Strona główna

1.czerwca 2016 zmarła Maria Jedlińska-Adamus

Zmarła Maria Jedlińska-Adamus

Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 1 czerwca 2016 roku zmarła Maria Jedlińska-Adamus, założycielka wydawanego w latach 1995-2005  tygodnika „Nasza Polska”, prezes Wydawnictwa Szaniec, córka Żołnierza Niezłomnego Władysława Jedlińskiego ps. Nemo, autorka książki „Bohaterowie i kaci. Moje wspomnienia”.

 

 

 Odeszła do końca stojąc na straży służbie Polsce. Podczas wygłaszanej prelekcji w Klubie „Cudzysłów” w  siedzibie Domu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich opowiadała o latach trudności, z którymi borykał się tygodnik „Nasza Polska”.

Uhonorowana m.in. Nagrodą Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy za niezłomną dziennikarską wierność Bogu i Ojczyźnie, medalem Epoki Czynu za konsekwencję obrony polskiej racji stanu, nagrodą „Animus et Semper Fidelis” Polskiego Stowarzyszenia Morskiego-Gospodarczego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego za szczególne zasługi w obronie wartości narodowych w wydawaniu tygodnika „Nasza Polska”, w ostatnim czasie -„Krzyżem Golgota Wschodu” przyznanym przez Australijskie Stowarzyszenie „Nasza Polonia” podczas XIX Forum Polonijnego w Toruniu.

Ocalone od zapomnienia wspomnienia Marii Jedlińskiej-Adamus

 

W wydanych w 2014 roku wspomnieniach pisała: „Znając dramatyczne przeżycia członków mojej rodziny w okresie stalinowskim i słuchając opowieści innych wspaniałych, wielkich bohaterów walki o niepodległość Polski, którzy przeżywali podobne tragedie, postanowiłam założyć gazetę, aby nie dopuścić do ich zapomnienia i opisać je”. Jak pisała, pragnęła „pokazać, jakie straszne tortury i cierpienia spotkały ludzi, którzy pragnęli walczyć o wolną, suwerenną Polskę, nie zgadzali się na sowiecką niewolę i zwalczali zdrajców, sprawujących rządy w imieniu obcego mocarstwa”.

W sumie dziewięć najbliższych osób Marii Jedlińskiej-Adamus zostało skazanych za służbę Polsce, m.in.  przy Rakowieckiej w Warszawie przez blisko 10 lat więziony był jej ojciec, II Zastępca Szefa Oddziału Informacyjnego w IV Zarządzie Głównym WiN.

Maria Jedlińska-Adamus  (1932-2016) – niezłomna dziennikarka i redaktorka, prezes wydawnictwa Szaniec, wydawca tygodnika „Nasza Polska”. Ciężko doświadczona od młodości przez system komunistyczny. Założony przez nią i wydawany przez 20 lat ogólnopolski tygodnik polityczno-społeczno „Nasza Polska” (1995-2015) był dziełem jej życia. Publikowało w nim wielu znanych autorów, jak ks. Stanisław Małkowski, Stanisław Michalkiewicz, Tadeusz Płużański, Leszek Żebrowski, czy Wojciech Reszczyński. Z kolei książka „Bohaterowi i kaci. Moje wspomnienia” opowiada o jej życiu i narodowej misji jaki widziała w swojej działalności i prowadzeniu „Naszej Polski”.

Redakcja „Naszej Polski” łączy się w głębokim bólu z Rodziną śp. Marii Jedlińskiej-Adamus. Polecamy duszę śp. Pani Marii w modlitwie. O szczegółach pogrzebu poinformujemy wkrótce.

Fot. MK  - tekst z NASZA POLSKA

List otwarty do przywódców SLD - w obronie życia

Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'images/Załącznik pocztowy.jpg'
There was a problem loading image 'images/Załącznik pocztowy.jpg'

Załącznik pocztowy

 

W 60-tą rocznicę narzucenia Polsce zbrodniczej ustawy aborcyjnej

 

List otwarty do Przywódców Sojuszu Lewicy Demokratycznej

27 kwietnia 1956 roku – w warunkach ostrego terroru – narzucono Polsce ustawę dopuszczającą zabijanie nienarodzonych dzieci. Zniewolony Sejm – „wybrany” jeszcze za życia ludobójcy Józefa Stalina w 1952 roku – przegłosował ustawę zezwalającą na praktycznie nieograniczone przerywanie ciąży – zabijanie poczętych dzieci.

W ten sposób komuniści polscy, drogą ustawy państwowej, zrealizowali dyrektywę komunistycznego zbrodniarza W. I. Lenina, w której domagał się „bezwarunkowego zniesienia wszystkich ustaw ścigających sztuczne poronienia”. Lenin był pierwszym europejskim przywódcą, który zalegalizował zbrodnię aborcji. Miało to miejsce w Związku Sowieckim w listopadzie 1920 roku.

Przez długie lata PRL-u komunistyczna cenzura blokowała naukową, medyczną prawdę o życiu człowieka przed narodzeniem, o procedurze aborcji, o katastrofalnych wręcz psychicznych i fizycznych skutkach aborcji dla kobiety. Komunistyczne służby specjalne, sądy i ówczesna administracja na różne sposoby – łącznie z zamykaniem w więzieniach – prześladowały tych, którzy odważnie bronili życia nienarodzonych dzieci.

Dopiero 7 stycznia 1993 roku, w nowych warunkach politycznych, Sejm RP anulował aborcyjną ustawę i przyjął prawo chroniące życie poczętych dzieci, niestety z trzema tzw. wyjątkami.

