele brakowało, abym był jedną z nich!

Zajrzałem jeszcze do przykościelnego sklepiku i kupiłem sobie metalowy znaczek przedstawiający gołąbka i tęczę: symbol Ducha Świętego i biblijny symbol pojednania człowieka z Bogiem. Chciałem mieć jakąś namacalną pamiątkę tego niezwykłego dnia. Długo nosiłem ten znaczek przypięty do klapy marynarki i nadal mam go w domu. Zawsze gdy na niego spojrzę, przypomina mi się to niezwykłe zdarzenie sprzed lat.

Może osoby powątpiewające w anielską pomoc zapytają, co każe mi myśleć, że to był akurat anioł, a nie np. ratownik, który przyszedł sobie w wolnym czasie na plażę – jak sam zresztą sobie tłumaczyłem. Otóż wierzę, że Bóg ingeruje w nasze życie bardzo subtelnie, często wręcz niezauważalnie. Czy naprawdę wszyscy by uwierzyli, gdyby ten anioł przyleciał do mnie prosto z nieba, trzymając w dłoniach jakieś złociste koło ratunkowe? Mógłby mi je zrzucić i pociągnąć do brzegu – ale by się ludziska na plaży dziwili! A jeszcze jakby ktoś tę niesamowitą akcję ratunkową filmował, to byłby dopiero telewizyjny show! Należy jednak przypuszczać, że nawet wówczas wielu telewidzów uznałoby to za jakiś żart filmowy, a obecni na plaży ateiści wmawialiby sobie, że mają udar słoneczny i omamy wzrokowe.

Tu zaś niby zwykła, banalna historia jakich wiele. Kto z obecnych na plaży zobaczył w niej pomoc anioła? Założę się, że nikt! Zastanowiło mnie tylko, skąd ten facet wiedział, że tonę, kiedy tego nie było widać? Kto go poprosił o pomoc? Dlaczego się nie spieszył? Tamci dwaj ratownicy bardzo szybko się uwijali…

Może nie wyglądało to jak w trzymającym w napięciu amerykańskim filmie akcji, ale znalazł się przy mnie dosłownie w ostatnim momencie, kiedy poprosiłem Boga o ratunek. Dlaczego nie dał się zmylić moim zapewnieniom, że „dam sobie radę”, i pomógł mi? Przypadkowy pływak raczej by odpłynął.

A gdzie zniknął, kiedy dosłownie kilka minut po wyjściu z wody chciałem mu podziękować? Nikt w tym małym zamieszaniu nie widział, żeby się oddalał.

Jeśli ktoś jednak woli wierzyć w jakiegoś ratownika jasnowidza, z góry zakładając, że aniołowie nie istnieją, to już jego sprawa. Ja natomiast wiem, że mam dług u Pana Boga. Jako katecheta i katolicki publicysta staram się go swym życiem spłacać, głosząc Dobrą Nowinę.


Artykuł ukazał się w majowym numerze miesięcznika "Egzorcysta"

 

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

Boże Narodzenie 2022 - życzenia od KSD

Przebaczenia ran, Zapomnienia win, Zagojenia serc,   Chrystus narodzi się   Nasza nadzieja na pokój, Obietnica miłosierdzia, Zapowiedź zbawienia.   Dziennikarzom, współpracownikom, czytelnikom  radosnego roku 2023  życzy  Zarząd Główny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

23-12-2022 Aktualności

Czytaj więcej

Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętsz…

Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny jest jednym z najważniejszych uroczystości religii katolickiej, obchodzone jest 8 grudnia a wraz z nią celebrowana jest postać Matki Bożej, zgodnie z liturgią kościoła. ...

18-12-2022 Aktualności

Czytaj więcej

Zagadki życia Księdza Henryka Kardynała …

Zagadki życia Księdza Henryka Kardynała Gulbinowicza, cz. 2 https://vimeo.com/778326944  

06-12-2022 Aktualności

Czytaj więcej

Zagadki życia Księdza Henryka Kardynała …

KSD zaprasza do wysłuchania 1.części konferencji zorganizowanej przez KSD & SWS - https://vimeo.com/774043803

28-11-2022 Aktualności

Czytaj więcej

AKCJA POMOCY I ZBIÓRKA DLA BATALIONÓW …

Witam Wszystkich, Nie będę się za dużo rozpisywał. Wszyscy wiemy jaka jest sytuacja na Ukrainie, również w temacie zaopatrzenia czy to ludności cywilnej czy dla oddziałów wojskowych. Zapewne w okresie grudniowym wiele...

16-11-2022 Aktualności

Czytaj więcej

zbliża się Adwent...

Prostujcie ścieżki dla Niego… (Mk 1,3b) Początki Adwentu sięgają IV wieku; w Galii i Hiszpanii trwał on wówczas trzy tygodnie, wyróżniał go klimat ascetyczny, praktykowano post. Dwa stulecia później Rzym wprowadził...

14-11-2022 Aktualności

Czytaj więcej

korespondencja z Watykanu - Uroczystości…

  Z okazji liturgicznego wspomnienia Ojca Świętego Jana Pawła II, 22 października odbyło się w kościele polskim w Rzymie, nabożeństwo i Msza Święta oraz został zorganizowany wieczór z myślą o Papieżu...

24-10-2022 Aktualności

Czytaj więcej

List otwarty do Rektora UW - p. Katarzy…

Zamieszczamy List otwarty p. Jacka Wójcika - wielkiej wagi w obronie wiary, Kościoła, dekalogu.  [dodajemy pod Listem załączniki dot. Listu, t.j.  dwa zdjęcia stron 1 i 5 oryginału Listu oraz załączniki...

22-10-2022 Aktualności

Czytaj więcej

"Róża dla męża" - świadectwo P…

Podarować Mężowi Różę modlitwy - Świadectwo Pani Karoliny Pani Karolina była przywiązana do Nowenny Pompejańskiej, gdyż jak zaznacza, kiedy kończyła jedną, zaczynała kolejną. Jak zaświadcza: Bóg przez wstawiennictwo Maryi działał cuda w moim...

22-10-2022 Aktualności

Czytaj więcej

ws prawdy o katastrofie smoleńskiej - Li…

KSD publikuje nin. tekst i historię korespondecncji - na prośbę prof. Witakowskiego, któremu nie tylko autor nierzetelnego tekstu nt Tragedii Smoleńskiej odmówił sprostowania , nie...

20-10-2022 Aktualności

Czytaj więcej

List prof. Piotra Witakowskiego do red. …

KSD publikuje nin. tekst i historię korespondecncji - na prośbę prof. Witakowskiego, któremu nie tylko autor nierzetelnego tekstu nt Tragedii Smoleńskiej odmówił sprostowania , nie...

20-10-2022 Aktualności

Czytaj więcej