Postkomuniści odzyskawszy pełnię władzy ustawodawczej: większość w Sejmie i Senacie, a prezydentem był wówczas A. Kwaśniewski, szybko – 20 listopada 1996 roku – przywrócili legalizację aborcji praktycznie „na żądanie”, czyli – poprzez ustawę państwową – zrealizowali ponownie wytyczną W. I. Lenina. Dopiero Trybunał Konstytucyjny, decyzją z dnia 28 maja 1997 roku, przywrócił poczętym dzieciom prawną ochronę życia.

Przez całe dziesięciolecia PRL-u komunistyczna cenzura uniemożliwiała przekazanie ogółowi społeczeństwa uzasadnienia prawa do życia i definicji aborcji:

Życie człowieka zaczyna się w momencie poczęcia. To fakt naukowy, niepodważalny i tak oczywisty, że podawany w podręcznikach do V klasy szkoły podstawowej. Jeżeli życie człowieka zaczyna się w momencie poczęcia, to przerwanie tego życia, zniszczenie go obojętne w jaki sposób, obojętne jaką metodą, obojętne czy po tygodniu, jednym miesiącu, trzech lub siedmiu po poczęciu, będzie zawsze zniszczeniem życia człowieka, czyli mówiąc krótko – zabójstwem. Żadne stanowione przez parlament prawo nie może „zezwalać” na bezkarne zabijanie absolutnie niewinnych i skrajnie bezbronnych ludzi – poczętych dzieci.

Aborcja to zniszczenie – różnymi metodami – życia człowieka w okresie od poczęcia do urodzenia. Dodajmy, że nienarodzone dziecko już od drugiego miesiąca życia w łonie matki reaguje na bodźce zewnętrzne, odczuwa ból, a jest zabijane bez żadnego znieczulenia.

Moje szczególne zdziwienie budzą obecnie ponawiane próby środowisk lewicowych i feministycznych ponownej legalizacji aborcji „na żądanie” czyli zrealizowania poprzez ustawę państwową wytycznej komunistycznego zbrodniarza W. I. Lenina.

Mimo wszystko pragnę ten „List otwarty” do aktualnych przywódców SLD zakończyć optymistycznie. Mam nadzieję, że w SLD znajdują się działacze, którzy we współczesnej Polsce odrzucą zbrodniczą dyrektywę sowieckiego dyktatora i uznają ogólnoludzki, ponadwyznaniowy imperatyw etyczny: nie wolno zabijać absolutnie niewinnych i bezbronnych ludzi: także poczętych, nienarodzonych dzieci.

SLD potrafiło się wyzwolić z doktrynerstwa marksistowsko-leninowskiego w dziedzinie ekonomii. Przez całe dziesięciolecia studiowano, nauczano niedorzeczności „ekonomii marksistowsko-leninowskiej”. Dzisiaj nikt odpowiedzialny z kręgów SLD nie promuje ekonomicznych „wskazań” Lenina, Marksa czy Engelsa.

Czas najwyższy odrzucić zbrodniczą dyrektywę W. I. Lenina w odniesieniu do aborcji.

 

dr inż. Antoni Zięba

prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka


dopisek KSD, z listu p. Prezesa dr inż. Antoniego Zięby:

Przesyłam list otwarty do przywódców Sojuszu Lewicy Demokratycznej w 
60-tą rocznicę narzucenia Polsce zbrodniczej ustawy aborcyjnej, z 
serdeczną prośbą o zapoznanie się z nim i jego jak najszersze 
rozpropagowanie.

Łączę wyrazy szacunku.

Szczęść Boże!/
/

prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka
wiceprezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia

 

Więcej informacji na: www.pro-life.pl 
Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka
/organizacja pożytku publicznego KRS 0000140437/
ul. Krowoderska 24/1, 31-142 Kraków

biuro: ul. Krowoderska 24/6, 31-142 Kraków
tel./fax (12) 421-08-43, e-mail: biuro@pro-life.pl



myśli Ojca Golli, SVD - Umieranie 2010

Umieranie

 

Ks. Piotr Pawlukiewicz w 6 rocznicę katastrofy smoleńskiej:

„Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.”

 

Z myślą o owych 96, którzy zginęli.

To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy.

Jest odwrotnie – oni żyją, a my umieramy.

 

W rozpoczynający się rok 2010, pewien dziennikarz zapytał prezydenta Lecha Kaczyńskiego jakie ma plany na ten rozpoczynający się Nowy Rok. Na to Pan prezydent odpowiedział:

Wszystko, co mnie dobrego w życiu spotkało, spotkało mnie z zaskoczenia. Moje doświadczenie mówi mi, że nie warto planować.

 

Cuda opisane w Ewangeliach wskazują na to, że nasz Bóg nie umie dawać mało.

[Ojciec Golla, SVD - kwiecień 2016]11141196 818631048270833_680605784066722466_n

Czego nie powiedział gen. Kiszczak ? cz. II - Adam Nowosad

20 marca 2016 r. Warszawa.

 

Jeszcze kilka wyjaśnień do komentarza listu Kiszczaka.

Tak to już jest, że nie można w krótkim komentarzu rozwinąć wszystkich wątków związanych z niezwykle skomplikowanymi okolicznościami zbrodni na księdzu Jerzym. Ponieważ pojawiło się kilka wątpliwości, a nawet zarzutów, postanowiłem napisać o tych niezbyt jeszcze jasnych aspektach. Pytano mnie jak wytłumaczyć fakt, że emerytowany generał akurat po upływie 18 lat od toruńskiego procesu postanowił tak ostro skrytykować próby jego podważania. Jeśli zatem po lekturze mojego komentarza, z początku marca 2016 roku nie jest to dostatecznie jasne, postaram się nieco precyzyjniej rozwinąć tę oraz kilka innych kwestii. W świetle ostatnich wydarzeń związanych z szafą Kiszczaka, wyraźnie widać, że takie zachowanie generała było aktem uprzedzającym, mającym zapobiec dalszym niebezpiecznym igraszkom IPN. Dziś powszechnie już wiadomo, że w Magdalence, czy też w willi na ul. Zawrat, zawarto układ zapewniający generałom zarówno tytuł ludzi honoru, jak i pełne dożywotnie bezpieczeństwo. Co więc tak niepokoiło generała w 2003 roku? Moim zdaniem, odpowiedzi należy szukać w samym IPN, a konkretnie w jego przyzwoleniu na to właśnie śledztwo prokuratorskie. Przypomnę, prezesem tej instytucji był wówczas Leon Kieres, dzisiejszy sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Jednakże realnych źródeł umocowań prokuratora IPN, (Witkowskiego) który zaatakował Kiszczaka trzeba upatrywać w składzie rady Instytutu. To właśnie z nią związana jest tajemnica przesilenia, do jakiego doszło pomiędzy stronami układu z Magdalenki. Przychodzi mi na myśl, że otwartym listem  Kiszczak dyskretnie przypomina mocodawcom prokuratora Witkowskiego (kimkolwiek oni byli) i daje do zrozumienia, że próby ukazania w innym świetle okoliczności zbrodni, dziś przez wielu nazwanej zbrodnią założycielską III RP, są działaniem „jałowym”.

 Jestem przekonany, że ujawnione ostatnio materiały są jedynie próbką tego wszystkiego, co zgromadzono na każdą ze stron układających się w Magdalence. W 2003 roku generał tylko sygnalizował sygnatariuszom, że w tej sprawie nikt nie może posunąć się dalej niż to ustalono w Toruniu. To, jak się wydaje w pełni zasadne ostrzeżenie, jest jedynym usprawiedliwieniem niemocy jakiej doświadczają wszyscy, którzy z mniej lub bardziej zasadnych powodów chcą podważyć toruńskie decyzje. Nie, żebym popierał, czy ganił w tym momencie akurat prokuratora Witkowskiego, czy jego licznych już apologetów. Zdecydowanie nie, to przecież dzięki aktywności tych osób można dziś podać w wątpliwość wiele z uzgodnionych w Toruniu szczegółów przyjętej tam wersji zbrodni. Paradoksalnie, również działalność Witkowskiego jest dla sprawy bardzo pożyteczna i gdyby nie zasygnalizowany finał tego dochodzenia, czyli planowane oskarżenie tylko jednej ze stron układu z Magdalenki, należałoby ją poprzeć. Jestem świadkiem wydarzeń poprzedzających przygotowania do morderstwa księdza, po wielokroć opisywałem już niemal wszystkie znane mi jej mechanizmy i związane z nimi okoliczności. Zapewniam, cała moja wiedza jednoznacznie przeczy dotychczasowym  ustaleniom, zarówno tym oficjalnym, Kiszczakowym, jak i niektórym z dokonanych przez prok. Witkowskiego. Twierdzę, że ani jeden ani drugi „śledczy” nie byli zainteresowani rzetelnym, wieloaspektowym dochodzeniem. Dziś wiem też, (niestety) że żadna ze stron nie była i (jeśli, pomimo zmiany władzy pozostaną w mocy okrągłostołowe pakty) nie będzie nim zainteresowana. To, co aktualnie obserwujemy, jest dalszym ciągiem rozgrywek między frakcjami służb, co ciekawe, nadal precyzyjnie monitorujących środowisko księdza Jerzego. Kiszczak w 1984 roku poruszył kilka resortów, żeby udowodnić, że nie ma nic wspólnego z tą zbrodnią. Natomiast Witkowski kilka lat później z jakiegoś powodu postanowił udowodnić, że jest wprost przeciwnie. Ani jedno, ani drugie śledztwo nie miało nic wspólnego z dążeniem do ukazania pełnej prawdy o tej zbrodni. Warto jeszcze wspomnieć, że o ile Kiszczak dysponował większym zbiorem informacji „w sprawie”, (i zapewne zachował wystarczające na to dowody) to już prok. Witkowski sprawia wrażenie dziecka poruszającego się we mgle.

Jestem pewny, że dotarły do niego wszystkie moje głoszone do tej pory tezy, ale mimo to nie jest on w stanie zabrać głosu w tej sprawie. Nie robi tego nie tylko dlatego, że z jego biurka wypłynęło już i tak zbyt wiele faktów. (za co już teraz powinna grozić mu konkretna odpowiedzialność). Gdybyż  to jednak była jedyna przeszkoda, to jego wyznawcy jak choćby red. Sumliński, czy prof. Polak, dawno już zabraliby głos żeby mnie i to co głoszę publicznie zdezawuować. Nie robią tego, ponieważ uświadomili sobie znaczenie moich świadectw. Jak wspomniałem, moja osoba oraz to o czym mówię i piszę dowodzi bowiem, że ani jedna ani druga ekipa nie przeprowadziła rzetelnego śledztwa! Panowie śledczy, czy też ich reprezentanci milczą już od wielu miesięcy i co więcej nie znajduje się nikt, kto podjąłby choć próbę polemiki ze mną. 

Opisałem dość szczegółowo (z wielu powodów nadal oszczędnie) i podałem do publicznej wiadomości, wszystkie podnoszone zarówno przez Kiszczaka jak i Witkowskiego wątki tej sprawy. Spodziewałem się, że pojawią się próby ich zdyskredytowania, albo krytyki, ale jakoś nie dzieje się nic... Aż korci mnie powiedzieć, jak to kiedyś zrobiła córka senatora Romaszewskiego „spróbujcie ze mną”… Zdaję sobie oczywiście sprawę, że zachowano jeszcze papier z tamtych czasów i atrament zapewne też. Uważam jednak, że drukarze i pisarze Kiszczaka (oraz zwalczających go frakcji) nie są już tak sprawni. Ktoś, układając kiedyś scenariusz tej zbrodni, na jakimś etapie jej planowania, podjął odpowiednie decyzje również w stosunku do mojej osoby i roli. Zapewne z powodu presji czasu, po nagłośnieniu planów wyjazdu księdza do Rzymu, określono pośpiesznie ramowe warunki, niezbędne dla zachowania dyskrecji wykonawcom „zadania”. Specjaliści od rozgrywania otoczenia księdza Jerzego dokonali odpowiednich, domykających te przygotowania zabiegów, a pozostałości po tych czynnościach starannie pozamiatali. Jestem pewny, że te zmiotki nie są już w zasięgu dzisiejszych manipulatorów. Owszem, można jeszcze spreparować jakiś papier, jakieś tam zeznanie, ale ułożyć fikcyjne konkrety pod moją wiedzę nie będzie już tak łatwo. Być może strategia wybiórczego szkalowania najbliższego otoczenia księdza Jerzego, przy pomocy odpowiednio dobranych autorytetów, będzie tu jedyną skuteczną metodą. O ile jednak można zbagatelizować i zamilczać moją osobę, to już funkcjonujące w przestrzeni internetowej świadectwa trzeba będzie kiedyś w odpowiedni sposób zinterpretować, albo zanegować. Twierdzę, że nie będzie to łatwe. Oczywiście spodziewam się, że wcześniej czy później ktoś z zainteresowanych ogłosi, że skoro bronię zniesławionego (nawet przez bohaterskiego księdza) Chrostowskiego to sam muszę mieć jakieś związki ze służbami. Może więc wyjaśnię tu na potrzeby tych rozważań, że: Nigdy nie byłem robotnikiem, nie należałem więc do żadnych związków zawodowych. Nigdy nie należałem do żadnej partii, nigdy też, aż do czasu poznania otoczenia księdza Jerzego nie miałem styczności z żadnym politykiem. Nie miałem też nigdy żadnego konfliktu z prawem. W czasach PRL nie wyjeżdżałem na tzw. zachód. Zajmowałem się natomiast wrogą dla ludowego państwa prywatną działalnością gospodarczą (kiedy poznałem księdza byłem tzw. badylarzem). Uczyłem się dość długo, bo aż 18 lat, kończąc kolejno (w systemie dziennym) kilka szkół zawodowych. Pomimo, że lat nauki wystarczyło by i dziś na doktorat, swoją edukację zakończyłem na maturze i co za tym idzie nie mogłem się uwikłać w uczelniane donosicielstwo. Nie mam nałogów, a w sakramentalnym związku, jako ojciec dwójki dzieci pozostaję od ponad 40 lat. Choć oczywiście nie jestem człowiekiem bezgrzesznym, to każdy przyzna, że trzeba nieźle pomajstrować, żeby znaleźć tu jakiś wiarygodny hak… Rzecz jasna, mam świadomość, że po moich ostatnich publikacjach hakownie działają już pełną parą. Zachowuję jednak ufność w Bożą opatrzność. Znam prawdę i wiem, że kiedy ujrzy ona światło dzienne (pytanie, kiedy?) wielu ludziom spadną z oczu łuski. (odsyłam do lektury mojego tekstu  Siloe - znaczy posłany) Za Izajaszem powtórzę jeszcze: „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem”.

Mam, co przyznaję, kilka problemów z którymi nie potrafię sobie poradzić. Dotyczy to np. hierarchii  Kościoła w Polsce (może nawet nie tyle w Polsce, co w Warszawie). Hierarchiczna struktura Kościoła, działając według konkretnych reguł, nawet jeśli nie jest zależna od metropolii warszawskiej i tak w warszawskiej kurii będzie zasięgać wszelkich informacji związanych z podległym jej parafianinem. Czasem, kiedy na zaproszenie regionalnych środowisk kościelnych próbuję nagłośnić jakieś „drastyczne” okoliczności związane z księdzem Jerzym, wcześniej czy później, pomimo początkowego aplauzu nie jestem już powtórnie zapraszany. Dzieje się tak zapewne dlatego, że w Kurii ciągle zachowują wpływy „natchnieni obrońcy czci,” uwikłanych w okrągły stół biskupów oraz, co istotniejsze, stróże nieskazitelnej pamięci prymasa Glempa (której, nie wiedzieć czemu miałbym zagrażać?). W sprawy Kościoła staram się nie ingerować publicznie. Skoro Stolica Apostolska uznała, że w Kościele w Polsce wszystko jest jak należy, wzorem błogosławionego Jerzego przyjmuję, że gdybym i o czym złym wiedział, muszę (ćwicząc się w pokorze) zachować to dla siebie. Jest jednak sprawa księdza, którego skrytykowałem za bezpodstawne, publicznie wygłoszone oskarżenie o współudział Chrostowskiego w porwaniu księdza Jerzego. Wiem, że nie może ów ksiądz posiadać udokumentowanej wiedzy o rzekomej winie tego człowieka. Ktoś umiejętnie podsunął mu niczym nie poparte oszczerstwo, a ten uwierzył potwarcy. Nic jednak nie usprawiedliwia jego osobistego udziału w linczu wykonanym na kierowcy - w istocie przyjacielu księdza. Mam nadzieję, że jeszcze tu na ziemi, ten przecież zacny niegdyś kapłan zdoła naprawić skutki wywołane złym i od złego pochodzącym słowem. Dla opamiętania przywołam tu fragment z Listu do Koryntian: „Czy odważy się ktoś z was, gdy zdarzy się nieporozumienie z drugim, szukać sprawiedliwości u niesprawiedliwych, zamiast u świętych? Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? Wy zaś, gdy macie sprawy doczesne do rozstrzygnięcia, sędziami waszymi czynicie ludzi za nic uważanych w Kościele”.

 

Kolejnym problemem o którym trzeba tu wspomnieć są dziennikarze i media. Z założenia nie szukam z nimi kontaktu i zachowuję daleko posunięty dystans do ludzi, którzy żyją z nagłaśniania sensacji, zwłaszcza jeśli sensację budują na pogłoskach. Od swoich rozmówców, jeśli już do mnie dotrą oczekuję, że będą przygotowani do rozmowy i wcześniej poświęcą trochę czasu na zebranie choćby ogólnie dostępnej wiedzy o interesującym ich zagadnieniu. Mam spore ograniczenia zdrowotne i nie mogę już sobie pozwolić na jałowe dyskusje, czy drobiazgowe przekonywanie do moich racji. Swoją wiedzę lokuję tylko tam, gdzie mogę się spodziewać, że zostanie ona kiedyś w sposób logiczny poukładana i wykorzystana (kiedy zaistnieją ku temu odpowiednie warunki). Nie mogę  niestety zachować obojętności, gdy jakiś dziennikarz (zwłaszcza uważający się za śledczego) posuwa się do bezceremonialnych oskarżeń, nie popartych rzetelnym własnym dochodzeniem. Tak było w przypadku Wojciecha Sumlińskiego, ulubieńca wielu przyzwoitych mediów. Ten utrzymujący się z sensacji publicysta pomimo, że nie był w stanie udowodnić swoich oskarżeń przed Sądem, nadal uporczywie pomawia o ciężką zbrodnię człowieka, który nie jest już w stanie sam się bronić. Słyszałem jak zwalał winę za niepomyślny dla siebie wyrok, na Sąd oraz IPN, który ponoć uniemożliwił dostęp do tzw. zbioru zastrzeżonego. Zapytam jednak, a co jeśli w tym zbiorze też nie będzie dokumentów potwierdzających agenturalną przeszłość kierowcy księdza?! Czy nadal ten pan będzie tkwił w uporze? Czy może uświadomi sobie w końcu, że złe nie poparte dowodami słowo zabija!!! Zadbałem o to, żeby pan Sumliński otrzymał moje świadectwo. Zapewniłem, że jestem gotów merytorycznie obalić każdy wysuwany przez niego argument obciążający Chrostowskiego, ale efektem było, jak w każdym innym przypadku - milczenie.

 

O przyczynach tego zjawiska napisałem powyżej. Reasumując ten wątek, nie jestem w stanie przyjąć krytyki, że atakuję bohaterów i bronię „esbeków”. Ci bohaterowie, choć być może nie są tego świadomi, sami stali się ofiarami dawnych „SB”. Jak nikt inny jestem zainteresowany wzruszeniem ustaleń toruńskich, ale uważam, że można tego dokonać jedynie w taki sposób, który umożliwi ukazanie całej prawdy i wszystkich winnych tej zbrodni. Jestem przekonany, że w odpowiednich warunkach politycznych mogą tego dokonać tylko ludzie nie związani z dawnymi  strukturami PRL. Takim, jeśli się znajdą i doczekam tego, jestem skłonny pomóc.

 

Adam Nowosad     Piszcie : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.Adam Nowosad 1

Oświadczenie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy w związku z prowokacją w kościele pw. Św. Anny

                                                                                             

logo naglowek 

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wyraża swój zdecydowany sprzeciw wobec aranżowanych przez dziennikarzy wspólnie ze środowiskami  liberalnymi  akcjami, mającymi na celu manipulację opinią społeczną. Podawanie informacji o sprzeciwie katolików wobec Komunikatu Episkopatu Polski w kwestii obrony życia nienarodzonych,  w sytuacji, kiedy samemu rzekomy sprzeciw się organizuje z wykorzystaniem ludzi niewierzących ( jedna z „protestujących” w kościele pw. Św. Anny w Warszawie mówi na portalu społecznościowym o tym, że jest nieochrzczona) jest niedopuszczalne. Działanie takie jest nie tylko sprzeczne z etyką dziennikarską, jest naganne moralnie, niezależnie od wyznawanego światopoglądu.

Posługiwanie się kłamstwem i manipulacją w sprawie tak ważnej, jak ludzkie życie, zwłaszcza życie nienarodzonego dziecka to świadectwo wyjątkowej podłości.

Na naszych oczach rozgrywa się walka o człowieka. W dniach, kiedy przeżywamy , jako katolicy, wyjątkowo podniosłe uroczystości – rocznica śmierci największego z Polaków, św. Jana Pawła II, Niedziela Bożego Miłosierdzia -  ktoś zdecydował, że trzeba nam zniszczyć radość świętowania, spokój i zakłócić modlitwę, sprofanować świątynię.

Religia katolicka jest religią przebaczenia i miłosierdzia. Wybaczając prowokatorom, nie możemy jednak milczeć, wobec metod, jakie stosują. Zwłaszcza, jeśli podejmują się tego typu działań ludzie mediów, których powołaniem jest służyć prawdzie.

Prosimy nasze Koleżanki i Kolegów z oddziałów terenowych o podjęcie w rozpoczętym właśnie tygodniu szczególnych inicjatyw modlitewnych w intencji nienarodzonych dzieci i ludzi, którzy walczą o legalizację ich zabijania.

                  Zarząd Główny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy

                                               Częstochowa, 4 kwietnia 2016r.

 

 

Pierwsze Nagrody im. Ojca Mariana Żelazka wręczone na Jasnej Górze

Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/zelazek/logo_nagrody_mariana-zelazka_90px.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/zelazek/logo_nagrody_mariana-zelazka_90px.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/zelazek/nagroda-im-ojca-zelazka-statuetka.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/zelazek/nagroda-im-ojca-zelazka-statuetka.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-01_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-01_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-02_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-02_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-03_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-03_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-04_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-04_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-05_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-05_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-06_thumb.jpg
There was a problem loading image http://www.werbisci.pl/images/stories/nowosci/2016/nagr-ozelazka2016-06_thumb.jpg

Wręczono Nagrody im. o. Mariana Żelazka

logo_nagrody_mariana-zelazka_90px.jpgJASNA GÓRA
1 kwietnia w czasie X Czuwania Rodziny Arnoldowej na Jasnej Górze po raz pierwszy wręczono statuetki Nagrody im. o. Mariana Żelazka.

W tym roku Kapituła nagrody uhonorowała Annę Pietraszek, Zygmunta Cholewę oraz Fundację Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” i jej prezes, Annę Tarajkowską.

Anna Pietraszek ukończyła studia w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Uzyskała też dyplom Studium Operacyjno-Strategicznego Akademii Obrony Narodowej. Jest dziennikarką, reżyserem i operatorem filmów dokumentalnych. Uczestniczyła w szeregu polskich wypraw wysokogórskich w Himalajach, Hindukuszu i Karakorum, współpracowała z czasopismami podróżniczymi i fotograficznymi, realizowała liczne programy dla telewizji. Aktywnie uczestniczyła także w tworzeniu Telewizji Trwam. Udziela się w wielu organizacjach i stowarzyszeniach.

alt

Statuetka Nagrody im. o. Mariana Żelazka

Jest założycielką Fundacji Parvane, która pomaga kobietom - ofiarom wojny w Afganistanie. Jest autorką ok. 200 filmów dokumentalnych prezentujących różne kultury i zakątki świata. Wielokrotnie bywała w Puri, co zaowocowało szeregiem poruszających filmów o ojcu Marianie Żelazku, m. in: Misja, Głód miłościAmbasador trędowatychTestament o. Mariana. Filmy te wielokrotnie były emitowane w telewizji i są wykorzystywane w werbistowskiej animacji misyjnej. Laureatka przybliża postać o. Mariana także w artykułach, wywiadach i okolicznościowych wystąpieniach. Zwykła mawiać o sobie, że jest duchową córką o. Mariana i podkreśla, że nikt inny nie miał i nie ma takiego wpływu na jej życie, jak właśnie on.

Zygmut Cholewa zgromadził wokół siebie ludzi, którym droga była idea misji, szczególnie tych, prowadzonych przez werbistów. 32 lata temu, przy Parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Koluszkach, założył i został prezesem Koła Misyjnego, któremu obecnie patronują Błogosławieni Męczennicy Werbiści. Członkowie Koła uczestniczą w regularnych spotkaniach formacyjnych i zbierają się na modlitwę w intencji misji. Zamawiają Msze święte za misjonarzy i propagują Misyjne Msze Wieczyste. Mocno włączają się w akcje organizowane przez Referat Misyjny Księży Werbistów w Pieniężnie. Sami nawiązują kontakty z misjonarzami i zapraszają ich na spotkania. Wszystko to odbywa się w dobrym porozumieniu z Kościołem lokalnym.

Fundacja Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” powstała w 1992 roku w Poznaniu, z inicjatywy środowiska naukowego tamtejszej Akademii Medycznej. Celem Fundacji jest stworzenie profesjonalnego zaplecza dla polskich misjonarzy, prowadzących działalność medyczną wśród chorych w najuboższych krajach. Dotychczas zakresem swych działań objęła kilkadziesiąt misyjnych szpitali, przychodni i punktów medycznych, w kilkunastu krajach na wszystkich kontynentach. Do tych miejsc organizuje wyjazdy lekarzy, pielęgniarek i studentów medycyny. Zajmuje się też wysyłką leków, środków opatrunkowych i sprzętu medycznego.

Fundacja "Redemptoris Missio" od wielu lat wspiera działalność misjonarzy werbistów. Obecna Prezes Fundacji, dr Anna Tarajkowska, założyła i wyposażyła gabinet dentystyczny na terenie kolonii trędowatych w Puri, w którym sama wielokrotnie pracowała. Także inni wolontariusze Fundacji, już po śmierci o. Mariana Żelazka, posługiwali w założonym przez niego szpitalu. Innym sposobem pomocy dziełom założonym przez o. Mariana jest prowadzona obecnie akcja "Woda dla trędowatych". Zakresem swoich działań Fundacja objęła werbistów pracujących także w innych krajach, np. w Papui Nowej Gwinei. Wkrótce do werbistowskich szpitali w Togo i Ghanie trafią materiały opatrunkowe, zorganizowane przez Fundację.

Nagroda im. o. Mariana Żelazka, przyznana w tym roku po raz pierwszy, została ustanowiona w celu uhonorowania osób, organizacji lub instytucji, którzy w wybitny sposób wspierają lub propagują działalność misjonarzy werbistów i mają poważny wkład w animację misyjną prowadzoną przez Polską Prowincję Zgromadzenia Słowa Bożego.

Polska Prowincja już od dłuższego czasu nosiła się z zamiarem ustanowienia szczególnego wyróżnienia dla tych, którzy w godny podziwu sposób troszczą się o podejmowane przez nas dzieło misyjne. Patronem jej został o. Marian Żelazek, którego 10. rocznica śmierci przypada 30 kwietnia bieżącego roku. Dla wielu jest on najbardziej znanym polskim werbistą i prawdziwą ikoną misjonarza.

Autorką statuetki Nagrody im. o. Mariana Żelazka jest artystka rzeźbiarka Dorota Dziekiewicz-Pilich.

Nagroda została wręczona podczas X. Czuwania Rodziny Arnoldowej na Jasnej Górze. Spotkanie to odbywa się co 2 lata krótko po Wielkanocy. Przybywają na nie członkowie zgromadzeń założonych przez św. Arnolda, rodziny misjonarzy i misjonarek, dobrodzieje i parafianie.

nagr-ozelazka2016-01_thumb.jpg nagr-ozelazka2016-02_thumb.jpg nagr-ozelazka2016-03_thumb.jpg

nagr-ozelazka2016-04_thumb.jpg nagr-ozelazka2016-05_thumb.jpg nagr-ozelazka2016-06_thumb.jpg

APEL KSD


APEL KATOLICKIEGO STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY

LOGO KSD

Brońmy wyboru Polaków! Obrońmy chrześcijańską Polskę!

Wobec obrzydliwego, nie mającego precedensu ataku na demokratycznie wybranego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i polski rząd, apelujemy do wszystkich Członków i Sympatyków Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy o podejmowanie inicjatyw: modlitewnych, medialnych i społecznych, mających na celu wsparcie haniebnie atakowanych i wszystkich podjętych dla dobra ojczyzny i narodu działań.

Najgorszym w obecnej chwili jest zaniechanie i malkontenctwo. Jest czas w Ojczyźnie, kiedy trzeba w pokorze uznać racje wyższe i ponad swymi sympatiami politycznymi, podjąć wysiłek obrony wartości nam najbliższych.

Doświadczenia lat ostatnich pokazały, jaką Polskę chciano nam zbudować:dewaluacja prawd dekalogu,  In vitro, aborcja, demoralizujące programy szkolne, destrukcja rodziny, ateizacja, lekceważenie głosu społeczeństwa – to tylko niektóre przykłady. W chwili, kiedy podjęto – z woli narodu – próbę powrotu do wartości chrześcijańskich, które od 1050 lat kształtują naszą tożsamość, usiłuje  się nam, siłą wrzasku medialnego ludzidawno wiarygodności pozbawionych, działania te zablokować.

Na to naszej zgody nie ma. Musimy się przeciwstawić i bronić.  

Dlatego apelujemy:

organizujmy wspólne modlitwy, angażujmy się w inicjatywy patriotyczne, propagujmy prawdziwe informacje.

Naszym obowiązkiem jest głosić prawdę i dobro. Wspierać tych, którzy w obronie tych wartości działają.

Szanując godność każdego człowieka, zło nazywać po imieniu i kłamstwo obnażać, jest to naszym dziennikarskim obowiązkiem.

W roku Świętego Miłosierdzia i wielkiego Jubileuszu Chrztu Polski, zobowiązani również modlitwą Prezydenta Andrzeja Dudy, który u tronu Jasnogórskiej Królowej powierzył Polskę i Naród Jej Matczynej opiece, prośmy Dobrego Boga o roztropność, siłę i wytrwanie dla rządzących, a dla Polaków – o mądrość i rozwagę. 

Częstochowa-Warszawa, 4.12.2015r.

Specjalnie dla KSD: rozmowa z Posłem Jarosławem Sellinem,znawcą mediów

Jarosław Sellin 
jest posłem Prawa i Sprawiedliwości. W latach 2005–2007 był wiceministrem kultury. Z wykształcenia jest historykiem, ukończył Uniwersytet Gdański w 1988r. Działałopozycyjnym Ruchu Młodej Polski. Od 1990 pracował jako dziennikarz, m.in. był szefem działu informacyjnegopublicystyki Telewizji Polsat. W 1999 został wybrany przez Sejm do Krajowej Rady RadiofoniiTelewizji. W 2005 r. uzyskał mandat poselskilisty PrawaSprawiedliwości. Obecnie kandyduje w najbliższych wyborach parlamentarnych z ramienia PiS w okręgu Gdańskim.

Panie Pośle, czy ma Pan wizję zmian w mediach publicznych, zwłaszcza w telewizji? Co wymaga najpilniejszych zmian?

Zmiany wymagają czasu i ważna jest zmiana ustroju mediów publicznych. Od prawie 25 lat funkcjonują jako spółki prawa handlowego i uważam, że jest to błędne funkcjonowanie. Obecnie media publiczne podlegają skarbowi państwa i co roku muszą się rozliczać przed walnym zgromadzeniem akcjonariuszy, którym jest po prostu minister skarbu państwa… Można więc mówić w jakimś sensie o podległości politycznej mediów publicznych od jednej osoby - ministra, który co roku może zaakceptować, lub też nie, absolutorium w zależności od wyników finansowych mediów. Dlatego media nie powinny być spółkami prawa handlowego, bo to powoduje presję, aby dany program był jak najlepiej opłacalny, przynoszący duże dochody. To oznacza komercjalizację, często w nie najlepszym stylu. Z tego powodu media publiczne upodabniają się do prywatnych, z płytszą ofertą programową, a nie głębszą, ponieważ komercyjna oferta lepiej się sprzedaje. Chodzi o to, aby z tego reżimu media „wyzwolić” i wymyślić formułę instytucji wyższej użyteczności publicznej o charakterze państwowym, należącym do całego narodu. Myślę, że najbliższe takiemu dobremu wzorcowi było by np. funkcjonowanie podobne do BBC. Telewizja BBC po pierwsze ma solidną, długotrwałą tradycję, a po drugie dobrą ofertę programową, traktowaną jako swoistą, publiczną misję.

Czytaj więcej: Specjalnie dla KSD: rozmowa z Posłem Jarosławem Sellinem,znawcą mediów

Oświadczenie SDP ws debaty przedwyborczej

Oświadczenie

Zarządu Głównego

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

15 października 2015 r.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko formule debaty pomiędzy  Ewą Kopacz i Beatą Szydło, którą 19 października realizować będą trzy stacje telewizyjne: TVP SA, Polsat i TVN. Debata ta tuż przed wyborami parlamentarnymi może mieć istotny wpływ na decyzje obywateli, musi więc w sposób nie budzący wątpliwości spełniać wymogi dziennikarstwa bezstronnego, rzetelnego i respektować zasadę pluralizmu.

 

Apelujemy o poszerzenie liczby  stacji transmitujących debatę o Telewizję Trwam i TV Republika oraz zaangażowanie ich dziennikarzy do współprowadzenia. Tylko klarownie realizowana zasada bezstronności i pluralizmu da obywatelom poczucie podmiotowości i przekonanie, że zostali uczciwie poinformowani o poglądach dwóch rywalizujących partii, o planowanych decyzjach i ich rzeczywistych skutkach dla obywateli i państwa.

 

Zarząd Główny

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskichsdp logo

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

Krzysztof Nagrodzki - Wiosenne wzmożenia…

Kolego, pytałem czy teraz, kiedy ten obrzydliwy PiS podwyższył Ci emeryturę - wbrew woli rewolucyjnych oddziałków ludzkości - odetniesz się od niej i przekażesz na jakiś postępowy cel? Przecie można...

21-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Polityczni nie polit…

- Dziwny tytuł? - Już wyjaśniam: „Polityka” to „roztropne działanie dla dobra wspólnego. Wspólnego, a nie grupki kolesiów czy nawet największej niechby partii. I mając taką miarę na uwadze, przymierzmy...

17-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Oszołomieni postępem…

 - Skąd się biorą?... - Zwykła głupota? Hipnoza? Jurgielt? Nakazy prowadzących?… A może wirus? - Siany oczywiście przez wiadomego prezesa?... Zamiast konkretów programowych interesujących lud miast i wsi, lansowanie jakiegoś...

14-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki:Sex-zawroty głowy

A on dostał takiej manii, że chciał tylko od Stefanii–pisał ongiś Tadeusz Boy-Żeleński.                                   No i dobrze."Tylko od Stefanii"-znaczy normalny monogamista. Gorzej, kiedy mania zaczyna przysłaniać rozum i demolować wolę. Wtedy...

11-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Wyklęta armia powraca - red. Marek Gizma…

Wyklęta armia powraca Ponieważ żyli prawem wilka historia o nich głucho milczy (Herbert)              Jak przyznał Bierut, po 1945 roku komuniści w Polsce utrzymali się tylko dzięki sowieckim dywizjom. Walkę z nimi i z...

08-03-2019 Aktualności

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Omasty według potrzeb

/.../ skoro nie samym chlebem, no to trzeba do tego chlebka dokładać przeróżne konteksty…czy omasty… Nieważne, jakie. Dokładać trzeba! Żeby mieć siły do walki z wrogami. Z burzycielami postępu! A...

08-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki – Z listów do przyja…

 „Piniędzy nie było i nie będzie” – to słynne objawienie wieszcza postępowej ekipy władającej poprzednio naszym krajem, przechodzi do swoistej klasyki…

05-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Słabomyślni ateiści

Zresztą nie tylko tzw. ateiści. Słabomyślność dotyka wielu, których opuszcza z różnych względów uczciwość rozeznawaniu rzeczywistości. Uczciwość bądź przyrodzone kłopoty umysłowe. A może jakieś inne koszmarne dyrektywy, kwity, bądź inne...

02-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Żołnierze różnych boj…

Obchodzimy kolejne wspomnienie ofiary dzielnych ludzi, którzy w rożnych okolicznościach i ciągu przyczynowo-skutkowym „swój życia los rzucili na stos”. Na ofiarny stos Ojczyzny. W różnych czasach te bojowanie miało –...

01-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Eksperci na kacu

,,Piniędzy nie było i nie będzie” - twierdził pewien ekspert, a tu masz - nie tylko są, ale nawet mają dać wam (no i nam) trzynaste emerytury. Gospodarka rozwija się...

27-02-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

O Powstaniu Styczniowym - red. Marek Giz…

Powstanie Styczniowe wielu narodów W Powstaniu Styczniowym 1863 roku walczyło ok. 250 tys. ludzi, w tym 2500 przedstawicieli dwudziestu narodów Europy. Mamy ok. 500 Węgrów, 380 Włochów, 360 Rosjan i Kozaków...

26-02-2019 Aktualności

Czytaj więcej

Zapraszamy na nowy spektakl grupy „Twier…

  Zapraszamy na nowy spektakl grupy „Twierdza Pamięć” (zrealizowany dla uczczenie Dnia Żołnierzy Wyklętych)   …na dnie popiołu gwiaździsty dyjament…   Scenariusz i realizacja: Urszula Paczyńska, Jarosław Paczyński, Tomasz Bieszczad   W scenariuszu wykorzystane zostały wiersze i proza następujących...

24-02-2019 Aktualności

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki–Taktyki strategii

 Homotryndy, pseudo antysemityzm wysysany jakoby z mlekiem matki – polskiej matki - to powtarzające się dywersje central niepokoju. Antypolskich, ale i szerzej antycywilizacyjnych i antyludzkich. Tak – antyludzkich, ponieważ każdy...

21-02-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Próbowanie pamięci

Kto sieje wiatr…Ta zadziwiająca i gorsząca ostatnio próba destabilizowania dobrych stosunków Polsko-Izraelskich nie może nie budzić podejrzeń o celowe mieszanie. I każe postawić klasyczne pytanie:, „Kto za tym stoi?” Kto...

18-02-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Nasz Patron

św. Franciszek Salezy
Nasz patron
św. Franciszek Salezy